Prokom po walce przegrał w Atenach (szczegółowa relacja)

Dodano: 6 stycznia 2010 23:30
Prokom po walce przegrał w Atenach (szczegółowa relacja)
Paweł Łakomski, Informacja własna
MediaWiki
Nie starczyło sił i co za tym idzie konsekwencji koszykarzom Assco Prokomu Gdynia w dzisiejszym starciu przeciwko Panathinaikosowi Ateny. Mistrzowie Polski po dobrej, wyrównanej walce ulegli gospodarzom 74:66. Pierwszą kwartę tego spotkania obydwa zespoły rozpoczęły z wielką mobilizacją. Asseco Prokom za wszelką cenę próbował dotrzymywać kroku mistrzom Grecji, a zawodnicy Panathinaikosu wiedząc, jak ważny był to pojedynek dla mistrzów Polski, wyszli na parkiet w pełni skoncentrowani.Podopieczni Tomasa Pacesasa w początkowych minutach meczu, większość akcji próbowali kończyć zza linii 6,25. Skuteczni byli za to gospodarze, który za sprawą Antonisa Fotsisa prowadzili nawet 11:2. Asseco Prokom grał chaotycznie. Polski zespół ożywiał się, gdy któregoś z drużyny ateńczyków udało się zablokować. Efektownym blokiem, przy rzucie ,,hakiem” Nikoli Pekovicia, popisał się Adam Łapeta, który powoli staje się pełnoprawnym zawodnikiem zespołu z Gdyni. To właśnie mierzący 216cm wzrostu środkowy pobudził do gry pozostałych swoich kolegów. W końcu z dystansu zaczęli trafiać David Logan oraz Daniel Ewing. Pod koniec pierwszej kwarty przebudził się także Qyntel Woods, który efektownie rozbijał obronę gospodarzy.  Mistrzowie Polski dzięki wyżej wspomnianym zawodnikom, zmniejszyli stratę do rywala i po pierwszej połowie tracili do Panathinaikosu już tylko 5 punktów. W międzyczasie na parkiecie, za sprawą trzeciego faulu Łapety, pojawił się Ratko Varda. Bośniak w pierwszej połowie grał dobrze, choć widać, że preferuje on taki styl gry, który wymaga zgrania z pozostałymi kolegami.  Druga kwarta to popis w obronie mistrzów Polski. Koszykarze z Grecji przez cały mecz mieli problemy z rozbiciem lub przejściem defensywy polskiego zespołu. Na nic zdawały się liczne zasłony środkowych Panathinaikosu, gdyż cała grająca piątka Asseco Prokomu, czytała akcję wyżej notowanego przeciwnika.  Wyraźny sygnał do odrabiania strat dał Qyntel Woods. Amerykanin, który greckie parkiety nie wspomina najlepiej, grał tak jakby miał coś do udowodnienia. Obrońców Panathinaikosu Atany w pewnym momencie mijał, jak tyczki i dzięki niemu gdynianie zmniejszyli straty na cztery oczka. W kolejnej ofensywnej sytuacji, mistrzowie Polski,  a właściwie Daniel Ewing, popisał się skuteczną akcją 2+1, po której zrobiło się stosunkowo gorąco w olimpijskiej hali w Atenach – 32:31. Wówczas, po raz pierwszy na parkiecie pojawił się Sarunas Jasikievicius, który na polecenie Zelijko Obradovicia, miał ,,rozruszać” w ataku swoich kolegów. Mimo tego, dalej świetnie grali podopieczni Tomasa Pacesasa. Dobrą skuteczność podtrzymał Ewing. To właśnie po jego celnym rzucie za trzy punkty po raz pierwszy był remis po 34. Końcówka pierwszej połowy należała do mistrzów Polski. Gdynianie grali szybko, pewnie, a co za tym idzie skutecznie. Punkty na wagę pierwszego prowadzenia zdobył Ronnie Burrell, kończąc tym samym pierwsze dziesięć minut gry. Na drugą przerwę, co ciekawe, David Logan wyszedł w innej opasce na głowie. Do szatni schodził z białą opaską, a na drugą połowę założył ciemną. Zmiana na głowie nie pomogła mu jednak w dobrej grze. Amerykanin z polskim paszportem był jednym z najsłabszych zawodników trójmiejskiego zespołu i niestety, nie będzie najlepiej wspominał tegorocznej wyprawy do stolicy Grecji.  