Robertson, Oscar Palmer
Big O, jak często o nim mówiono i pisano, po dzień dzisiejszy uważany jest za jednego z najlepszych, a już na pewno jednego z najwszechstronniejszych graczy w historii koszykówki. Przed Państwem były zawodnik Cincinnati Royals i Milwaukee Bucks - Oscar Robertson.
Aby utwierdzić się w przekonaniu, z jak wielkiej klasy graczem mamy do czynienia wystarczy chociażby jeden rzut oka na jego statystyki. Robertson w swoim drugim sezonie w NBA (!) w każdym meczu w barwach Cincinnati Royals notował średnio 30,8 punktów, 12,5 zbiórki i 11.4 asysty. Nikt wcześniej ani później nie zbliżył się choćby do owego osiągnięcia Robertsona. Równie ważne jest bowiem to, iż Big O przez całą swoją karierę notował niezwykle podobne statystyki.
W ponad tysiącu spotkań jakie rozegrał w najlepszej lidze świata zapisywał na swoim koncie średnio 25.7 punktu w każdym z nich. W momencie, w którym kończył karierę był to szósty wynik w historii ligi. Jeszcze wyżej był i jest w klasyfikacjach asyst. Po dzień dzisiejszy zaledwie czterech zawodników zanotowało więcej kluczowych podań niż Robertson. Trzeba jednak pamiętać, że w czasach, w których można było podziwiać Big O w akcji, inaczej postrzegano asysty i o wiele trudniej było je zdobyć.Robertson swoimi umiejętnościami asystowania i punktowania zachwycał i zachwycał, jednak tylko raz w swojej karierze zdobył mistrzostwo NBA. Trzeba jednak pamiętać, że ma on na swoim koncie multum innych osiągnięć. Został on zdobywcą nagrody dla najlepszego pierwszoroczniaka w 1962 roku. Przez dwanaście kolejnych sezonów był wybierany do Meczu Gwiazd. Zwieńczeniem jego wspaniałej kariery było wybranie w 1996 roku do grona 50 najlepszych koszykarzy w historii NBA.Mierzący 196 cm. wzrostu Robertson był pierwszym rozgrywającym, który nie dość, że grał tak wyśmienicie, to na dodatek mógł się pochwalić takimi warunkami fizycznymi. Kolejnym z wielkich, wysokich rozgrywających był dopiero Magic Johnson, który w momencie, gdy Robertson zdobywał w NBA pierwsze punkty i notował pierwsze asysty miał zaledwie roczek.Z jak wielkim zawodnikiem mamy do czynienia niech świadczą słowa byłego szkoleniowca Boston Celtics, Reda Auerbacha. - On jest po prostu wielki. Czasami jego wielkość mnie nawet przeraża - przyznał jednego razu Auerbach. Niezwykle podobnie o Big O wypowiadał się również jego kolega z drużyny, Jerry Lucas. - On był po prostu niesamowity. Swoimi umiejętnościami znacznie wyprzedzał tamte czasy. Nie ma i nie było równie wszechstronnego zawodnika co on.Urodzony w 1938 roku Oscar Palmer Robertson dorastał w ubogich dzielnicach Indianapolis. Już od pierwszych lat swojego życia poznawał nie tylko koszykówkę, ale również co raz częściej miał do czynienia z rasizmem czy nierównościami ekonomicznymi. Od najmłodszych lat zdawał sobie doskonale sprawę, że został stworzony do koszykówki, a nie do niezwykle popularnego w tej części Stanów Zjednoczonych baseballa. Popularność baseballa nie była przypadkowa. Do dziś jest on uznawany za grę "brudnych" i biednych dzieci.Robertson uczęszczał do Crispus Attucks High School, specjalnej szkoły dla afro amerykanów. Bez żadnej sali gimnastycznej, z rakiem jakiejkolwiek opinii czy reputacji. To właśnie tam młody Oscar nauczył się wiele. Został poskromiony i wychowany przez trenera-maniaka Ray'a Crowe'a, który za cel wyznaczył sobie nauczanie młodzianów podstaw gry. W takim stylu nauczania świetnie odnajdywał się Robertson.Połączył on mądrość, którą przekazał mu trener z wrodzonymi atrybutami i tym, czego nauczyła go w najmłodszych latach ulica. Jak się okazało, była to mieszanka wybuchowa. Zdobywał średnio 24 punkty na mecz i jako senior został uznany za "Indiana's Mr. Basketball". W 1955 roku poprowadził swoją drużynę do bilansu 31-1, rok później do 31-0. Co równie ważne, przez owe dwa sezony zespół Robertsona zanotował 45 zwycięstw z rzędu. W takim wypadku dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem, iż w obydwu sezonach Crispus Attucks zdobyli mistrzostwo stanowe. Po raz pierwszy w historii Indianapolis mistrzostwo stanu zdobyła drużyna składająca się tylko i wyłącznie z czarnoskórych graczy.Jak się okazało, nawet mistrzostwa stanowe nie przekonały do siebie władz miasta. Młodzi zawodnicy nie mogli świętować