Magic wygrywają. Koncert Cartera w Amway Arena
Dzisiejszej nocy Vince Carter uciszył wszystkich swoich antyfanów. Magic przegrywali w meczu z New Orleans Hornets w drugiej połowie już 17 punktami jednak i tak wygrali to spotkanie. Wiele zawdzięczają swojemu rzucającemu obrońcy, który zdobył aż 48 punktów, na wprost niesamowitej jak na niego skuteczności. Co więcej zaledwie trzech punktów zabrakło Carterowi do wyrównaniu swojego rekordu kariery. Ostatecznie Magic pokonali Hornets 123:117.
W ubiegłym miesiącu coraz częściej można było usłyszeć negatywne opinie o Carterze. Obrywało się zarówno samemu zawodnikowi, jak i włodarzom klubu, że ci niepotrzebnie ściągnęli zawodnika z New Jersey. Narzekać można było, gdyż Carter rzucał w styczniu na wprost koszmarnej 28% skuteczności. Dzisiaj ucziszył jednak wszystkich.
- To nowy miesiąc. Nowy miesiąc przyniósł nową sytuację. Przeszłość to przeszłość. Miałem ciężki miesiąc, grałem słabo, pojawiały się głosy krytyczne. Rozumiem to - przyznał Carter.
Rzucającemu obrońcy Magic zabrakło trzech punktów do wyrównania rekordu kariery w ilości zdobytych punktów w jednym meczu. Ten wynosi 51 (osiągnięty w barwach Raptors) i był już raz wyrównany (w barwach Nets). W barwach drużyny z Orlando nikt nie rzucił więcej od czasu Tracy'ego McGrady - kuzyna Cartera - który w 2004 roku zapisał na swoim koncie 62 punkty w meczu przeciwko Wizards.
Pierwsza połowa nie zapowiadała jednak ani świetnego występu Cartera, ani też wygranej Magic. Wszystko za sprawą słabiutkiej defensywy. Fakt braku obrony wykorzystywali zawodnicy Hornets, którzy w takiej sytuacji - nawet pomimo braku Chrisa Paula - musieli zagrać skutecznie. I zagrali.
Już do przerwy zapisali na swoim koncie aż 70 punktów. O 15 więcej niż Magic. Prym w ofensywie wiedli przede wszystkich Darren Collison, Peja Stojakovic oraz David West. Każdy z nich w pierwszych 24 minutach zdobył 16 punktów.
Stan Van Gundy - szkoleniowiec Orlando - musiał w przerwie meczu użyć gorzkich słów w stosunku do swoich zawodników, gdyż ci wyszli całkowicie odmienieni. Co prawda ich strata przez chwilę wzrosła do 17 oczek, jednak momentalnie zaczęła topnieć w oczach. Swój koncert zaczął również Carter.
To po jego celnym rzucie na niecałe sześć minut przed końcem Magic wyszli na pierwsze od dawien dawna prowadzenie w meczu. Chwilę później Carter jeszcze bardziej powiększył przewagę swojego zespołu i Magic nie mogli już przegrać tego spotkania. Byli w wyraźnym gazie, który przyszedł w odpowiednim momencie. Ostatnie punkty spotkania zdobył wspomniany wcześniej Lewis, Magic wygrali 123:117 i odnieśli swoje 20 zwycięstwo w bieżących rozgrywkach na własnym parkiecie.
Jak zaprezentował się w spotkaniu z Hornets Marcin Gortat? Nasz rodak wypadł co najwyżej średnio. W przeciągu dziewięciu minut spędzonych na parkiecie zapisał na swoim koncie zaledwie dwa punkty i dwie zbiórki (w tym jedną w ofensywie).