Gospodarze drugie dwadzieścia minut rozpoczęli dosyć niepewnie. Widać było, że usłyszeli w przerwie kilka gorzkich słów od swojego trenera, ale w początkowych minutach nie grali dobrze. Gra Panathinaikosu uległa zmianie, gdy na parkiecie pojawiła się dwójka szerokich rezerwowych. Mowa tu o Nick'u Calathesie oraz Kostasie Tsartsarsie, który swego czasu grał w islandzkiej ekstraklasie.  Dwójka Greków, patrząc na statystyki, nie zaliczyła rewelacyjnych zawodów. Byli oni jednak bardzo aktywni i ich ,,niewidoczna” pomoc dla kolegów, okazała się późniejszym kluczem do zwycięstwa. Mimo ich bardzo dobrej postawie, Panathinaikos dopiero pod koniec trzeciej kwarty, po akcji 2+1 Jasikieviciusa wyszedł na pierwsze od dawien dawna prowadzenie – 51:50.  Polski zespół już w pierwszej akcji czwartej kwarty, za sprawą Burrella, wyszedł na prowadzenie, ale był to ostatni ,,cios” mistrzów Polski w stronę utytułowanych Greków. Podopieczni Tomasa Pacesasa do końca meczu grali już tylko dobrze w obronie, natomiast w ataku z akcji na akcję prezentowali się coraz gorzej. Spod kosza (dwutaktem) nie trafiali Logan i Łapeta, co doprowadziło  litewskiego szkoleniowca Prokomu do czerwoności.  Goście próbowali jeszcze szaleńczymi rzutami za trzy punkty zmniejszyć stratę, ale dobrej skuteczności z pierwszej połowy nie podtrzymał Ewing, a także słynący z dobrego rzutu Jan-Hendrik Jagla. Im spotkanie zbliżało się ku końcowi, zawodnicy z Gdyni grali coraz gorzej. Nie potrafili przeprowadzić jednej składnej, skutecznej akcji, która pozwoliłaby zmniejszyć stratę.  Pod presją greckiej obrony zaczął gubić się, wyznaczony do przeprowadzenia końcowych akcji, Qyntel Woods i tym samym mimo naprawdę dobrego meczu, mistrzowie Polski po raz drugi w tym sezonie euroligowym musieli uznać wyższość Panathinaikosu Ateny. Na pewno zawodników Tomasa Pacesasa należy pochwalić za serce do walki. Obrona funkcjonowała dziś na najwyższym europejskim poziomie, niestety w końcówce zabrakło doświadczenia i cwaniactwa Sarunasa Jasikieviciusa, który zdobywał ostatnie punkty w meczu.  Tym samym jeśli Asseco Prokom Gdynia dalej chce awansować do fazy Top16 musi za tydzień pokonać równie mocne Chmiki Moskwa. Panathinaikos Ateny w ramach ostatniej kolejki fazy grupowej uda się do Oldenburga, gdzie stoczy pojedynek z miejscowym EWE Baskets.  Panthinaikos Ateny – Asseco Prokom Gdynia 74:66 (23:18, 13:20, 15:12, 23:16) Panathinaikos: Batiste 13, Nicholas 13, Spanoulis 6, Perperoglou 5, Fotsis 5 oraz Peković 10, Jasikevicius 8, Tepić 6, Tsartsaris 4, Calathes 2, Shermadini 2. Asseco Prokom: Ewing 19, Woods 16, Burrell 12, Logan 6, Hrycaniuk 2 oraz Jagla 4, Varda 4, Łapeta 3, Seweryn 0, Szczotka 0, Harrington 0, Kostrzewski 0.  
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp