Niespodziewana, wysoka porażka Phoenix
Zawodnicy New York Knicks po raz kolejny udowodnili, iż na własnym parkiecie są zupełnie inną drużyną. Aż sześciu podopiecznych Mike'a D'Antoniego rzuciło ponad 10 punktów, w tym trzech ponad 20, co było główną przyczyną zwycięstwa nad mocną ekipą Phoenix Suns aż 126:99.
Słońca z Arizony po raz pierwszy w tym sezonie nie przkoroczyły bariery 100 punktów. To jest tylko i wyłącznie skutek braku skupienia i odpowiedniego podejścia do tego spotkania. Goście wielokrotnie przed meczem lekceważyli rywali, co nie mogło się nie zemścić.
Podopieczni D'Antoniego już od samego początku spotkania grali niezwykle efektywnie w ataku. Skutecznie grali szczególnie Larry Hughes i Danilo Gallinari. To po niesamowitym podaniu tego pierwszego w szóstej minucie meczu (Hughes przez owe sześć minut zanotował aż siedem asyst) Wilson Chanlder efektownym wsadem wyprowadził Knicks na prowadzenie 23:15. Taka przewaga nie zaspokaja jednak potrzeb gospodarzy, którzy dzięki skutecznej grze z biegiem czasu jeszcze bardziej ją powiększali.
Już na początku drugiej kwarty po punktach wspomnianego wcześniej Gallinariego po kolejnym kluczowym podaniu Hughesa Knicks prowadzili już 48:32.
Od tego momentu mecz przestał być emocjonujący. Ba, trudno powiedzieć, aby do tej pory był. Słońca do końca meczu zaskoczeni fenomenalnym początkiem spotkania rywali nie podniosły się i nie odrobiły strat.
Gdy przed ostatnią kwartą strata Phoenix do Nowego Jorku wynosiła aż 24 punkty stawało się jasne, że gospodarzom musiałby przytrafić się kataklizm, aby roztrwonić taką przewagę. O dziwo, w kończącej mecz kwarcie zawodnicy D'Antoniego jeszcze minimalnie powiększyli przewagę i ostatnieczie pokonali Phoenix 126:99.
W następnej kolejce spotkań zawodnicy z Nowego Jorku zmierzą się z Orlando Magic, natomiast Phoenix będą chcieli odbić sobie dzisiejszą porażkę w spotkaniu z Cleveland Cavaliers.