Lakers demolują Clippers w derbach LA
Miał być ciekawy i emocjonujacy pojedynek, jednak taki był tylko w pierwszej połowie. Druga bowiem to była prawdziwa demolka. Powrót Pau Gasola okazał się powrotem Los Angeles Lakers do wielkiej formy, jeśli można mówić o jakiejkolwiek formie po jednym meczu. Podopieczni Phila Jcksona byli lepsi w niemal każdym elemencie gry. Nie dość, że grali bardzo efektywnie w obronie, to na dodatek zaprezentowali prawdziwy majstersztyk w ataku. Ostatecznie Jeziorowcy pokonali Clippers 126:86.
Już początek spotkania dobitnie udowodnił, iż wraz z Gasolem Lakersi mają jedną z najmocniejszych formacji podkoszowych w lidze. Prawie wszystkie początkowe akcje w meczu Jeziorowców były rozgrywane pod nich, a to okazało się niezmiernie efektywne. Już po niecałych czterech minutach po punktach Bynuma było 12:6.
Z biegiem czasu Gasol, Bynum i w pewnym momencie Odom nie dawali już rady "ciągnąć" sami wyniku. Clippers w klika minut zniwelowali niewielkie straty. Chwilę później Bynum - który wraz z Gasolem zdobył w pierwszej kwarcie 18 oczek - ponownie wyprowadził swój zespół na prowdzenie. W końcu obudził się Braynt, który trafił swój pierwszy rzut z gry i Lakersi zapisali pierwszą kwartę na swoim koncie.
Podopieczni Phila Jacksona grali zwłaszcza bardzo dobrze w ataku. Często grali długie akcja, które doprowadzały do dobrych pozycji rzutowych. Dobrze funkcjonował ball-movement, a także player-movement. Nie powinno to jednak nikogo dziwić, gdyż akurat w tych elementach Jeziorowcy są absolutną czołówką ligi.
Run 10-0 na początku drugiej kwarty spotkania zaliczyli jednak... Clippers. Grający w roli gospodarza Lakers mozolnie odrabiali jednak straty. W końcu swój koncert zaczynał grać Bryant. Jeziorowcy zniwelowali przewagę rywala, wyszli na prowadzenie i jak się okazało nie oddali jużgo do końca meczu.
Drugą połowę zawodnicy Phila Jacksona wygrali aż 73:36. Najwiekszy wpływ na taki rezultat miał oczywiście wspominany wcześnij Bryant, który mimo słabego początku zagrał wprost nieprawdopodobne zawody. Miał on statystykę +/- wynoszącą +41. Poza tym zdobył aż 30 punktów, na 20 rzutach z gry. Co więcej, mimo prawie 38 minut gry nie zanotował ani jednej straty!
Z taką dyspozycją Bryanta Lakersi powinni wygrywać z 3/4 zespołów w NBA. A jeśli dodać do tego taką postawę jego partnerów jaką zaprezentowali dzisiaj, to mamy wynik jaki mamy.
Ostatecznie Lakers wygrali aż 126:86 i tym samym odnieśli swoje 31 zwycięstwo w tegorocznych rozgrywkach.