Leończyk: To był dobry rok

Dodano: 31 grudnia 2009 18:05
Leończyk: To był dobry rok
Paweł Łakomski, Informacja własna
Obraz własny

Jeden z największy talentów polskiej koszykówki – Paweł Leończyk – w rozmowie z portalem koszykowka.net opisuje swój 2009 rok, a także zdradza czego nauczył go Sasa Obradović. - To był dobry rok – podsumowuje. 

Paweł Łakomski: Paweł, koszykarski rok 2009 dla Ciebie już się skończył. W ostatnim meczu przeciwko Treflowi Sopot, w drugiej połowie wszyscy obserwatorzy tego pojedynku przeżywali chwilę grozy. Chyba troszeczkę niepotrzebnie ta ,,nerwówka wkradła się w wasze poczynania.Paweł Leończyk:  Dlaczego? Kibicom się podobało(śmiech), ale nerwy były, emocje wśród fanów również. Z naszej strony wyglądało, proszę mi wierzyć, jeszcze gorzej, jednak udało nam się zakończyć ten 2009 rok zwycięstwem i mam nadzieję, że dobrą passę będziemy kontynuować w nowym roku 2010.

PŁ: Na pomeczowej konferencji prasowej wspomniałeś, że wasza gra w pierwszej połowie, wyglądała tak, jak Wy byście chcieli grać w dalszych meczach. Co masz konkretnie na myśli?PL: Może niecała pierwsza połowa, ale były fragmenty, gdzie naprawdę dobrze prezentowaliśmy się zarówno w ataku, jak i obronie. W mojej opinii właśnie tak nasza gra powinna wyglądać. Choć nadal musimy pamiętać o następującej rzeczy. Mianowicie, ciągle w naszym zespole trwają zmiany. Doszedłem ja, przyjechał z powrotem Chris Daniels i tak naprawdę nadal się poznajemy. Co nie zmienia faktu, że jak pokazała pierwsza połowa potrafimy grać dobrze i...  źle. 

PŁ: Spekuluje się, że powodem niepowodzeń Energi Czarnych mogły być liczne choroby w zespole. Czy Ciebie słupska epidemia ominęła?PL:  Rzeczywiście, chyba każdy u nas w drużynie zmagał się z grypą lub przeziębieniem. Ja przyjechałem 19 grudnia do Słupska, a już też jestem podziębiony. Nie będę się skarżył, ale też nie wszystko odbyło się przeciwko Treflowi, tak jak bym chciał. 

PŁ: Spotkanie z Treflem Sopot było pełne emocji i nieustępliwej walki. Wykazać musieli się także szkoleniowcy, którzy prosząc o czas, próbowali dokonać korekt w ustawieniach. Czy możesz powiedzieć, co w tak dramatycznych sytuacjach, kiedy wynik jest sprawą otwartą, mówi wam trener?PL:  Dobre pytanie (śmiech). Ciężko cokolwiek powiedzieć. Zazwyczaj trener wymyśla nową akcję i nawet jeśli świetnie ją rozrysuje, nieznaczny, że my ją dobrze zagramy, gdyż przecież nigdy  wcześniej jej nie ćwiczyliśmy. Tak naprawdę podane przez szkoleniowca zagrywki w końcówkach meczu, nigdy nie są trenowane przez nas na zajęciach. Można powiedzieć, że jest to duże ryzyko, a przy tym wielka improwizacja z naszej strony. 

 

Z trenerem Igorsem Miglinieksem (po prawej), Paweł dopiero się poznaje. 

PŁ: A co wymyślił w końcowych minutach meczu trener Igors Miglinieks?PL: Pokazał nam prostego pick and rolla, który tak naprawdę też nam do końca nie wyszedł(śmiech), ale Manast Cesnauskis swoim cwaniactwem, skorzystał z błędu obrońcy, a potem wykorzystał tyle rzutów wolnych, ile było nam potrzeba do wygranej. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że to on był ojcem, tego niezwykle ważnego zwycięstwa. 

PŁ: Chciałbym teraz powiedzieć pewne zdanie, jeśli się mylę to proszę, popraw mnie. W mojej ocenie w Turowie Zgorzelec grałeś niepewnie. Przyjechałeś do Słupska na stare śmiecie i znów oglądamy tego samego Pawła Leończyka, o którym tyle pisano i mówiono latem. Hala Gryfia i jej kibice sprawili, że czujesz się pewnie, przez co grasz o wiele lepiej niż w drużynie wicemistrzów Polski?PL: Nie zgodzę się z tym, że moja gra jest już podobna do tej z poprzedniego sezonu. Nie czuję jeszcze tej niezwykle ważnej pewności siebie. Wiadomo, że w Zgorzelcu nie grałem dużo i wówczas pojawiały się przeróżne, zazwyczaj głupie myśli. Dla mnie najgorszą rzeczą jaką przeżyłem w Turowie była właśnie ta niepewność. Gdy już otrzymywałem szansę nie prezentowałem się jak rutyniarz, a to jest najgorsze. 

