Ron Artest -'Nie można mnie porównywać z Rodmanem'.
Widziałem kilka ciekawych, fantazyjnych fryzur zawodników NBA. Prym wiódł oczywiście Dennis Rodman, który wydawać by się mogło zmieniał je z cotygodniową częstotliwością. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia miał je np. w kolorze zielonym, symbolizującym choinkę...
Od kilku sezonów ciężko znaleźć podobnie charyzmatyczną postać, którą można by porównać do byłego mistrza NBA m.in. z Chicago Bulls i Detroit Pistons. Najbliżej chyba jednak do pierwowzoru obecnemu skrzydłowemu Lakers – Ronowi Artestowi. W niedawnym meczu przeciwko Magic pojawił się w dość ciekawej fryzurze.
Przed sezonem Lakers dobrze wiedzieli w co się pakują zatrudniając Artesta. Jego wybryki tak na parkiecie jak i poza nim często trafiały na pierwsze strony gazet, podobnie jak i kontrowersyjne wypowiedzi, bardzo często wypowiadane w sposób buńzuczny i zdecydowane będące na wyrost. Phil Jackson potrafił sobie poradzić z Rodmanem, więc pomyślał że i z „RonRonem” pójdzie mu dobrze. Na razie źle nie jest, chociaż problem z formą Rona jest widoczny gołym okiem. W Los Angeles póki co uspokajają, że to zawodnik na play off i tam pokaże swoją prawdziwą wartość. Czas pokaże. Tymczasem nie zachwyca. Sprowadzony po to by wyłączać z gry najlepszych strzelców drużyn przeciwnych kiepsko wywiązuje się z powierzonego mu zadania. We wspomnianym meczu przeciwko Orlando, Vince Carter rzucił mu z przed nosa 25 punktów, a on sam zagrał na fatalnej skuteczności 2/10. A to źle wróży w chociażby w kontekście powtórki z zeszłorocznego finału NBA, do której może dojść i tym razem. Same statystyki (szczególnie punkty) z tego sezonu są dużo słabsze niż chociażby przed rokiem.A oto co ma do powiedzenia sam zainteresowany:Co Cię skłoniło do zmiany koloru włosów?Chciałem dać ludziom coś fajnego, specjalnego, więc pomyślałem, że to będzie dobry pomysł by zrobić to z włosami. Chciałem umieścić też znak Lakers, ale wtedy nie starczyło by miejsca na „obronę”. (Artest miał to słowo napisane w 3 językach: hebrajskim, hindi i japońskim). Czy jest to hołd dla Dennisa Rodmana?Po pierwsze nie można mnie porównać do gościa, który ma na koncie 5 mistrzowskich pierścieni. Ale nigdy nie wstydziłem się jeśli ktoś o to pyta. Lubię, gdy ludzie mówią: „Tak jak Dennis Rodman”, jednak nie oznacza to wcale, że tak jest. Jestem jego wielkim fanem dokładnie od 1998 roku, kiedy po wszystkich kontrowersjach z nim związanych stwierdził, że nie ma wcale zamiaru się zmieniać.Jakbyś ocenił swoją grę?Myślę, że dobrze. Mam powierzone role w zespole, z których staram się dobrze wywiązywać i jestem z tego powodu szczęśliwy. Jestem tego typu graczem już od długiego czasu. Muszę się skupiać na swojej roli i wykorzystać to w taki sposób, by było to moim atutem.Co powiesz tym, którzy twierdzą, że macie papiery na powtórkę mistrzostwa?Wolałbym nie wypowiadać się na ten temat, chociaż jedyne co mogę powiedzieć to fakt iż mamy najlepszego reżysera czwartej kwarty w postaci Kobe Bryanta. Jestem jeszcze ja, Derek Fisher, Pau Gasol, więc myślę że możemy to zrobić.Co się wydarzyło pomiędzy Kobe a Mattem Barnesem?Nie wiem co się tam działo. Na początku wszystko było dobrze, jednak potem zauważyłem, że doszło do spięć między nimi. Potem zauważyłem, że Barnes stoi naprzeciw Fishera . Nie wiem co się stało, myślę że gra była bardzo intensywna i to było powodem tych zdarzeń. Lubię taką grę. Cała sytuacja TUTAJJak sądzisz, czy Byki zakontraktują kogoś znaczącego z wolnych agentów?Istnieje wiele scenariuszy. Musisz zwrócić uwagę na klimat, w jakim zespole chcesz grać, co chcesz osiągnąć i co zrobić dalej ze swoją karierą. Pod względem marketingowym dla Jamesa najlepsze będzie LA lub NY. Zresztą dla Wade’a i Bosha też byłaby to dobra opcja. Oni lubią ten marketingowy szum wokół siebie. Myślę, że któryś z nich może trafić nawet do Clippers, a wtedy proszę sobie wyobrazić co będzie się działo co noc w Staples Center.