Garnett lepszy w pojedynku podkoszowych

Dodano: 4 grudnia 2009 09:57
Garnett lepszy w pojedynku podkoszowych
Dawid Rudolf, Inf. własna
WikiMedia

Dzisiejszej nocy w AT&T Center spotkali się dwaj silni skrzydłowi poziomu all-star, którzy w przyszłości z pewnością trafią do Hall of Fame. Tim Duncan oraz Kevin Garnett. Zwycięsko z owej potyczki wyszedł ten drugi, którego zespół wygrał nad miejscowymi Spurs 90:83. Było to szóste zwycięstwo z rzędu dla Celtics.

Spotkanie pełne podtekstów już od samego początku lepiej układało się dla przyjezdnych z Bostonu, którzy efektywnie wykorzystywali wszelkie luki w obronie Spurs, która w przekroju całego spotkania była naprawdę bardzo dobra.

Po punktach Kevina Garnetta w dziewiątej minucie goście objęli prowadzenie 18:12 z biegiem czasu minimalnie je powiększali. Na koniec pierwszej kwarty ich przewaga urosła do dziesięciu oczek.

Rzadko zdarza się, aby spotkanie rozstrzygnęło się po pierwszych dwunastu minutach, jednak w tym wypadku owa wypracowana dziesięcio punktowa przwaga okazała się decydująca dla losów całego pojedynku. Od tego momentu podopieczni Gregga Popovicha cały czas musieli gonić Celtów, jednak aż do samego końca spotkania nie udało im się zniwelować strat.

Na prawie trzy minuty przed końcem meczu wydawało się jednak, że Spursom w końcu się to uda. Po punktach DeJuana Blaira, który zanotował wręcz fenomenalny występ notując 18 punktów - co jest jego rekordem kariery w NBA - oraz 11 zbiórek i 2 bloki, Celci wygrywali już zaledwie czterema oczkami. Nawet taka przewaga okazała się jednak wystarczająca.

Bardzo ważnych rzutów nie trafiał w końcówce Tim Duncan i Tony Parker i to Celtics po raz kolejny wygrali z San Antonio w ich własnej hali. 

Gospodarze mogą być źli tylko i wyłącznie na siebie. Popełnili w całym meczu aż 19 strat, trafili zaledwie siedem z siedemnastu rzutów osobistych, a skuteczność rzutów za trzy punkty również była katastrofalna.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp