W świątecznym hicie górą Cavs!
Dodano: 26 grudnia 2009 02:44
Autor: Paweł Łakomski, Informacja własna
Zdjęcie: Obraz własny
Bożonarodzeniowe spotkania w NBA zawsze są ciekawe. Tym razem o wiele ciekawszy od samego spotkania jest wynik, który w zespołowym stylu w hali Staples Center Arena, ustanowili koszykarze Cleveland Cavaliers. Cavs nieoczekiwanie pokonali Lakers 102:87 i sprawili sobie - jakże miły - prezent pod choinkę. Świąteczny pojedynek pomiędzy Los Angeles Lakers a Cleveland Cavaliers, znakomicie rozpoczęli ci pierwsi. Szybko zdobyte sześć punktów przez Derka Fishera oraz Kobe Bryanta, zapowiadały łatwą przeprawę Lakers. Jednak NBA to zdecydowanie najlepsza koszykarska liga świata i hasło – Where Amazing Happens – jest jak najbardziej odpowiednie. Cavs wygrali ten mecz przede wszystkim dzięki mądrej postawie w obronie, jak i ataku. Doskonale się uzupełniali, a po raz pierwszy od dawien dawna LeBron James był częścią układanki Mike Browna. Akcje ,,Kawalerzystów” były składne, a ciężar gry na siebie wziął Mo Williams. Dobry epizod w pierwszej połowie zaliczył Shaq O'Neal, który bogatym doświadczeniem na każdym kroku przewyższał podkoszowych Lakers. Gospodarze tego świątecznego pojedynku nie zapamiętają najlepiej. Był to chyba najgorszy mecz mistrzów NBA od kilku miesięcy. Tak jak podopieczni Phila Jacksona przyzwyczaili nas do zespołowej gry, tak dzisiejszej nocy spisywali się wręcz tragicznie. Trudno wskazać chociaż jeden pozytyw ze strony Lakers. Zawiedli wszyscy zawodnicy z Kobe Bryantem na czele. Lider L.A co prawda zdobył dzisiaj 35 oczek, ale jego skuteczność pozostawia wiele do życzenia. Odnośnie celnych, a właściwie brak celnych rzutów z dystansu gospodarzy zapewne amerykańscy dziennikarze poświęcą osobne artykuły. Do przerwy ,,Jeziorowcy” trafili tylko jeden rzut za trzy punkty, na dziesięć oddanych! Ostatecznie ich skuteczność w tym elemencie gry po dzisiejszym spotkaniu wyniosła 27,8%, co jest jednym z gorszych wyników dzisiejszej nocy. Lakers w tym spotkaniu mieli swoje wzloty, a przede wszystkim upadki. Gdy wydawało się, że w Staples Center końcówka może być podobna do tej z Orlando, zupełnie niepotrzebnie zaczął kłócić się Bryant. Amerykanin nie mógł pogodzić z decyzjami arbitrów przez co został ukarany przewinieniem technicznym. Jeśli wskazać jeden plus w postawie Lakers, to chyba bardzo dobra dyspozycja w obronie Rona Artesta. Kontrowersyjny skrzydłowy mistrzów NBA, pilnował dzisiejszej nocy LeBrona Jamesa i trzeba przyznać, że dobrze wykonał swoje zadanie. Pomimo że lider Cavs zanotował 26 oczek, fani drużyny Jackosna nie mogą mieć pretensji do Artesta. Mimo licznych zasłon ze strony środkowych Cleveland, Ron w większości przypadków umiejętnie omijał ,,przeszkody”, próbując uniemożliwić rzuty LB23. Na temat nieoczekiwanej porażki Lakers można wiele napisać, ale głównymi bohaterami polskiej nocy z NBA są podopieczni Mike Browna. ,,Kawalerzyści” jechali na Zachód w dobrych nastrojach. Co najważniejsze nie przestraszyli (jak się okazuje niegroźnych) mistrzów nawet, gdy ci rozpoczęli od mocnego uderzenia 6:0. Gratulacje należą się w szczególności Mo Williamsowi, który konsekwentnie przez całe spotkanie grał ,,swoje”. Nie pozwolił przejąć inicjatywy Jamesowi, tylko starał się zespołową grą pokonać gospodarzy. Świąteczny cel się udał, a rozmiary tej wygranej mało kto przed meczem przewidział. Ostatecznie Lakersi przegrali 102:87, ale w końcowych minutach meczu przewaga urosła nawet do 20 oczek. Niecodzienny wpis o NBA PRZECZYTAJ