Z Philly do Philly

Dodano: 4 grudnia 2009 12:53
Z Philly do Philly
Michał Fast, netbird.pl
Obraz własny

"Wracam do domu”, to pierwsze słowa jakie wypowiedział Allen Iverson po powrocie do 76ers. W ten oto sposób historia zatoczyła koło.

"Zawsze gram tak, jakby miał być to mój ostatni mecz w życiu” - któż z nas nie zna tego stwierdzenia? Istotnie, Allen Iverson to kogoś więcej niż koszykarz, to 183 cm pasji koszykarskiej płynącej w każdej jego żyle. Osobiście nie przypominam sobie nikogo innego, kto pokazywałby równie wielkie serce do gry co "The Answer”.

Po dwóch latach w Georgetown, został wybrany z pierwszym numerem Draftu przez Philadelphia 76ers. Był rok 1996 i świat miał zobaczyć na własne oczy, kim jest i co potrafi Allen Iverson. Grał efektownie i zadziwiająco skutecznie jak na swój wiek. Razem z Jerrym Stackhousem szybko stworzyli niezły, ofensywny duet. Do dziś pamiętam, jak niektóre soczyste crossovery, jakimi Iverson „łamał kostki” obrońcom były odgwizdywane przez sędziów jako błąd kroków. Były one po prostu tak szybkie. Niski wzrost nie przeszkadzał mu również w efektownej grze nad obręczami.

Zapewne wszyscy pamiętamy dobitkę po niecelnym rzucie w meczu przeciwko Toronto Raptors nad samym Marcusem Camby'm. Komentator wypowiedział wtedy jedynie parę słów: "Tak, to jest właśnie rozgrywający...”. Istotnie, jego umiejętności panowania nad piłką pozwalały mu w dobry sposób kreować grę i znajdywać partnerów na wolnych pozycjach. To jednak jego olbrzymi arsenał ofensywny i niesamowita wręcz waleczność, stały się wizytówką tego co robi na boisku.

Iverson miał niemałe problemy ze zdrowiem. Liczne kontuzje często eliminowały go z gry. Za każdym razem jednak gdy powracał, zdawał się być jeszcze silniejszy i odporniejszy.

W NBA szybko przestał być bezimiennym. Nagrody dla debiutanta roku (1997), najbardziej wartościowego zawodnika (2001) czy króla strzelców (1999, 2001-2002, 2005), mówiły same za siebie. Dziewięciokrotny występ w Meczu Gwiazd potwierdzał, że uwielbiają go również kibice.

"The Answer” to postać wybitna bez dwóch zdań, dlatego zarówno mnie, jak zapewne też każdemu fanowi koszykówki ciężko było patrzeć jak jego gwiazda z dnia na dzień przygasa. Zaczęło się od nie przedłużenia umowy w Detroit, długim szukaniu klubu (rozważany był nawet Olympiakos Pireus) i niezbyt przyjemnym, krótkotrwałym okresie w Memphis. „Jedyny problem jaki mam to mój tyłek siedzący na ławce” - mówił wyraźnie podenerwowany traktowaniem jego osoby w Grizzlies. Nigdy nie był pokorny, również za czasu gry w Sixers, kiedy popadł w pamiętny konflikt z Larrym Brownem. Jego postawa na boisku usprawiedliwiała jednak każdą wadę charakteru.

"Jestem kim jestem” mówi hasło pamiętnej reklamy Reebok z jego udziałem . Kim w istocie jest Allen Iverson? Myślę, że wszyscy jesteśmy w stanie odpowiedzieć na to pytanie. To personifikacja wielkiego serca, bijącego dla koszykówki. Dla niego nie jest to bowiem zwykły sport, to coś o wiele ważniejszego.

Dziś wiemy już oficjalnie – Iverson wrócił do Sixers i wydaje się to być da niego najlepszym rozwiązaniem, choć pewnie nie odbędzie się bez konflitków. Te leżą bowiem w naturze Allena.

„Będę bronił barw Sixers całe moje życie” - jak znamienne jest dziś to stwierdzenie. Czy piękne czasy w Philly powrócą? Czas pokaże. Póki co – witaj w domu!

Tekst ze strony netbird.pl

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp