Game-winner Bryanta zapewnia zwycięstwo Lakersom

Dodano: 2 stycznia 2010 10:39
Game-winner Bryanta zapewnia zwycięstwo Lakersom
Dawid Rudolf, Informacja własna
Obraz własny

Spotkania pomiędzy Los Angeles Lakers a Sacramento Kings bardzo często przyprawiają o dreszcze. Nie inaczej było tym razem. Jeszcze na sekundę przed końcem meczu Królowie prowadzili dwom punktami, wtedy jednak pilka trafiła do nieomylnego Kobe Bryanta, który przesądził o losach spotkania i celnym rzutem za trzy zapedwnił zwycięstwo Jeziorowcom.

Gospodarze grający po raz kolejny w tym sezonie bez Rona Artesta nie mogli od pierwszych minut spotkania narzucić własnego stylu gry gościom z Sacramento. Działo się tak pomimo faktu, iż w ekipie Kings nie wystąpił ich dotychczasowy lider, pierwszoroczniak Tyreke Evans.

Wskutek takiego stanu rzeczy sporo minut otrzymał Beno Udrih, który wykorzystał ten fakt w 100%. Świetnie kontrolował temp rozgrywania akcji, dostrzegał i kreował pozycję dla partnerów z drużyny i już po pierwszych 12 minutach miał sześć asyst. Po jednak z nich Omri Casspi popisał się wsadem i Kings prowadzili 28:23.

Nie zaspokajało to jednak potrzeb zawodników z Sacramento, którzy na początku kolejnej kwarty wprost zdemolowali swoich rywali. W pewnym momencie zanotowali oni run 28:9 i odskoczyli Jeziorowcom na 20 punktów (wynik 52:32). Bryantowi i spółce tylko nieznacznie udało się zmniejszyć straty do przerwy, jednak w niej Phil Jackson po raz kolejny udowodnił, że jest mistrzem motywacji.

Lakersi niwelowali straty w oczach, a ta po puntkach Odoma wynosiła już zaledwie cztery punkty. Z biegiem czasu tą przewagę stracili jednak Kings i Bryant na sześć minut przed końcem wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Od tego momentu zaczęła się przysłowiowa walka kosz za kosz.

Na 28 sekund przed końcem rozgrywający świetne spotkanie Udrih wbiegł pod kosz i wyprowadził swój zespół na prowadzenie 108:106. Odpowiedź Bryanta była niecelna i gospodarze musili faulować rywali, aby mieć jeszcze szanse na odwrócenie losów spotkania. Ime Udoka powędrował na linię rzutów osobistych, jednak ani razu nie trafił. Jak się okazało, niewykorzystane sytuacje się mszczą. Jackson wziął czas, w ostatniej akcji meczu Bryant sam sobie wypracował czystą pozycję, otrzymał piłkę, rzucił i trafił wraz z końcową syrenę, czym doprowadził do ekstazy prawie 19 000 kibiców zgromadzonych w Staples Center. Arbitrzy spotkania potrzebowali do oficjalnego werdyktu powtórki, jednak ta pokazała, że rzut Bryanta był oddany przed końcową syreną.

Ostatecznie Lakers pokonali Kings 109:108, a Kobe utonął w objęciach kolegów z drużyny.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp