Passa Tłoków przerwana. Powrót McGrady'ego

Dodano: 16 grudnia 2009 09:39
Passa Tłoków przerwana. Powrót McGrady'ego
Dawid Rudolf, Informacja własna
Obraz własny

Na pięciu zakończyła się passa zwycięstw bez porażki Detroit Pistons. Podopieczni Johna Kuestera przegrali dzisiaj w Toyota Center z tamtejszymi Rockets. Kluczowa dla losów spotkania okazała się pierwsza kwarta. Fanów powinien również zainteresować fakt, iż po wielu miesiącach przerwy na parkiety powrócił Tracy McGrady.

Tłoki mimo, że po raz kolejny przystąpiły do spotkania bez kontuzjowanych Tayshauna Prince'a, Willa Bynuma oraz Bena Gordona stawiali fragmentami duży opór gopodarzom. Po sześciu minutach po punktach Jasona Maxiella prowadzili oni 15:11. W tym momencie nastąpił jednak mały kryzys w ich szeregach.

Rakiety zdobyły 11 punktów z rzędu. Jak się okazało to była tylko przgrywka w ich wykonaniu. Na początku drugiej kwarty zawodnicy Ricka Afelmana grali jak z nut. Trafiali prawie wszystkie rzuty z pół-dystansu czy po penetracjach, grali dobrze w obronie, Aaron Brooks wprost kapitalnie kontrolował tempo w jakim przebiegało to spotkanie i na cztery minuty przed przerwą na tablicy świetlnej po punktach Luisa Scoli było już 54:35, a trzeba dodać, że gdyby nie fenomenalna seria Ripa Hamiltona, przewaga ta byłaby jeszcze większa. Wydawało się, że jest już po spotkaniu. Nic jednak z tego.

Jeszcze do przerwy zawodnicy prowadzeni przez wspomnianego wcześniej Kuestera szybko zniwelowali straty i po 24 minutach przegrywali zaledwie dziewięcioma oczkami.

Od tego momentu ku zadowoleniu kibiców zgromadzonych w hali w Houston mieliśmy bardzo podobny scenariusz do tego, co miał miejsce w pierwszej połowie. Rockets znowu grali falami, i po jednej z nich w połowie czwartej kwarty Brooks powiększył prowadzenie do 20 punktów (wynik 100:80). To najwyższe prowadzenie w meczu było ostatecznym ciosem gospodarzy, po którym Hamilton i spółka już się nie podnieśli, bo poprostu nie mogli. Ostatecznie Pistons przegrali 107:96.

W dzisiejszym spotkaniu po raz pierwszy od 9. lutego na parkiety powrócił Tracy McGrady. Jak przyznaje, on sam przed spotkaniem nie spodziewał się, że zagra. Rick Adelman jednak go zaskoczył i wpuścił swojego zawodnika na osiem minut. W tym czasie T-Mac zdobył trzy punktów, a także zabrał trzy piłki z bronionej tablicy.

- Jestem zaskoczony. Trener powiedział mi jednak tuż przed spotkaniem, że zagram około siedmiu minut, żeby sprawdzić moją dyspozycję. To była ta noc - powiedział po spotkaniu McGrady.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp