Knicks minimalnie lepsi od Bobcats
W decudującej kwarcie meczu podopiecznie Mike'a D'Antoniego az sześć razy trafili za trzy punkty. Dzięki dobrej dyspozycji ich strzelców mogli oni nie tylko odrobić minimalną stratę z poprzedniej części spotkania, ale także przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Ostatecznie Bobcats musieli uznać wyższośc gospodarzy przegrywając 93:97.
Już od pierwszych minut spotkania zawodnicy z Nowego Jorku narzucili swój styl gry. Wskutek takiej gry podopieczni Mike'a D'Antoniego grali niezwykle skutecznie. Swoje rzuty trafiala czy to Gallinari, czy to Chandler i kibice zgromadzeni w Madison Square Garden cieszyli się w dziewiątej minucie z prowadzenia swoich podopiecznych 24:15.
Z biegiem czasu w ekipie Knicksów pojawiało się jednak coraz więcej strat. Wallace i spółka musieli to w pewnym momencie w końcu wykorzystać. To właśnie lider Bobków, po kilku nieprzemyślanych akcjach gospodarzy wyprowadził swój zespół na prowadzenie 41:38. Nie licząc chwilowego przestoju pod koniec drugiej kwarty, od tego momentu zawodnicy z Charlotte zaczęli przysłowiowo "odjeżdżać" swoim rywalom.
W pewnym momencie trafili oni sześć rzutów z rzędu, a taka sytuacja poprostu musiała mieć duży wpływ na wynik. Po trójce Stephena Jacksona Bobcats prowadzili 71:61. Ostatnie siedem punktów trzeciej kwarty zdobyli jednak gospodarze i decydująca część spotkania zapowiadała się niezwykle emocjonująco.
W niej, długimi okresami zawodnicy z Nowego Jorku prowadzili różnicą czterech-sześciu punktów. Bardzo dobrze dysponowany był szczególnie Gallinari, którego trójki coraz bardziej przybliżały zwycięstwo jego drużynie. To właśnie on trafił dwa bardzo ważne rzuty na około minutę przed końcem. Po tych ciosach Bobcats przegrywali 87:93 i jak się później okazało, już się po nich nie podnieśli. Sytuację próbował jeszcze ratować Flip Murray, jednak dwa osobiste Chandlera ustaliły wynik na 97:93 dla gospodarzy.