swojego wielkiego sukcesu w centrum miasta z powodu koloru skóry. Big O przyznał po latach, że tej sytuacji nie zapomni do końca życia.Robertson mimo wszechobecnego rasizmu, który doskwierał mu poza boiskiem, na parkiecie pokazywał swój przeogromny talent. W barwach Uniwersytetu Cincinnati przez trzy kolejne sezony zostawał najlepszym strzelcem na akademickich parkietach. W jednym z sezonów przez analityków został wybrany najlepszym zawodnikiem rozgrywek w całych Stanach Zjednoczonych.Dwukrotnie doprowadził on Bearcats do Final Four NCAA. W ciągu trzech sezonów z Robertsonem w składzie Cincinnati zanotowali kapitalny bilans 79 zwycięstw i zaledwie dziewięciu porażek. Mimo świetnych wyników nawet na Uniwersytecie Big O miał problemy przez swój kolor skóry. Był on pierwszym w historii klubu afroamerykaninem. W 1950 roku, pod koniec jednego z wyjazdów Robertson został wyrzucony z hotelu z powodu koloru skóry. Noc musiał spędzić w kolegium.- Nigdy im tego nie zapomnę - przyznał otwarcie po latach Robertson.W 1960 roku, na Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie Robertson jako współkapitan reprezentacji Stanów Zjednoczonych sięgnął wraz z drużyną po złoty medal. Kariera w NBA zbliżała się wielkimi krokami. W drafcie został wybrany przez miejscowe Cincinnati Royals. Eksplozja jego talentu nastąpiła już w pierwszym sezonie 1960-61. Został uznany najlepszym pierwszoroczniakiem rozgrywek, na co spory wpływ miał fakt, iż Robertson został również sklasyfikowany wśród strzelców na trzecim miejscu po sezonie regularnym.Już w swoim pierwszym sezonie Big O zadebiutował w All-Star Game - jak się później okazało był tam wybierany dwanaście lat z rzędu. W swoim debiucie w Meczu Gwiazd uciszył wszystkich swoich antyfanów. Zdobył 23 punkty i 14 asyst i dzięki temu został laureatem nagrody dla najbardziej wartościowego zawodnika tego spotkania! W debiucie! W swoim pierwszym sezonie w NBA!Jego zespołowi nie wiodło się jednak tak wspaniale jak można się byłoby tego spodziewać. Big O oraz Jack Twyman nie byli w stanie pociągnąć drużyny i Royals zakończyli rozgrywki z bilansem 33-46.Awans do Play-Off przyszedł jednak wraz z kolejnym sezonem. Sezonem, który - ze względu na kosmiczne statystyki Big O - zapadnie na długo w pamięci nie tylko Robertsonowi, ale także wszystkim fanom koszykówki. Jak się jednak okazało faza pucharowa to zupełnie inna bajka niż rozgrywki zasadnicze. Royals odpadli już w pierwszej rundzie, po czteromeczowej serii z Detroit.Kolejny sezon był równie znakomity dla Robertsona. Notował w nim średnio 28.3 punktu, 10.4 zbiórki, a także 9.5 asysty na mecz. Rzucał też na bardzo dobrej, 52% skuteczności. Wraz z nim ponownie świetny sezon rozgrywał Twyman i Cincinnati w półfinale dywizji pokonali mocne Syracuse Nationals. W kolejnej rundzie, przeciwko Boston Celtics, Robertson kapitalną i heroiczną postawą doprowadził do meczu numer siedem, który padł jednak łupem Celtów, późniejszych mistrzów.W następnych latach Royals nadal nie mogli zdobyć upragnionego mistrzostwa. Liga w tamtym okresie to bowiem okres dominacji Celtics i Philadelphii 76ers. Kibice na całym świecie pasjonowali się pojedynkami pomiędzy Robertsonem, Cousym i jego Celtics, a także 76ers z niesamowitym Hallem Greerem, jednak taka sytuacja praktycznie uniemożliwiała zdobycie mistrzostwa przez Big O.W sezonie 1963-64 Robertson stawał się już prawdziwym dominatorem w całej lidze. Został uhonorowany nagrodą dla najbardziej wartościowego zawodnika nie tylko All-Star Game, ale także całego sezonu regularnego. To on poprowadził Royals do bilansu 55-25, wystarczająco dobrego, aby zająć drugą lokatę w dywizji wschodniej. Robertson zakończył rozgrywki zasadnicze jako najlepiej asystujący zawodnik. Royals to była już znacznie inna drużyna niż w poprzednich latach. O jej sile stanowili tacy zawodnicy jak młody gwiazdor Robertson, wspomniany wcześniej Twyman, ale również Wayne Embry czy pierwszoroczniak Jerry Lucas. Drużyna z Cincinnati miała również nowego szkoleniowca, którym był Jack McMahon, znany zawodnik Royals z czasów, gdy ci grali jeszcze w Rochester.Na początku rozgrywek posezonowych Big O i spółka odesłali do domu Philadelphię i w finale dywizji zmierzyli się z fenomenalnymi Celtics. Robertson