Chicago przegrywa z kretesem

Dodano: 10 grudnia 2009 03:15
Chicago przegrywa z kretesem
Mateusz Zielinski, Informacja własna
Obraz własny

Chicago Bulls kontynuują serię swoich wyjazdowych porażek. Tym razem „Byki” uległy świetnie spisującej się w tym sezonie drużynie Atlanty Hawks 83:118.

Drużyna „Jastrzębi pokazała kawał dobrej zespołowej koszykówki. Znakomicie dzielili się piłką i znajdowali otwarte pozycje dla swoich graczy. Niecelne rzuty bardzo często kończyły się zbiórkami w ataku i celnymi dobitkami. Gracze z Chicago z kolei w ataku nie mieli żadnej koncepcji, a jedynym zagrożeniem z ich strony był wchodzący pod kosz Derrik Rose. Kiedy tylko Hawks zagęszczali strefę podkoszową Chicago od razu miało wielkie problemy z punktowaniem. Dużo lepiej spisywali się także rezerwowi Hawks, którzy gdy pojawiali się na parkiecie to nie obniżali poziomu gry całej drużyny. 

Początek meczu był jednak bardzo wyrównany. Atlanta swoje punkty zdobywała dzięki zespołowym akcjom i dogrywaniu piłki w pomalowane, Chicago prowadził Derrick Rose, który był skuteczny na półdystansie. Jego koledzy popełniali dość dużo strat, ale gracze Hawks przez swoją nieskuteczność nie umieli zamienić tego na wyraźne prowadzenie. Pierwsza kwarta skończyła się wynikiem 21-22 dla Atlanty.

W drugiej kwarcie na boisku pojawili się zmiennicy. Gracze Atlanty rozpoczęli bardzo agresywną obronę na całym boisku co sprawiało drużynie Chicago sporo kłopotów. Zawodnicy Atlanty byli bardzo energetyczni, udawało im się bardzo często zbierać piłkę w ataku i ponawiać akcję dzięki czemu wypracowali sobie lekką przewagę. Na boisko powrócili więc podstawowi gracze Bulls, jednak i oni nie mogli nic poradzić na skuteczne rzuty Crawforda. Na 5:35 przed końcem pierwszej połowy Atlanta prowadziła 31-39. W dalszej części meczu gracze Hawks dalej konsekwentnie powiększali swoją przewagę. Zawodnicy Bulls nie potrafili się przebić przez szczelną pod koszem obronę Atlanty a na półdystansie byli nieskuteczni. Sytuacje niesamowitymi penetracjami ratował jedynie Derrik Rose, który wziął na swoje barki całą grę ofensywną Bulls. Hawks z kolei nawet gdy nie trafiali to potrafili zebrać piłkę w ataku i ponowić akcję. Dzięki temu po pierwszej połowie Atlanta prowadziła 56-42.

Trzecia kwarta rozpoczęła się podobnie jak druga. Gracze Chicago próbowali indywidualnych akcji i pudłowali na potęgę po wymuszonych rzutach z nieprzygotowanych pozycji. Atlanta z kolei wymieniała w ofensywie 4-5 szybkich podań i znajdowała wolnego gracza, który kończył akcję z otwartej pozycji. W miarę upływu czasu Atlanta konsekwentnie powiększała swoją przewagę, gracze Bulls byli bezradni na dobrą obronę „Jastrzębi”, w ataku nie mieli żadnego planu, byli zdezorganizowani i zagubieni i dlatego po trzeciej kwarcie Hawks prowadzili już aż 57-87.

Czwarta kwarta to czas dla rezerwowych, ponieważ wynik meczu był już rozstrzygnięty. Mięli oni szanse aby się pokazać i udowodnić swoją przydatność dla zespołu. Najważniejsze wydarzenie miało miejsce na początku ostatniej części gry, kiedy kontuzji kciuka nabawił się Josh Smith i udał się do szatni. Strata tego zawodnika miałaby z pewnością duży wpływ na postawę Hawks w kolejnych meczach. Nie miało jednak wpływu na wynik meczu z Bulls, który Hawks ostatecznie wygrali 83:118. 

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp