Nieudany powrót Billupsa.
Na oficjalnej stronie nba.com można dzisiaj przeczytać, że dwie wspaniałe gwiazdy stworzyły niezłe widowisko, ale tylko jedna z nich może poczuć smak zwycięstwa.
Tak też było, zarówno Brandon Roy (41pkt,6zb) jak i Carmelo Anthony (32pkt,9zb) pokazali się z jak najlepszej strony nieustannie zaskakując cudownymi akcjami tak indywidualnymi jak i zespołowymi. Górą okazał się ten pierwszy, dla którego 16 celnych rzutów z gry jest jego rekordem kariery.
Niezbyt udany powrót na parkiety NBA zanotował Chauncey Billups, który spędził zaledwie 20 minut na placu gry i nie był w stanie wraz z resztą obrońców Nuggets przeciwdziałać dobrze dysponowanym zawodnikom obwodowym Trail Blazers - zarówno Steve Blake ( 4 "trójki" w czwartej kwarcie) jak i Andre Miller (14pkt,8as) wykonali kawał niezej roboty.
Niewiele jednak brakowało, by Roy nie zagrał w tym meczu. Po meczu z San Antonio narzekał na ból w lewym ramieniu i decyzję o swoim występie podjął w ostatniej chwili:
"Nie myślałem nawet o tym, że dzisiaj zagram. Jednak pasek, który podtrzymywał moje ramię sprawił, że powiedziałem sobie iż nie będę myślał nawet o bólu. I kiedy byłem już rozgrzany stwierdziłem, że nie mogę dzisiaj siedzieć" - powiedział bohater spotkania.
Gracze z Oregonu pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie, jednak bez wysokiego centra (Przybilla i Oden mogą nie zagrać do końca sezonu) będzie im ciężko zdziałać coś konkretnego w play off. Sczególnie z Juwanem Howardem (!) w roli środkowego.
Niecodzienny wpis o NBA PRZECZYTAJ