Zespół z Sopotu lepszy na Podkarpaciu

Dodano: 13 lutego 2010 21:28
Zespół z Sopotu lepszy na Podkarpaciu
Adam Popek, Informacja własna
MediaWiki
Trefl zwycięża w meczu o dwóch obliczach Znicz przystąpił do meczu już bez John a Williamson a, który odchodzi z zespołu do ligi Szwedzkiej, ale z Łukaszem Diduszko, który w ostatnich dniach wzmocnił jarosławski zespół.  Początek spotkania nie zapowiadał tego, co wydarzyło się po kilku jego minutach. Kilka punktów z rzędu Trefla wyprowadziło go na nieznaczne prowadzenie. Znicz, który miał świadomość, że w dniu dzisiejszym goście z Sopotu są mocni, podjął starania, by od razu zniwelować stratę. Nie potrafił, jednak, skutecznie kończyć swoich akcji.

Dodatkowo, jarosławianie najczęściej, nie zbierali piłek po własnych niecelnych rzutach i pozwalali rywalowi na przejęcie piłki. Z kolei Trefl nie miał problemów ze sforsowaniem obrony gospodarzy, która w pierwszej odsłonie meczu pozostawiała wiele do życzenia.

Nie do zatrzymania pod koszem był Saulius Kuzminskas, a na obwodzie szalał Lewrance Kinnard. Każdy z pięciu zawodników przebywających na parkiecie udowodnił swoją przydatność. Zaowocowało to wręcz kuriozalną sytuacją, bowiem po 6 minutach gry przyjezdni prowadzili 20:0! Wtedy do „głosu” doszli zawodnicy Znicza, a konkretnie Artur Mikołajko, który zdobył… pierwsze punkty w tym pojedynku dla swojej drużyny. Jego wyczyn powtórzył jedynie Jeremy Chappell, dzięki czemu jarosławianie zdobyli łącznie nie 2, a 4 punkty i tracili równe 20 przed drugą kwartą.

Drugie 10 minut lepiej rozpoczął przegrywający zespół. Sprawnie przeprowadzane kontrataki, skutecznie wykańczał Chappell. Nieco ożywienia wprowadził, także Dariusz Wyka, który po raz pierwszy dzisiejszego wieczoru pojawił się na parkiecie. W obozie przyjezdnych błysnął Marcin Stefański, zawodnik, przez wielu określany, jako specjalista od sytuacji podkoszowych. Gra toczyła się w dużo szybszym tempie i ku uciesze kibiców z Jarosławia, to ich zespół przeważał w tej kwarcie. Dowód tego dał rozgrywający Keddric Mays, który zdobył ważną „trójkę” mimo asysty obrońców. 

O wiele mądrzejsza gra w obronie sprawiła, że goście nie zdobywali już punktów z taką łatwością jak na początku meczu. Kilka błędów, które popełnili gracze z Sopotu nieco pogorszyło ogólny obraz drużyny w dzisiejszym meczu. Na szczęście dla nadmorskiej ekipy, dobrze prezentował się Cliff Hawkins, nie tylko dobrze podając kolegom, ale także oddając celne rzuty z dalszych odległości. Tą część gry, in plus, mogą zapisać sobie gospodarze, którzy nieznacznie odrobili stratę i przegrywali różnicą 16 punktów.

Po przerwie, obie ekipy, skoncentrowały się na zdobywaniu punktów. Za 3 punkty celnie przymierzył Tomasz Zabłocki, na którego od początku wszyscy bardzo liczyli. Swoją pracę wykonał także, już nie tercet, a duet Amerykanów i Znicz wracał do gry. Trefl nie pozostawał dłużny. Podopieczni trenera Muiznieksa musieli utrzymywać, choćby minimalny, kontakt z rywalem, co pozwoliło zachowywać bezpieczny dystans. Mądrze piłkę rozgrywali Hawkins na przemian z reprezentantem Gruzji George Tsintsadze. W dużej mierze, to oni „obsługiwali” kolegów z drużyny celnymi podaniami, po których oddawali celne rzuty. Mimo wielkiego zaangażowania w grę, Znicz nie odrobił straty w znaczącym stopniu. 11 punktów przewagi, jakie na swoim koncie mieli gracze z Trójmiasta, stawiało ich w dużo lepszej i bardziej komfortowej sytuacji przed decydującą partią, zwłaszcza, że sopocianie dysponowali szerszą kadrą niż ich dzisiejsi rywale.

Znicz postawił wszystko na jedną kartę. Żeby wygrać, trzeba zdobywać punkty. W myśl tej zasady, gracze z Podkarpacia zaczęli oddawać mnóstwo rzutów za „3” lub próbować błyskawicznych penetracji pod koszem. Dużą rolę w momentami wręcz chaotycznym odrabianiu strat odegrał Keddric Mays. Rozgrywający Znicza był wszędzie. Co chwilę notował przechwyt, asystę czy kolejne punkty do swojej kolekcji. W końcówce dwa celne rzuty zza linii 6.25m oddał Dawid Witos i wlał nadzieję w serca kibiców. Goście, jednak wytrzymali napór przeciwnika i potrafili się mu skutecznie przeciwstawić. Niezawodni Kinaard oraz Kuzminskas nie dali szans jarosławianom, którzy mimo porażki powinni cieszyć się z jej rozmiarów. Ostatecznie, Trefl, mógł cieszyć się razem ze swoimi kibicami, których przybyło na spotkanie około 20, ze zdobycia kompletu punktów w odległym, wyjazdowym spotkaniu.

Wynik 76:89 nie powinien martwić żadnej ze stron. Po (tutaj, drodzy Czytelnicy, niech każdy sobie wstawi adekwatne słowo, wedle własnego uznania) pierwszej kwarcie nic nie zapowiadało rychłego obudzenia się zespołu z Podkarpacia. Trefli, który wydawało się powinien odnieść wysokie, łatwe zwycięstwo, musiał się sporo napocić by osiągnąć końcowy sukces.

- Zwycięstwo dedykuje przede wszystkim moim zawodnikom oraz kibicom, którzy pokonali długą drogę by być tu dziś z nami i nas wspierać. Jestem zadowolony z pierwszej i ostatniej kwarty spotkania, natomiast w dwóch środkowych, Znicz zagrał na swoim poziomie, do którego przyzwyczaił, a nam pozostało nie roztrwonić zbyt dużej ilości punktów. Cieszę się, że wracamy z kompletem punktów. – Powiedział na pomeczowej konferencji trener Muiznieks.

Mniej rozmowny był za to opiekun gospodarzy Dariusz Szczubiał:

- Zagraliśmy dzisiaj bardzo źle. Tylko momentami graliśmy „naszą” koszykówkę. Pierwsza kwarta była w naszym wykonaniu karygodna i to ona zadecydowała o porażce.

Znicz Jarosław - Trefl Sopot 76:89

Znicz Jarosław: K. Mays 20 (3x3), T. Zabłocki 16 (4x3), J. Chappell 12, D. Witos 9 (3x3), D. Wyka 8 (2x3), Ł. Diduszko 6, A. Mikołajko 4, B. Sarzało 1, M. Moralewicz 0, G. Szczotka 0

Trefl Sopot: L. Kinnard 19 (5x3), S. Kuzminskas 15, I. Kitzinger 14 (2x3), M. Stefański 13 (1x3), C. Hawkins 10 (2x3), Ł. Ratajczak 6, P. Malesa 5 (1x3), G. Kadziulis 5 (1x3), G. Tsintsadze 2, M. Hlebowicki 0

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp