Magic wreszcie z wygraną
Przed tym meczem nastroje w drużynie aktualnych mistrzów konferencji wschodniej nie były zbyt optymistyczne. Zawodnicy wiedzieli, że ich "go to guy" Vince Carter nie zagra i wiedzieli, że nie mogą przegrać kolejnego, piątego z rzędu meczu.
Już początek pokazał, że nikt w Magic nie dopuszcza do siebie takiej myśli. Magic zaczęli z animuszem i wygrali pierwszą kwartę 29:21.
O wyniku całego spotkania zadecydowała jednak kolejna odsłona meczu, w której Magic dosłownie rozbili Hawks wygrywając tę część spotkania 37:16. Druga połowa to już spokona kontrola sytuacji i oczekiwanie na końcowy gwizdek.
Pod nieobecność Cartera, u którego prześwietlenie rendgena nie wykazało żadnych większych probleów w barkiem i który prawdopodobnie wróc juz w kolejnym wtorkowym meczu przeciwko Sacramento, ciężar gry w zdobywaniu punktów wzięli na siebie Matt Barnes i JJ Redick. Zdobyli oni odpowiednio 18 i 17 punktow.
W obronie znakomite zawody rozegrał Marcin Gortat, który dzielił i rządził pod koszami. Marcin przez niespełna 26 minut gry zebrał 12 piłek w tym trzy w ataku i miał 4 bloki. Tym samym był najlepiej zbierającym i blokującym swojej drużyny. Niestety trafił on tylko dwa z sześciu oddanych rzutów z gry i ostatecznie zakończył mecz z dorobkiem pięciu punktów.