Time-out: Orlando w drodze po tytuł

Dodano: 22 grudnia 2009 18:14
Time-out: Orlando w drodze po tytuł
Mateusz Zielinski, Informacja własna
WikiMedia

W zeszłym sezonie Orlando Magic sprawili wielką niespodziankę docierając aż do samego finału NBA. Drużyna prowadzona przez olbrzymiego centra Dwighta Howarda swoje sukcesy zawdzięczała głównie znakomitej współpracy całej ekipy na boisku, wymienności pozycji poszczególnych graczy oraz fenomenalnej skuteczności rzutów dystansowych. W tym sezonie Magic wydają się być jeszcze mocniejsi a ich jasno określonym celem jest zdobycie mistrzostwa.

Zacznijmy od Vincea

W porównaniu z zeszłym sezonem w wyjściowej piątce Magic zaszła jedna zmiana. Z drużyny odszedł turecki strzelec Hedo Turkoglu a jego miejsce zajął sprowadzony z New Jersey Nets Vince Carter. Ta wymiana jest dla ekipy z Orlando bardzo korzystna, a swoje największe profity przyniesie zapewne dopiero w kluczowych momentach decydujących meczów play-off. Carter to gracz, który potrafi na swoich barkach udźwignąć każdą presję, a czasami sprawia nawet wrażenie, że im dany rzut jest ważniejszy dla wyniku spotkania i z trudniejszej pozycji oddawany tym pewniej Vince go trafia. Carter jest również graczem bardzo doświadczonym, który na parkietach NBA ma status super gwiazdy, ale na swoim koncie nie posiada jeszcze ani jednego pierścienia. Czas leci nieubłaganie i sam Vince zdaje sobie sprawę, że obecna ekipa Orlando może być jego ostatnią szansą na tytuł. Carter wie, że aby osiągnąć sukces na samym końcu musi nieco zmienić swój dotychczasowy styl gry. Z dominatora i zawodnika, który całą drużynę podporządkowuje swojej osobie musi przerodzić się w lidera, który czyni swoich partnerów lepszymi. W Orlando graczy, którzy potrafią celnie rzucić do kosza nie brakuje i Vince, na którym najczęściej uwagę skupiają obrońcy przeciwnika musi o tym pamiętać. Dzielenie się piłką i kreowanie pozycji rzutowych dla partnerów to najtrudniejsze zadania, które w tym sezonie stoją przed Carterem. Jeżeli będzie umiał temu podołać to drużyna Magic ma spore szanse na poprawienie swoich zeszłorocznych osiągów.

Pierwsza piątka

Vince Carter w pierwszej piątce ma obok siebie bardzo dobrych zawodników. Jako rozgrywający występuje Jameer Nelson. Gracz ten reprezentuje nowoczesną szkołę, według której zawodnik z tej pozycji ma nie tylko kozłować piłkę i oddawać ją do partnerów ale także brać czynny udział w zdobywaniu punktów. Nelson świetnie to potrafi, dzięki niezwykłej szybkości mija obrońcę już na pierwszym kroku i rusza na kosz z akcją penetracyjną. Zakończyć ją może punktami bądź asystą gdy któryś z przeciwników pójdzie na pomoc w obronie i zostawi swojego zawodnika niekrytego. Problemem Jameera w ostatnim czasie stały się jednak kontuzje i Magic nie mogą być pewni, czy w decydujących momentach sezonu będzie on w stanie im pomóc. Niskim skrzydłowym w wyjściowej piątce zespołu z Orlando jest z kolei Mickael Pietrus. Gracz ten to bardzo dobry obrońca, który w zeszłorocznym play-off z powodzeniem zatrzymywał LeBrona Jamesa. Francuz świetnie pracuje na nogach, cały czas stara się być jak najbliżej przeciwnika, a wykorzystując swoją niezła szybkość i dużą zwinność bardzo rzadko pozwala się minąć. Oprócz tego, że Pietrus jest świetnym stoperem w defensywie potrafi także wspomóc swoich kolegów w ataku. Dysponuje tym, czym musi dysponować każdy zawodnik z pozycji 1-4 w Orlando, czyli ułożonym rzutem za 3 punkty. Gracz ten jest jednym z najbardziej niedocenianych zawodników drużyny Magic, który wykonuje na boisku masę brudnej, niewidocznej na pierwszy rzut oka roboty, bardzo często zdobywa punkty w kluczowych dla obrazu całego meczu momentach i bez niego osiągnięcie takiej pozycji jak teraz byłoby dla ekipy z Orlando niemożliwe.Jako silny skrzydłowy w Magic występuje Rashard Lewis. Zawodnik ten lubuje się w graniu daleko od kosza, z niezwykłą skutecznością rzuca za 3 punkty i sprawia tym samym olbrzymie problemy obrońcom z jego pozycji. Lewis bowiem bardzo szybko składa się do rzutu i jeśli zawodnik go broniący zostawi mu więcej miejsca, to bardzo często kończy się to zdobytymi punktami. Rashard ma jeszcze trochę pracy do wykonania jeśli chodzi o defensywę, ale nawet w porównaniu z zeszłym sezonem poczynił on w tym elemencie spore postępy. Dużo lepiej wygląda jego praca na nogach, nie wykonuje niepotrzebnych fauli, a nawet jeśli komuś uda się już ograć Lewisa, to na jego drodze z pomocy staje zazwyczaj Dwight Howard.„Superman” to jeden z najlepszych centrów występujących obecnie na parkietach NBA. Gracz ten dysponuje niezwykłymi warunkami fizycznymi i wykorzystując swoją nadludzką siłę potrafi całkowicie zdominować strefę podkoszową. Jego olbrzymi zasięg sprawia, że rywale muszą ograniczać swoje wejścia pod kosz lub kończyć je rzutami wysokim lobem. W przeciwnym razie Howard jest w stanie zablokować niemal każde zagranie, a jego akcje defensywne co i rusz trafiają do TOP10 całego tygodnia. Walka o zbiórkę z Dwightem Howardem to zadanie niezwykle wyczerpujące i drużyny grające przeciwko Orlando bardzo często używają rotacji aż 3 zawodników, którzy na zmianę ścierają się z „Supermanem”. W ataku Howard jest tym groźniejszy im bliżej obręczy się znajduje. Magic bardzo często ustawiają czterech swoich graczy na obwodzie i starają się dograć piłkę do Howarda, który wypracowuje sobie pozycję jak najbliżej kosza. Jeżeli „Superman” otrzyma podanie i żaden z przeciwników nie ruszy na podwojenie, to stara się on zdobywać punkty. Jeżeli jednak rywale decydują się pomagać w obronie, to oznacza to, iż któryś z zawodników obwodowych jest niekryty i piłka bardzo szybko trafia w jego ręce. Taktyka ta jest niezwykle prosta, ale zarazem bardzo skuteczna. Gracze Magic rzucają za 3 punkty na bardzo wysokim procencie i tym samym niejednokrotnie doprowadzają do frustracji wykonujących morderczą pracę w obronie przeciwników.

Głębia składu

Dobrze skompletowanej i zbilansowanej pierwszej piątce w zespole Magic towarzyszy długa i niezwykle silna ławka rezerwowych. Kiedy w pierwszych meczach sezonu z powodu zawieszenia występować nie mógł Rashard Lewis z powodzeniem zastepował go Ryan Anderson. Zawodnik ten przybył do Orlando wraz z Vincem Carterem i jest jak na razie największym pozytywnym zaskoczeniem w drużynie Magic. Właśnie taki gracz był tej ekipie potrzebny. Anderson podobnie jak Lewis mimo swojego wzrostu bardzo dobrze czuje się w grze daleko od kosza, znakomicie rzuca za 3 punkty i tym samym rozciągając obronę rywala robi miejsce pod koszem dla Howarda. Brak Lewisa, który w poprzednim sezonie był zawodnikiem kluczowym, nie miał na wyniki Orlando większego wpływu. Pamiętać trzeba także, że trzecim zawodnikiem na pozycję numer 4 jest sprowadzony z Dallas Brandon Bass, który w niektórych drużynach NBA mógłby nawet powalczyć o pierwszą piątkę. W Orlando brakuje dla niego minut ale w przypadku kontuzji któregoś z graczy lub gdy przyjdzie rywalizować w play-off i gra pod koszem nabierze jeszcze większego znaczenia, taki zmiennik jak Bass może być na wagę złota. Magic solidnych zmienników mają praktycznie na każdą pozycję. Gdy kontuzji doznał Jameer Nelson do pierwszej piątki w jego miejsce wszedł powracający w tym sezonie z emerytury Jason Williams. Początki dla tego gracza były nienajlepsze, ale kiedy już wszedł w rytm meczowy to do tej pory spisuje się znakomicie. Wiadome było, że Williams ma genialny przegląd pola i potrafi w niekonwencjonalny sposób dograć piłkę do partnera. Jason jednak grając w Orlando pokazuje, że ma także duży talent strzelecki. Jak na razie rzuca za 3 punkty z ponad 40% skutecznością co jest dla tego weterana wynikiem najlepszym w karierze. Dobrze wspomaga go także Anthony Johnson, którego minuty jednak zostaną mocno ograniczone gdy do pełnej sprawności powróci Nelson. Wśród rezerwowych Magic zasiada także J.J. Redick, który na Uniwersytecie Duke dał się poznać jako specjalista od rzutów 3 punktowych. Swój talent rozwija on także w Orlando i w tym elemencie gry ma jak na razie skuteczność 44%. Redick ma jednak spore braki w grze defensywnej i w Orlando traktowany jest jako zawodnik zadaniowy, który w każdym momencie ma być gotowy do wejścia na parkiet i oddawania rzutów. Z kolei na pozycji niskiego skrzydłowego na rezerwie zasiada Matt Barnes. Gracz ten sprowadzony został w tym sezonie z Phoenix Suns i znów doskonale odpowiada potrzebom Magic. Barnes bowiem to podobnie jak Pietrus bardzo solidny obrońca, który potrafi wyłączyć z gry każdego niemal przeciwnika. Nie boi się wykonywać brudnej roboty i chętnie podejmuje wyzwania. Matt jest jednak nieco gorszy od Pietrusa w ofensywie, ale gdy piłka trafia w jego ręce to nie boi się rzucać. W tym sezonie pokazał już, że może być zawodnikiem skutecznym i wrzucił drużynie Toronto Raptors 20 punktów. W Orlando jednak nikt nie oczekuje od Barnesa popisów strzeleckich i jeśli tylko będzie wykonywał swoje zadania w obronie to z pewnością będzie to z pożytkiem dla drużyny.

Marcin Gortat

Zmiennikiem na pozycji centra w Orlando jest Marcin Gortat. Ten zawodnik szczególnie nas interesuje, gdyż jest to jedyny Polak grający obecnie na parkietach NBA Każda minuta występu Marcina w którymś z meczy jest w naszym kraju opisywana i oceniana. Wszyscy widzą także, że zawodnik ten od początku rozgrywek prezentuje się gorzej niż czynił to w końcówce poprzedniego sezonu. Gortat pogorszył się we wszystkich statystykach oprócz fauli i strat, których liczba niestety wzrosła. Marcin nie wnosi już takiej energii, nie walczy o zbiórki tak zaciekle jak czynił to kiedyś. Przed sezonem Polak podpisał wielomilionowy kontrakt z drużyną Magic i szczególnie w naszym kraju oczekiwania wobec niego wzrosły. Teraz często jako przyczyny braku formy Marcina wylicza się zmęczenie spowodowane brakiem wakacji, frustrację którą powoduje mała ilość minut czy nawet brak zaangażowania wynikający z dużych pieniędzy, które Polak tak czy siak zarobi. O ile w zmęczeniu i frustracji może być trochę prawdy o tyle brak zaangażowania ze strony Marcina to kompletna bzdura i zarzucać mu ją mogą jedynie ludzie zazdrośni o wysokie zarobki Gortata. Zadziwiające jest jednak to, że nikt jeszcze nie zwrócił uwagi na czynnik, który moim zdaniem jest oczywisty i ma na występy Marcina wpływ największy. Na początku zeszłego sezonu Polak dla całego NBA był postacią anonimową, rozpoznawali go jedynie fani Magic a i to pewnie nie wszyscy. W Polsce o Gortacie słyszeli pasjonaci koszykówki, a przeciętny Kowalski o jego istnieniu nie miał zielonego pojęcia. W tej chwili sytuacja wygląda zupełnie inaczej, Marcin stał się znany nie tylko w swoim kraju ale także za oceanem i każdy śledzący NBA kibic wie kim on jest. Rozpoznawalność Marcina wzrosła jednak nie tylko wśród kibiców ale także wśród samych zawodników. W zeszłym sezonie Gortat był lekceważony, jego pomocy w obronie nie bały się nie tylko największe gwiazdy ale także rzemieślnicy, którzy w NBA odgrywają role drugoplanowe. Prezentując świetną formę w play-off, blokując samego LeBrona Jamesa Gortat zaprezentował się całej koszykarskiej rodzinie i tym samym sprowadził na siebie kłopoty. Teraz gdy któryś z mniejszych zawodników wchodzi pod kosz Magic, a Gortat nadciąga z pomocą to w 90% przypadków następuje odegranie do pozostawionego bez krycia gracza. Gdy Orlando oddają rzut z dystansu center przeciwnika od razu szuka Gortata i zastawia go tak, aby ten nie mógł złapać piłki. Skauci odpowiedzialni w drużynach za rozpracowywanie przeciwników doskonale wiedzą jakie są wady i zalety Marcina Gortata i swoje uwagi przekazują drużynom na odprawach. Czasy kiedy Polak był w NBA anonimowy skończyły się bezpowrotnie i teraz Gortat musi pracować dwa razy mocniej aby osiągnąć to co wcześniej przychodziło mu z łatwością. Magic wyrównując ofertę Mavs doskonale wiedzieli na co się decydują i choć w Polsce występy Gortata traktowane są jako spore rozczarowanie oni dalej nie chcą go nigdzie oddać. Wiedzą bowiem, że Polak jest solidnym zmiennikiem, który w każdej chwili może godnie zastąpić Dwighta Howarda i drużyna w dalszym ciągu prezentować się będzie bardzo dobrze.

Na koniec trener

Stan van Gundy preferuje koszykówkę skuteczną. Schematy, które nakazuje wykonywać swoim zawodnikom są bardzo proste do rozegrania a zarazem niezwykle trudne do obronienia. Trener Magic znakomicie wykorzystuje wszelkie atuty, który jego drużyna posiada i sprytnie ukrywa niedostatki, które Magic również mają. Kiedy Orlando narzuci przeciwnikom swój styl gry jest praktycznie nie do pokonania i dominuje wtedy niemal w każdym elemencie. Problem ze Stanem van Gundym pojawia się, gdy któraś z drużyn nie pozwala sobie tego stylu narzucić. Trener Magic jest bowiem człowiekiem bardzo upartym i ciężko mu w trakcie meczu zrezygnować z wcześniej poczynionych ustaleń. Zdarza mu się przesypiać pewne fragmenty gry, zbyt długo trzymać na parkiecie zawodnika, któremu wyraźnie nie idzie czy też sadzać na ławce gracza, który danego dnia jest „w gazie”. Koszykarze Magic często narzekają, że van Guny jest zbyt dużym pesymistą, że w grze dostrzega tylko to co złe i kiedy przed najważniejszymi momentami meczu trzeba dać im najważniejsze wskazówki ten skupia się na błędach poczynionych parę akcji wcześniej. Trenerskich zdolności van Gundyem nie można odmówić, jest to szkoleniowiec który wie czego chce i wie także jak chce to osiągnąć. Istnieje jednak obawa, że nie będzie on w stanie w pełni wykorzystać potencjału drzemiącego we wszystkich zawodnikach z Orlando i w pewnym momencie któremuś z nich znudzi się przesiadywanie na ławce mimo dobrej dyspozycji co zakończyć się może konfliktem w zespole. A bez dobrej chemii w zespole jeszcze żadnemu klubowi nie udało się zdobyć mistrzostwa.

