T-Mac, przyszłość gwiazdora i czy aby na pewno gwiazdora
9 grudnia 2004 roku w Toyota Center Tracy McGrady zdobył w ostatnich 35 sekundach spotkania przeciwko San Antonio Spurs aż 13 punktów. Aż cztery razy trafił za trzy, w tym raz był przy tym faulowany. Poprowadził Rakiety do jednego z największych comebacków w historii nie tylko NBA, ale i całej koszykówki. Już przed tym osiągnięciem miał on status gwiazdy. Miałby go pewnie po dzień dzisiejszy, gdyby nie jedna, feralna kontuzja. Jednak, czy aby na pewno McGrady nie jest już gwiazdą ligi?
Jest 9 lutego 2009 roku. Od pamiętnego wydarzenie minęły nieco ponad cztery lata. T-Mac nadal gra swoje, jednak jego Houston po dobrym początku rozgrywek grają w kratkę. W meczu z Milwaukee nie idzie już nie tylko Rakietom, ale również i McGrady'emu. Ze swoich pierwszych dziewięciu rzutów z gry trafia zaledwie jeden. Co jednak najważniejsze, na oddanie kolejnych rzutów T-Mac nie miał już okazji. Poważna kontuzja, która wyeliminowała go z gry przez prawie cały rok kalendarzowy.Dalszy ciąg historii jest już Wam pewnie znany. Wiadome jest, że McGrady zacznie sezon 2009/10 z opóźnieniem, dużym opóźnieniem. Po pamiętnej kontuzji powraca on dopiero 15 grudnia, podczas - jak się okazało - zwycięskiego mecz z Detroit. Jego pierwsze punkty fani oklaskują na stojąco. Dla mieszkańców Teksasu McGrady nadal jest bowiem kimś wybitnym, jest kimś pokroju gwiazdy.Łatwo jednak odnieść wrażenie, że im dalej od największego stanu w USA, tym mniejszy jest szacunek dla McGrady'ego, że poza Teksasem nie jest on już uznawany za gwiazdę. O takiej sytuacji nikt by nawet nie śmiał sie myśleć w Stanach. Ba, nikt nie śmiałby się tak myśleć nawet w Polsce, gdzie McGrady ma wielu fanów.Nagle zawodnik, który nie grał zaledwie przez rok został w pewien sposób zapomniany. Czy to w ogóle możliwe, aby przez tak krótki przecież okres tak bardzo zmienił się pogląd o danym zawodniku? Czy status gwiazdy zyskuje się tylko za jeden, konkretny okres? Gdy nagle na jaw wyszła informacja o możliwej wymianie Bosh-McGrady, fani - nie tylko w Polsce - patrzyli na nią z lekkim przymrużeniem, a czasem nawet przy towarzyszącym uśmiechu na twarzy. Nagle wszyscy mówią nie o zawodniku, tylko o jego kończącym się, 23 milionowym kontrakcie. Jeszcze nie tak dawno gwiazda nagle zaczęła być traktowana głównie materialnie. Takie traktowanie można już nawet powoli wyczuć w amerykańskich mediach, co z pewnością nie jest na rękę samemu zawodnikowi.Jest jednak jeden aspekt, który jest zupełnie na przeciw całej poprzedniej części tekstu. Jest to głosowanie kibiców na pierwsze piątki Meczu Gwiazd. W mgnieniu oka można zapomnieć o przeróżnych komentarzach na różnorakich forach. McGrady dzięki głosom kibiców nadal plasuje się w pierwszej piątce Konferencji Zachodniej. I to nawet pomimo faktu, że praktycznie nie gra. I co tu sądzić o tej całej sprawie. Jaki jest stosunek kibiców do McGrady'ego po tym całym "zamieszaniu"? Co więcej, jaki jest status T-Maca jako gracza?Sam McGrady zdaje sobie najprawdopodobniej sprawę z całego zdarzenia. Ostatnio stwierdził, że jeżeli taki wynik w głosowaniu kibiców na pierwsze piątki ASG się utrzyma, on sam zrezygnuje z takiego przywileju. T-Mac udowodnił tym samym, iż należy mu się szacunek. Nie to co pewnemu zawodnikowi Wizards, który przez swoje bezmyślne, aroganckie i kompletnie pozbawione jakiegokolwiek sensu został przez władze NBA potraktowany jak totalne zero.Jak więc widać McGrady ma się prawdopodobnie dobrze w oczach kibiców, jednak jaka będzie jego przyszłość? Rick Adelman otwarice przyznał, że na dzień dzisiejszy nie widzi miejsca w składzie Rakiet dla McGrady'ego. Tak więc praktycznie przesądzone jest, że nie zostanie on już na długo w Houston. Prawdopodobnie zamieni on ukochany stan, słynący z kapitalnego rapu na najwyższym poziomie (towarzyszącemu z resztą T-Macowi na codzień), na jakiś inny. Na jaki?Jest kilka wersji. Otóż według najnowszych informacji dwa klubu NBA mają na swojej liście życzeń gwiazdora Rockets. Są to Washington Wizards i Chicago Bulls. W pierwszym wypadku najprawdopodobniejszym rozwiązaniem byłaby wymiana T-Maca na Carona Butlera oraz jeszcze jednego zawodnika, najprawdopodobniej Randy'ego Foye'a lub Mike'a Millera. Sprzedać Butlera określają jako możliwość już nawet włodarze Czarodziejów.Jeśli jednak chodzi o Bulls, gotowi oni byliby na oddanie kilku z młodych talentów. Są jednak pewne warunki. Nie może to być ani Derrick Rose, ani Joakim Noah. Jeżeli więc nie liczyć tych dwóch zawodnik, trudno mówić o jakichkolwiek młodych talentach w Chicago. W takim wypadku możliwa jest sprzedać Brada Millera czy Jerome'a Jonesa.
Ostatnio mówiło się również o zainteresowaniu ze strony Philadelphii 76ers. Gotowi oni byli oddać w zamian za T-Maca Andre Iguodale i Samuela Dalamberta. Rozwmowy utknęły jednak w martwym punkcie i według najnowszych informacji nie ma już szans na ich kontynuowanie.Co więc stanie się byłym gwiazdorem/gwiazdorem (niepotrzebne skreślić) najlepszej ligi na świecie. Jeśli ma to być subiektywna ocena, to T-Mac najprawdopodobniej nie zmieni barw klubowych w styczniu. W NBA, jak już się wielokrotnie przekonaliśmy, wszystko jest możliwe. Wypada więc tylko czekać...