Bryant rzucił game-winnera w powrocie po kontuzji
Jeszcze na pięć sekund przed końcem Los Angeles Lakers przegrywali z Memphis Grizzlies. Podopieczni Phila Jacksona potrzebowali celnego rzutu za trzy punkty, do wygrania spotkania w regulaminowym czasie gry. Jak się okazało ich pobożne życzenia stały się faktem. Autorem owego celnego rzutu był nie kto inny jak powracający po kontuzji Kobe Bryant. To on zapewnił zwycięstwo swoim drużynie nad Memphis 99:98 i po raz kolejny udowodnił, jak ważnym punktem jest on w układance Phila Jacksona.
- Za każdym razem czuję się jakby był to mój pierwszy raz - powiedział po meczu o swoim game-winnerze Bryant, dla którego powoli jest to chleb powszedni.
Lider Lakers nie dość, że trafił sam rzut dający zwycięstwo, to na dodatek to właśnie on zdobył dziewięć ostatnich punktów swojego zespołu.
To był pierwszy mecz Bryanta po pięciomeczowej przerwie spowodowanej kontuzją.
Pierwsza kwarta padła zgodnie z oczekiwaniami łupem gospodarzy, jednak takiej pogoni gości nikt się prawdopodobnie nie spodziewał. Zach Randolph po raz kolejny zadziwiał wszystkich i Grizzlies nie dość, że odrobili straty to jeszcze wyszli na prowadzenie. Prowadzenie, które gospodarze odzyskali praktycznie dopiero w ostatnich sekundach.
Jeszcze na nieco ponad dwie minuty przed końcem Grizzlies prowadzili 95:90. Jak się okazało nie było to wystarczające. Na osiem sekund przed końcem Bryant został zablokowany przez Rudolpha Gay'a, jednak niczym się nie zraził i kilka chwil później wygrał w pojedynkę to spotkanie.