był w wyśmienitej formie, wszyscy jego partnerzy dawali z siebie wszytko, jednak to było za mało. Boston zwyciężył we wszystkich czterech spotkaniach, za każdym razem wygrywając różnicą co najmniej 10 punktów.Royals za żadne skarby nie mogli zdobyć upragnionego mistrzostwa. Mimo tego, Robertson i tak był już gwiazdą ligi. Ligi, której ikonami w tamtych czasach byli tacy zawodnicy jak Jerry West, Wilt Chamberlain, Bill Russell, Elgin Baylor, Willis Reed czy John Havlicek. Robertson mimo nadal młodego wieku był stawiany już na równi z nimi.Przed sezonem 1969-70 w Cincinnati postawiono wszystko na jedną kartę. Spragnieni mistrzostwa włodarze klubu zatrudnili w roli szkoleniowca odwiecznego rywala Robertsona, Boba Cousy'ego. Royals nie dość, że nie mogli zdobyć mistrzostwa, to przed dwa sezony z rzędu nie zdołali nawet awansować do samych Play-Offów. Oczekiwania fanów były więc olbrzymie. Zdawali sobie sprawę z tego wszyscy łącznie z trenerem. 41-letni wtedy Cousy zagrał nawet w siedmiu spotkaniach w barwach Cincinnati wraz z Robertsonem. Mistrzostwa jednak nie osiągnięto.W przerwie przed następnymi rozgrywkami włodarze Royals zadziwili cały koszykarski świat. Oddali oni Robertsona do Milwaukee Bucks w zamian za Flynna Robinsona oraz Charliego Paulka. Wśród dziennikarzy co rusz pojawiały się nowe informacje na temat motywów, jakimi mieli się kierować włodarze klubu z Cincinnati oddając Big O. Wielu uważało, że decydujący wpływ na transfer miał sam Cousy, który mógłby być zazdrosny o wszystkie sukcesy Robertsona, który tymi spekulacjami się nie przejmował.Mający 31 lat na karku były już zawodnik Royals nadal jedyne czego chciał to mistrzostwa. Jak się okazało, w Milwaukee miał na jego zdobycie spore szanse. Wszystko to za sprawą pewnego drugoroczniaka. Lew Alcindor, czyli nikt inny jak Kareem Abdul-Jabbar miał pomóc Robertsonowi w zdobyciu pierwszego w karierze mistrzowskiego pierścienia. Już od samego początku ich współpraca funkcjonowała wprost rewelacyjnie. Bucks po sezonie zasadniczym mieli bilans 66-16 i byli jednymi z faworytów do wygrania całej ligi. W samych Play-Offach Milwaukee pokonało kolejno San Francisco Warriors oraz Los Angeles Lakers i w wielkim finale zmierzyli się z Baltimore Bullets, w barwach który grały takie osobistości jak Wes Unseld czy Gus Johnson. Jak się okazało, finał nie trwał zbyt krótko. Szybko cztery mecze na swoją korzyść zapisali koszykarze Bucks i pierwszy mistrzowski tytuł w karierze Robertsona stał się faktem.Ludzie związani blisko z ligą zaczęli sobie zadawać pytanie "Czy rzeczywiście Big O jest teraz najlepszym zawodnikiem w historii?" Obiektywnej odpowiedzi po dzisiejsze czasy nikt jednak nie udzielił.Robertson z wiekiem miał coraz poważniejsze problemy ze zdrowiem. Jak się okazało, w najlepszej lidze świata zagrał jeszcze tylko trzy sezony. Przez owe trzy sezony Robertson za każdym razem wygrywał wraz z Bucks swoją dywizję. Milwukee dochodzili również do samych finałów. W 1974 spotkali się tam z Boston Celtics. Faworytami ekspertów byli Bucks jednak początek serii należał do Celtów. Abdul-Jabbar w sobie tylko znany sposób doprowadził do dwóch dogrywek w wygranym jak się okazało meczu numer sześć i o mistrzostwie miało zadecydować spotkanie numer siedem.W nim popis umiejętności dał jednak Dave Cowens. Zawodnik Celtics zdobył 28 punktów i 14 zbiórek i poprowadził tym samym Boston do kolejnego mistrzostwa w historii klubu.To był niezwykle emocjonujący koniec wielkiego zawodnika jakim z pewnością był Robertson, który po tym sezonie zakończył sportową karierę. Posiadający niezwykłe doświadczenie Big O nie rozstał się jednak z koszykówkę. Po odejściu na sportową emeryturę przez długie lata pomagał czarnoskórym amerykanom w osiąganiu koszykarskich sukcesów. Bo kto nie zna się na tym lepiej, jak sam Robertson.Oscar Robertson może pochwalić się następującymi osiągnięciami i nagrodami: Członek Hall of Fame (1980)Mistrz NBA (1971)MVP ligi (1964)Dziewięciokrotny człone pierwszej piątki All NBA (1961-69)Członek drugiej piatki All NBA (1970,'71)Rookie of the Year (1961)Dwunastokrotny uczestnik All-Star Game(1961-72) Trzykrotny MVP Meczu Gwiazd (1961,'64,'69) Jeden z 50 najlepszych koszykarzy w historii NBA (1996) Złoty medalista olimpijski (1960)