====================================================

NA PLUS

Allen Iverson powrócił do 76ers. Nie wydaje się, aby spowodowało to jakieś drastyczne zmiany w grze Philadelphii, nie sprawiło też, że drużyna zaczęła seryjnie wygrywać, ale zawodnik pokroju Iversona jest w tej lidze potrzebny i fajnie znowu zobaczyć go w koszulce 76ers. Na emeryturę Allena przyjdzie jeszcze czas i byłoby pięknie, gdyby swój ostatni mecz w lidze mógł rozegrać w Wachovia Center w barwach drużyny, z którą łączony będzie do końca życia. To miejsce to jego prawdziwy dom.

NA MINUS

Washington Wizards przegrali 7 z 8 ostatnich meczy z czego aż 6 różnicą nie więcej niż 4 punktów. Kibice z tego wszystkiego najlepiej zapamiętają mecz z Indianą, w którym jeszcze na 6 sekund przed końcem Washington prowadzili 113-112 a dwa rzuty wolne wykonywał Gilbert Arenas. „Agent 0”, który w tym spotkaniu zaliczył triple double nie trafił żadnego z rzutów, akcję przeprowadzili zawodnicy Indiany, do kosza nie trafił T.J. Ford lecz przy próbie zbiórki faulowany był Mike Dunleavy, który wykorzystując oba wolne zapewnił Indianie zwycięstwo 114-113. Jeśli Wizards marzą o play-off to nie mogą sobie pozwalać na takie wpadki i muszą dużo lepiej koncentrować się w końcówkach

PIERWSZA PIĄTKA

PG: Chris PaulSG: Joe JohnsonSF: LeBron JamesPF: Dirk NowitzkiC: Pau Gasol

Chris Paul w ostatnich dwóch tygodniach był kluczowym zawodnikiem Hornets i tylko dzięki niemu drużyna ta wciąż liczy się w walce o play-off. Zawodnik ten nie tylko asystuje ale także staje się liderem drużyny jeśli chodzi o zdobywanie punktów. Jeżeli włodarze Hornets nie zapewnią mu należytego wsparcia, to już niedługo może on zażądać transferu.

Joe Johnson jak i cała Atlanta Hawks to jedna z najbardziej niedocenianych ekip ligi. Drużyna ta nie patrzy jednak na typowania ekspertów i kroczy w tym sezonie od zwycięstwa do zwycięstwa, a Joe Johnson mecze świetne przeplata wybitnymi stając się jedną z największych gwiazd ligi.

LeBron James w ostatnich dwóch tygodniach nie schodził poniżej 23 punktów, a prowadzeni przez niego Cavs odnosili kolejne zwycięstwa. James pokazuje, że chce w tym sezonie wywalczyć tytuł króla strzelców, ale na uwagę zasługuje także jego całkiem niezła średnia asyst.

Dirk Nowitzki to czołowa postać Dallas, którzy z tygodnia na tydzień grają coraz milej dla oka i w dodatku coraz efektywniej. Ten sezon jest jedną z ostatnich szans na zdobycie tytułu dla tych graczy i ostatnie dwa tygodnie pokazują, że mocno wzięli oni sobie to do serca.

Pau Gasol wyróżniony został z uwagi na całą postawę drużyny Lakers. Gracz ten znakomicie walczy na tablicach i dzielnie pomaga Kolbemu Bryantowi w drodze po ich kolejny tytuł najlepszej ekipy w NBA.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp