Żytko: To już gorzej niż dno...
- Ten zespół nie funkcjonował od początku i dalej się w tym grzebiemy - mówi po dziesiątej porażce w sezonie Łukasz Żytko, rozgrywający Sportino.
Mateusz Stępień: Porażka z AZS-em Koszalin była waszą czwartą z rzędu, a dziesiątą w tym sezonie. Jakie słowo ciśnie się Panu na usta? Łukasz Żytko: Dramat. Chciałbym przede wszystkim przeprosić naszych kibiców, sponsorów, zarząd i w ogóle wszystkich, którzy oglądali ten mecz, jeśli można go tak nazwać. Nie wiem, co tu się dzieje. Nie powinienem mówić takich rzeczy, ale my nie jesteśmy już nawet na dnie. To jest coś gorszego. I nie możemy z tego wyjść. Nie ma żadnych pozytywów.
Zauważa Pan choćby małe sygnały, które mogą poprawić obecną sytuację? Wydawało mi się, że są. Z niektórymi zawodnikami coś się jednak dzieje. Jak komuś nie chce grać się w tym klubie, niech się pakuje i jedzie do domu.
Kogo ma Pan na myśli?Nie, nie chciałbym tego mówić. Aby ten klub był tu, gdzie jest teraz, dołożyłem jakąś swoją cegiełkę. Jeśli komuś się to nie podoba i chce to niszczyć, to do widzenia.
A jak odniesie się Pan do sytuacji z końcówki czwartej kwarty. Szykowany był pan do zmiany. Były wtedy 4 punkty straty do rywala. Trener przywołuje pana do siebie, a na parkiet wpuszcza dopiero po ponad dwóch minutach, kiedy wasza różnica do AZS-u wynosi już 10 punktów. Nie będę w ogóle tego komentował. Trener próbuje robić wszystko, co w jego mocy, stosuje różne ustawienia. Później do końca one nie wychodzą i jest problem. Na chwilę obecną mamy w składzie trzech doświadczonych Polaków. Trudno jest z pozycjami, bo na naszych są też inni, którzy też w tym czasie powinni grać. I jest kłopot z „połapaniem” tego. Sam też nie zagrałem najlepszych zawodów, trafiłem jakieś dwie trójki, doszliśmy wtedy rywala na „styk”, ale jestem zawiedziony swoją postawą. I nie mam zamiary tłumaczyć się swoimi kontuzjami. Od poniedziałku musimy się wziąć do ciężkiej pracy, a przynajmniej ci, którzy tego chcą. Przed nami jeszcze dużo meczów. W tej chwili walczymy o życie, o utrzymanie. Niektórzy trochę wybili nam play-off z głowy.
Waszym kolejnym przeciwnikiem będzie Polonia Azbud, z którą zmierzycie się za tydzień na wyjeździe. Celem jest zwycięstwo, ale czy w obecnej sytuacji jest ono realne? Na pewno tak. Z każdym przeciwnikiem, no oprócz Asseco Prokomu, w pewnych momentach prezentowaliśmy się naprawdę nieźle. Jest to jednak tylko kilka minut, i z zespołu, który fajnie gra, nagle robi się drużyna juniorów, czy streetball'owców, którzy nie wiem, co tu w ogóle robią. Nie wiem skąd to się bierze. Musimy wyrzucić to z naszych głów, a napięte sytuacje w drużynie naprawić. Ten zespół nie funkcjonował od początku i dalej się w tym grzebiemy.
Rozmawiał Mateusz Stępień