PŁ: Rozumiem w takim razie, że przebywając na parkiecie w barwach Turowa Zgorzelec, zdecydowanie za dużo chodziło po Twojej głowie zupełnie niepotrzebnych myśli? PL: Można tak powiedzieć. Mając piłkę na półdystansie miałem wiele pomysłów, a potrzebny był tylko jeden. Przeciwko Treflowi spróbowałem rzucić za trzy, niestety nie trafiłem, ale mając wolną pozycję myślę, że podjąłem dobrą decyzję, a to że piłka nie wpadła, to trudno. 

PŁ: Temat Turowa Zgorzelec wprawdzie zamknięty, jednak ciągle można powiedzieć świeży. Kontrakt z wicemistrzem Polski to było dla Ciebie wielkie wyróżnienie i kolejna szansa na poszerzenie swoich umiejętności. Niestety tego epizodu w przygranicznym klubie nie możesz zaliczyć do udanego. Czy potrafisz powiedzieć dlaczego?PL: W mojej opinii nie wyszło, gdyż zmieniłem klub. Na pewno mam nowe doświadczenie. Trenowałem z zawodnikami na najwyższym europejskim poziomie i to mi wiele dało. Najśmieszniejsze z tej zgorzeleckiej przygody jest to, że za każdym razem gdy rozmawiałem z trenerem Saso Obradoviciem, powtarzał, że jest ze mnie zadowolony. Co prawda były już szkoleniowiec Turowa widział dla mnie miejsce w zespole tylko jako piątka, a tam w rywalizacji z Michaelem Wrightem, co tu dużo mówić, miałem małrne szansę. Mówił, że gram dobrze, a z meczu na mecz, miałem coraz mniej minut. Było to dla mnie dziwne, ale tak jak wspomniałem, nabyłem nowe doświadczenie, z których też bardzo się cieszę. 

PŁ: W tym sezonie miałeś do czynienia już z czterema szkoleniowcami, w tym aż trzech prowadziło Cię w Zgorzelcu. Chciałbym abyś spróbował porównać dwóch trenerów, a mianowicie swoje obecnego trenera Igorsa Miglinieksa, na tle Saso Obradovicia. Czy można w ogóle ich porównywać?PL: Na pewno mają niektóre cechy wspólne, aczkolwiek o wiele więcej jest rzeczy, które różnią tych szkoleniowców. U trenera Miglinieksa, co mi odpowiada, mamy trochę więcej luzu, a mówiąc dokładniej, te zagrywki są o wiele prostsze. Natomiast Sasa Obradović lubił bardzo kombinować. Oczekiwał od nas bardzo dużo podań, nawet gdy ktoś miał wolną pozycję, chciał aby jeszcze spróbować gdzieś dograć piłkę i może właśnie to było powodem niepowodzeń. 

PŁ: Sasa Obradović to wielki autorytet wśród zawodników, Ty miałeś przyjemność być jego podopiecznym. Czego w takim razie nauczył się od tego trenera Paweł Leończyk?PL: Nauczyłem się wiele, ale trener Obradović w jeden kwestii zaimponował mi w szczególny sposób. Otóż pokazywał nam takie typowo cwaniackie zagrania, z czasów kiedy był on jeszcze zawodnikiem. To były niuanse, które dotyczyły najprostszych rzeczy. Czyli jak ustawić nogi, jak pomóc sobie w przyjęciu najlepszej pozycji w defensywie. Można powiedzieć, że uczył nas koszykarskiej inteligencji, która mi osobiście bardzo się przydała i mam nadzieje, że wyjdzie na dobre.

PŁ: Rok 2009 to już powoli historia. W wykonaniu i ocenie Pawła Leończyka był to dobry rok?PL: Myślę, że tak. Nie ma tak naprawdę co narzekać. Wróciłem do miasta, w którym czuję się świetnie, mamy niesamowitych kibiców i dla nich naprawdę warto grać. Tak więc był to dobry rok. 

PŁ: Przeszedłeś do Energi Czarnych, jednak na nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Aby rozwiać wszelkie wątpliwości, powiedz czy z Turowem definitywnie rozwiązałeś kontrakt, czy może zostałeś do Słupska tylko wypożyczony?PL: Zostałem wypożyczony do końca sezonu, a umowę z Turowem kończy mi się po tych rozgrywkach. Włodarze ze Zgorzelca nie chcieli ze mną ostatecznie rozwiązywać kontraktu, nie wiem czemu, ale ja się cieszę, że jestem w Słupsku i niech na razie tak zostanie. 

PŁ: Ostanie pytanie musi dotyczyć Sylwestra. Gdzie w tym roku będziesz witał nowy rok?PL: Ponownie jak rok temu w Słupsku. 

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp