Magic wygrywają po słabym meczu
Orlando Magic we własnej hali pokonało drużynę Portland Trail Blazers 83-92. Obie ekipy jednak nie będą mogły zaliczyć tego spotkania do udanych bowiem skuteczność z gry była po obu stronach bardzo słaba a niewymuszone starty mnożyły się na potęgę.
W ekipie Magic wyróżnić za grę na tablicach można Dwighta Howarda, który zanotował aż 20 zbiórek. Wysoki poziom prezentował także Jason Williams, który trafił 5 z 7 rzutów z gry i zdobył 13 punktów w 22 minuty. W drużynie Portland nieźle spisywał się Brandon Roy, który zdobył w całym spotkaniu 33 punkty. Nie miał on jednak należytego wsparcia od swoich kolegów, szczególnie zabrakło kogoś kto mógłby trafić za 3 punkty i w ten sposób pociągnąć wynik. Żenujące występy zaliczyli Martell Webster i Vince Carter, którzy trafili odpowiednio 1/11 i 1/14 rzutów z gry i chcieliby o tym spotkaniu na pewno jak najszybciej zapomnieć. Grający w Orlando Marcin Gortat zaliczył dobry epizod, w którym trafił swój jedyny rzut w meczu i miał 3 zbiórki, blok oraz stratę.
Początek meczu należał jednak do ekipy z Portland, którzy prowadzili nawet 8-0. Pierwsze punkty Orlando zdobyło po 4 minutach gry za sprawą celnego rzutu Jasona Williamsa. Pierwsze trafienie pociągnęło za sobą następne i w połowie kwarty przewaga Portland wynosiła ledwie 2 punkty. W dalszej części meczu obie drużyny grały bardzo nieskutecznie i dlatego pierwsza kwarta zakończyła się bardzo niskim wynikiem 19-21 dla ekipy Trail Blazers.
W drugiej kwarcie na boisku pojawił się Marcin Gortat i od razu pokazał się z niezłej strony. Najpierw co prawda popełnił faul ofensywny, ale zaraz potem zablokował w niezłym stylu rzut Jerryda Baylessa a następnie zebrał piłkę w ataku i zdobył dwa punkty z ponowienia. Druga kwarta była bardzo wyrównana. Ekipę z Orlando w ataku ciągnął Ryan Anderson, w Portland dobrze spisywał się Bayless i Miller. W połowie tej części gry Trail Blazers prowadzili 33-32. Drużyna Magic popełniała bardzo dużo strat a ich rzuty były nieskuteczne. Trail Blazers z kolei nie mogli wstrzelić się za 3 punkty, słabo spisywali się też na półdystansie. Dzięki bardzo dobrej końcówce Baylessa i jego 4 punktom z rzędu do przerwy Portland prowadziło 44-39.
Trzecia kwarta to od początku popisy z jednej strony Brandona Roya, a z drugiej Rasharda Lewisa. W pierwszej połowie tej części gry obaj ci zawodnicy rzucili dla swoich drużyn po 7 punktów. Fatalnie spisywał się za to Vince Carter, który po trzeciej kwarcie trafił jedynie 1 na 13 oddanych rzutów z gry. Odpowiednikiem Cartera w Portland był Martell Webster, który po 3 kwarcie miał na koncie 1 celny rzut na 10 oddanych z gry i 2 niecelne rzuty wolne. Słaba skuteczna zawodników obu drużyn sprawiała, że po zakończeniu trzeciej kwarty mieliśmy bardzo niski wynik 65-65.
Początek czwartej kwarty to w dalszym ciągu bardzo wyrównana gra. Punkty dla Portland zdobywali Blake i Roy, dla Orlando trafiali Redick i Johnson. Na 6:30 przed końcem meczu mieliśmy remis 76-76 i wtedy to do ostrej pracy wzieli się koszykarze z Orlando. Zdobyli oni od tego momentu 11 punktów z rzędu i nie mogli już tego spotkania przegrać. Gracze Portland starali się trafiać z dystansu, ale czynili to tego dnia wyjątkowo nieskutecznie, a na lini rzutów wolnych dobrze spisywał się Vince Carter i dzięki temu Orlando ostatecznie wygrało z Portland 83-92.