Wade zatarł złe wrażenie z L.A.
Wydawać by się mogło, że rzut Kobe Bryanta w ostatniej sekundzie na długo pozostanie w pamięci Dwyane Wade'a. Jednak już po jednym dniu Wade może ponownie się uśmiechnąć.
Miami wrócili do gry mocnym uderzeniem w meczu przeciwko Sacramento wygrywając 115:102 a ich lider pokazał, że mecz przeciwko Lakers był tylko drobnym wypadkiem przy pracy.
Wade rzucił 34 punkty z tego 14 z rzutów wolnych rzucając z linii 16 razy. Do tego dołożył 10 asyst, 5 zbiórek i 4 bloki. W końcówce czwartej kwarty trafił rzut niemalże z połowy boiska jakby udowadniając sobie i innym, że on też potrafi oddawać nieprawdopodobne rzuty.
Trener Sacramento Paul Westphal powiedział po meczu, że jego zawodnicy próbowali wszytskiego jednak nie byli w stanie powstrzymać Flasha a on zbyt łatwo stawał na linii rzutw wolnych. "Nie twierdze, że graliśmy zbyt miękko w obronie, ale zbyt łatwo trafiał na linię rzutów wolnych, w takiej sytuacji nie da się go w żaden sposób kontrolować."
Heat świetnie zagrali piłką i mieli najwęcej asyst w sezonie aż 30, dzięki temu często oddawali rzyty z przygotowanych i czystych pozycji co zaowocowało 58% skutecznością rzutów z gry.
Oprócz Wade'a bardzo dobrze zagrali Quentin Richardson i Michael Beasley, którzy rzucili po 20 punktów.
Po stronie Kings najlepiej zagrał obrońca Tyreke Evans, który zdobył 30 punktów.
Mimo tego, że Heat, którzy zaczęli sezon bardzo dobrze od bilasu 7:2, potem grali już dużo gorzej przegrywając siedem z dziesięciu kolejnych meczów, Trener Heat Erik Spoelstra po meczu powiedział, że widzi postęp u swoich graczy i uważa, że drużuna rozwija się w dobrym kierunku. Czy rzeczywiście Heat wracają na drogę zwyciężania dowiemy się za około trzy tygodnie, po kolejnych 10 spotkaniach tej drużyny.