Washington Wizards czyli kontuzje psychika i Gilbert Arenas

Dodano: 15 grudnia 2009 13:01
Washington Wizards czyli kontuzje psychika i Gilbert Arenas
Mateusz Zielinski, Informacja własna
Obraz własny

Washington Wizards to drużyna o ogromnym potencjale, którego jednak jak do tej pory nie udało im się uwolnić. „Czarodzieje” mają jak na razie słabiutki bilans i z taką grą nie mają co marzyć o udziale w play-off. Na kiepską postawę zawodników z Washingtonu składa się kilka czynników:

Przede wszystkim kontuzje

We wszystkich 21 spotkaniach drużyny Wizards zagrało jedynie trzech zawodników: Gilbert Arenas, Brendan Haywood i Andray Blanche. Z tej trójki tylko dwaj pierwsi to zawodnicy pierwszej piątki, którą w tym sezonie w Washingtonie zestawiano już na dziesięć różnych sposobów. Przy takich rotacjach i zmianach ciężko jest wymagać od drużyny aby kroczyła od zwycięstwa do zwycięstwa. W szczególności, że brakuje ważnych zawodników, od których zależy bardzo wiele w ataku. Sprowadzony w tym sezonie z Minnesoty Mike Miller w meczach, w których udało mu się wystąpić, spisywał się znakomicie. Rzucał z gry na ponad 50% skuteczności, świetnie dostrzegał partnerów, zbierał piłki w obronie. Niestety kiedy tylko wyleczył jedną kontuzję, zaraz nabawił się następnej. Jeszcze ważniejszym zawodnikiem Wizards jest w tym sezonie Jamison, który notuje jak na razie najlepszą średnią punktową z całej drużyny. On z kolei leczył się przez cały początek sezonu i w tej chwili wydaje się już być zdrowy, a kibice Washingtonu mają nadzieję, że do końca rozgrywek wszelkie urazy będą już tego zawodnika omijać. Dysponując tak niestabilnym składem trener Saunders nie mógł właściwie poukładać gry. Wszelkie jego plany i założenia, które czynił przed sezonem musiały być naginane i dostosowywane do graczy, którymi w danym momencie dysponował. Brak stabilności składu nie mógł także pozytywnie wpłynąć na samych zawodników, którzy rozpoczynali niemal każdy mecz w innym ustawieniu i nie mogli przez to wypracowywać między sobą skutecznych schematów. Kibice Wizards mają jednak nadzieję, że wszystko co złe już się ich drużynie przytrafiło i dalszą część sezonu uda się już rozegrać bez większych problemów.

Po drugie Gilbert Arenas

„Agent 0” przez niemal dwa lata leczył kontuzje, ale w tym sezonie miał już być w pełni sprawny i gotowy do rywalizacji o najwyższe cele. Zdrowotnie Arenasowi nie można nic zarzucić, wystąpił we wszystkich dotychczasowych meczach Wizards na parkiecie przebywając 37,7 minuty. Niestety wyraźnie widać, że powrót po tak długim leczeniu musi odbywać się stopniowo i Gilbert nie może od razu wskoczyć na taki poziom, jaki prezentował przed urazem. Trener Saunders wymaga od tego gracza aby więcej wchodził pod kosz i zdobywał punkty po penetracjach. Wiadomo, że takie akcje wiążą się z częstym kontaktem z dużo większymi i cięższymi przeciwnikami. Arenas wyraźnie boi się na razie podejmować ryzyko i bardzo często ucieka do rzutów z półdystansu lub dystansu. Sam o sobie mówi, że nie ma jeszcze takiej pewności siebie i nie czuje wystarczającego wsparcia od kolegów i dlatego jego rzuty często są niecelne. Trener Saunders podkreśla także, że Gilbert słabiej spisuje się w meczach granych dzień po dniu. Zdaniem trenera jest to normalne, gdy zawodnik wraca po tak długiej przerwie, a postępy, które wykonuje Arenas napawają optymizmem i pozwalają wierzyć, że już niebawem powróci on do formy sprzed kontuzji. Światełkiem w tunelu dla fanów tego gracza może być ostatni mecz przeciwko Indianie, w którym Gilbert uzyskał swoje pierwsze od marca 2004 triple-double. W tym spotkaniu jednak również uwidocznił się wspomniany wcześniej brak pewności siebie tego zawodnika. Na 6,6 sekundy do końca meczu Arenas wykonywał dwa rzuty wolne. Nie trafił żadnego a Indiana w następnej akcji zdobyła dwa punkty i ostatecznie wygrała mecz 114-113. Takie pudła „Agentowi 0” zdarzały się kiedyś bardzo rzadko i pewnym jest, że dużo więcej pracy sztab szkoleniowy ma w przypadku tego zawodnika do wykonania przy jego kondycji psychicznej niż fizycznej.

Brakuje centra

Na pozycji centra w zespole Wizards występuje Brendan Haywood. Gracz ten spisuje się w tym sezonie całkiem nieźle i co najważniejsze omijają go różne kontuzje. Problem polega na tym, że nie ma dla tego zawodnika wartościowego zmiennika. Haywood jak na warunki NBA jest bowiem graczem solidnym, ale nic więcej. Taki zawodnik byłby dużo bardziej efektywny, gdyby na parkiecie nie musiał spędzać aż tylu minut i trzymać całej gry podkoszowej na swoich barkach. Oczywiście Brendan jest wspierany przez Jamisona, na jego pozycji występuje czasem Fabricio Oberto, ale obaj ci gracze to zawodnicy grający na czwórce. Młody JaVale McGee jest jeszcze niedoświadczony i zbyt słaby, aby móc regularnie występować po 20 minut w meczu. Wydaje się więc, że Wizards powinni w najbliższym czasie dokonać transferu i oddać któregoś ze swoich niższych zawodników w zamian za równorzędnego rywala dla Haywooda. Taki ruch dawałby trenerowi Saundersowi większą możliwość rotacji i zabezpieczał Washington przed ewentualną kontuzją ich podstawowego centra.

Podsumowanie

Zespół Washington Wizards spisuje się w tym sezonie dużo poniżej oczekiwań. Wraz z powrotem do pełnej sprawności Gilberta Arensa kibice tej drużyny spodziewali się walki o zdecydowanie wyższe cele niż sam udział w play-off. Los jest jednak jak do tej pory bardzo nieprzychylny dla „Czarodziei”. Sam początek sezonu to plaga kontuzji i wielkie zmagania trenera Saundersa o zestawienie w miarę normalnej pierwszej piątki. W tej chwili sytuacja kadrowa wygląda już nieco lepiej, ale drużyna ostatnie cztery meczy przegrywała w samych końcówkach odpowiednio różnicą dwóch, czterech, dwóch i ostatnio jednego punktu. To świadczy o kiepskiej kondycji psychicznej zawodników Wizards i pokazuje, że bardzo wiele pracy wykonać trzeba aby poprawić mentalność i nastawienie graczy. Jeśli trenerowi Saundersowi i jego asystentom uda się przywrócić im wiarę w zwycięstwo i rządze wygrywania, to zespół z Washingtonu może w tym sezonie jeszcze sprawić niejedną niespodziankę. Kadrowo bowiem ta drużyna prezentuje się świetnie i w pełnym składzie z pewnością zasługuje na miejsce wyższe niż to, które zajmuje w tej chwili. Przed nami teraz okres transferowy i jeśli Washington go nie prześpi i zdecyduje się na dokonanie kilku mądrych korekt, szczególnie na pozycji centra, to zespół ten może okazać się czarnym koniem dalszej części sezonu.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp