Spokój Kidda i świetny występ Butlera daje wygraną Mavs
Dodano: 21 lutego 2010 05:45
Autor: Paweł Łakomski, Informacja własna
Zdjęcie: Obraz własny
Dallas Maverics ma patent na drużyny z Florydy. W ciągu kilkunastu godzin Nowitzki, Kidd i spółka pokonali dwa razy drużyny z tego samego regionu. Najpierw o sile Teksańczyków przekonali się gracze Orlando Magic, a teraz koszykarze Miami Heat, którzy ulegli dzisiejszej nocy Mavs 97:91. Spotkanie w Dallas rozpoczęło się od strzeleckich popisów lidera gospodarzy - Dirka Nowitzkiego. Niemiec w pierwszych minutach meczu był bezbłędny i to dzięki niemu Mavs prowadzili przed pierwszą przerwą na żądanie – 10:2. O czas poprosił trener gości Eric Spoelstra, którego podopieczni mieli spore problemy w ofensywie. Pod nieobecność Dwayne Wade'a początkowo ciężar gry na siebie wziął Jermaine O'Neal.Najlepiej zarabiający koszykarz Heat skutecznie walczył pod koszem z Brendanem Haywoodem i to dzięki niemu Miami po kilku akcjach mogło zapisać na swoim koncie pierwsze punkty w meczu. Z czasem rozgrywający gości Carlos Arroyo uruchomił, bądź też pobudził do lepszej gry Michaela Beasley'a. Po jego skutecznych, a zarazem efektownych akcjach koszykarze Miami grali coraz lepiej. W międzyczasie po raz pierwszy w meczu pomylił się Dirk Nowitzki i co ciekawe, efektywność Mavs pogorszyła się diametralnie. Jedyną – skuteczną – opcją w ataku był nowy zawodnik Dallas – Caron Butler. Były koszykarz Washington Wizards podobnie, jak jego kolega rodem z Europy, był bezbłędny i trafiał z każdej pozycji. Nie uchroniło to jednak Dallas od utraty prowadzenia, które prosto z ławki rezerwowych odebrał im Mario Chalmers. Ten sam zawodnik ustalił wynik pierwszej kwarty po dwunastu minutach gry – 21:27. Na początku drugiej kwarty trener Spoelstra ponownie do gry wprowadził O'Neal'a. Były zawodnik między innymi Indiany Pacers odwdzięczył się pierwszymi punktami dla zespołu w drugiej kwarcie oraz kilkoma zbiórkami w obronie. Na parkiecie pojawił się także Jason Terry. "Super rezerwowy" z Teksasu nie wniósł do gry wiele i jego zespół ciągle tracił do niżej notowanych rywali kilka punktów. Gospodarzy do lepszej gry poderwał Shawn Marion. Gracz kojarzony głównie ze swoich występów w Phoenix Suns, zaliczył świetne wejście z ławki i wydawało się, że Dallas w końcu wyjdzie na prowadzenie. Niestety, nadal lepiej i przede wszystkim skutecznej prezentowali się goście z Florydy. Ciągle dobrze poruszał się po teksańskim parkiecie Beasley, a dołączył do niego, niewidoczny gracz pierwszej piątki, Quentin Richardson. Pod koniec pierwszej połowy przewaga koszykarzy Heat oscylowała wokół kilku punktów. Zawodnikom Mavs w odrabianiu strat nie pomogła nawet ponowna świetna postawa Nowitzkiego, który znów skutecznie dziurawił kosz rywali. Mimo tego, po pierwszej połowie to Miami Heat sensacyjnie prowadziło w Dallas - 44:50. Po zmianie stron gospodarze dali wyraźny sygnał swoim rywalom, że mecz się jeszcze nie skończył. Znów ciężar gry na siebie wziął Nowitzki, a pod koszem wspomagał go Haywood. Mimo silnego naporu ze strony teksańskiego zespołu, koszykarze Erica Spoelstry dzielnie utrzymywali, bądź co bądź, sensacyjne prowadzenie. Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy na parkiecie pojawił się wcześniej wspominany Marion. Mavs w składzie z popularnym ,,Matrixem”, potrzebowali zaledwie dwóch akcji, aby w pierwszej kolejności doprowadzić do remisu, a w następnej akcji wyjść na pierwsze od kilkunastu minut prowadzenie. Wówczas nastąpiła wymiana ciosów między dwoma zespołami, z której ,,cało” wyszli koszykarze zatrudniani przez Marca Cubana. Pod koniec trzeciej kwarty Miami fatalnie prezentowało się w obronie, co skutecznie wykorzystała trójka – Nowitzki, Kidd i Marion. Tym samym przed ostatnimi dwunastoma minutami koszykarze z Dallas prowadzili już różnicą siedmiu oczek – 71:64. Po wznowieniu gry, po raz kolejny bardzo dobrze na początku kwarty spisywał się Jermaine O'Neal. Amerykanin znów wygrywał dwójkowe pojedynki z środkowym centrem gospodarzy Haywoodem i to dzięki niemu Miami powoli odrabiało straty to rywala z konferencji Zachodniej. Do gonitwy przyłączyła się jeszcze dwójka mniej widocznych – Deaquan Cook oraz Udonis Haslem. Znakomitą zmianę dał także James Jonson, po którego celnym rzucie za trzy punkty koszykarze z Miami wyszli na prowadzenie – 76:77. Niestety, był to ostatni, a zarazem nieskuteczny w skutkach cios, który zadali koszykarze z Florydy. W drużynie Dallas przez całe spotkanie wyróżniała się dwójka Nowitzki-Butler, ale końcówka meczu należała do jednego z najlepszych podających w historii NBA – Jasona Kidd'a. Doświadczony rozgrywający Mavs końcowy marsz po zwycięstwo rozpoczął od celnej ,,trójki” - 82:79. W kolejnych akcjach goście w dziecinny sposób tracili piłkę, co konsekwentnie w kontratakach wykorzystywali gospodarze – 86:79. Po szybkim rzucie Cook'a za trzy punkty w hali w Dallas na półtorej minuty przed zakończeniem spotkania zrobiło się gorąco. Jednak kontrola wyniku Kidda pozwoliła koszykarzom Dallas spokojnie (w rytmie wykonywania rzutów wolnych) dowieźć zwycięstwo do końca. Tym samym Dallas Mavericks w ciągu kilkunastu godzin zanotowali drugie z rzędu zwycięstwo i po zakontraktowaniu Carona Butlera są obok Los Angeles Lakers najpoważniejszym kandydatem do gry w finale konferencji Zachodniej. Natomiast, Miami Heat bez Dwayne'a Wade'a jest zupełnie innym zespołem. Drużyną, która nie ma lidera – koszykarza który wziąłby na siebie odpowiedzialność i mógłby w pojedynkę przesądzić o losach meczu. Takiego zawodnika dziś zabrakło i to Mavs, a nie oni mogą cieszyć się ze zwycięstwa.