Mariusz Karol pokonuje Sportino
Dodano: 12 grudnia 2009 20:46
Autor: Paweł Łakomski, Informacja własna
Zdjęcie: MediaWiki
Słodka zemsta. Tak może podsumować to spotkanie Mariusz Karol, były szkoleniowiec Sportino Inowrocław. Dziś, dzięki znakomitej skuteczności Michaela Kueblera, pokonali gospodarzy 74:84. Sportino przegrało czwarty kolejny mecz. Oprócz uciekających punktów i coraz gorszej sytuacji w tabeli, nienajlepsza jest także atmosfera wewnątrz drużyny, a głośno o tym mówią zarówno trener, jak i zawodnicy. – Jest to przykre, że znów nie wygraliśmy. Teraz, aby to usprawnić, to potrzeba już chyba jakiś radykalnych decyzji. Niektóre rzeczy, które miały miejsce na parkiecie, nie powinny się w ogóle się zdarzyć. Wyciągnę z tego konsekwencje – skomentował trener inowrocławian Andrzej Kowalczyk. Mowa tu m.in. o odepchnięciu w trzeciej kwarcie Teda Scotta przez Łukasza Żytko. – Sami musimy wyjaśnić to między sobą. Przykro mi, że coś takiego się stało. Po prostu górę wzięły emocje jego i moje – powiedział rozgrywający, który po odejściu Grzegorza Arabasa został kapitanem zespołu. Funkcję tę pełnił przez cały zeszły sezon. - Nie wiem, co tu się dzieje. Nie powinienem mówić takich rzeczy, ale my nie jesteśmy już nawet na dnie. To jest coś gorszego. Nie ma żadnych pozytywów – dodał Żytko. W zupełnie odmiennych nastrojach byli po spotkaniu gracze AZS-u, którzy po tym, jak ekipę objął Mariusz Karol, wygrali drugi raz z rzędu. Pod jego wodzą ulegli wcześniej tylko Treflowi Sopot. – Jest to dość komiczna sytuacja. Jeszcze nie skończyła się nawet runda, a trener, który prowadził zespół na początku rozgrywek, teraz opiekuje się innym, i przyjeżdża z nim, by grać przeciwko byłemu. Cieszę się ze zwycięstwa, bo mimo, że mecz był wyrównany, przez dość długi czas utrzymywaliśmy kilka oczek przewagi i z taką zaliczką udało nam się dotrwać do końca – powiedział szkoleniowiec AZS-u. – Moi zawodnicy bardziej angażowali się w grę. A można to zauważyć choćby po liczbie zbiórek, bo nasze 40, przy 27 rywala, to duża różnica – dodał. W jego zespole wyróżniał się Michael Kuebler, który gdy tylko pojawił się na parkiecie, rozpoczął swój festiwal trójek. W sumie trafił ich sześć. – Bardzo trudno było nam go powstrzymać – przyznał Przemysław Łuszczewski, skrzydłowy gospodarzy. Amerykanin w samej tylko drugiej kwarcie, zdobył tyle samo punktów, co, nie wliczając w to Teda Scotta, ośmiu pozostałych graczy inowrocławian, przez całą... pierwszą połowę! Scott ponownie był najskuteczniejszym graczem Sportino, ale większość ze swojego dorobku (24 punkty) zdobył w pierwszych dwudziestu minutach. Po przerwie trafił tylko sześć oczek. - Wszyscy mieliśmy nadzieje na zwycięstwo. Gdybyśmy wygrali, poprawiłyby się nasze nastroje. Ale tak się nie stało. Pod koniec AZS zagrał bardziej dojrzale – wyjawił Łuszczewski, który dwa ostatnie sezony spędził właśnie w Koszalinie. – Nie był to może dobry mecz w naszym wykonaniu, ale zwyciężyliśmy, i to w tej chwili jest najważniejsze. To kolejny krok do przodu AZS-u – powiedział Grzegorz Surmacz, skrzydłowy „Akademików”. To właśnie on, George Reese i Dante Swanson głównie przyczynili się do utrzymania wcześniej wypracowanej przewagi w ostatniej kwarcie. – Jest coraz lepiej. Widać światło i wszyscy powoli zmierzamy w jego stronę – podsumował Karol. Sportino Inowrocław – AZS Koszalin 74:84 (15:15, 20:26, 21:21, 18:22)