PGE Turów - Energa Czarni: Odmienieni przez Brazeltona

Dodano: 28 listopada 2009 23:20
PGE Turów - Energa Czarni: Odmienieni przez Brazeltona
Paweł Łakomski, PLK
Obraz własny
Tyrone Brazelton zakończył mecz z dorobkiem 25 punktów i 7 asyst, a jego Energa Czarni pokonali PGE Turów 88:83. Faworytem meczu byli gospodarze, którzy chcieli odbudować morale po pucharowej porażce ze SLUC Nancy Basket 82:85. Za miejscowymi przemawiał atut własnej hali, w której w bieżącym sezonie jeszcze nie przegrali. Słupszczanie do Zgorzelca przyjechali ponadto bez swoich filarów – kontuzjowanych Chrisa Danielsa i Mantasa Cesnauskisa. Mimo tego goście, którzy ostatnio pechowo ulegli Anwilowi Włocławek 71:73 oraz pokonali Kotwicę Kołobrzeg 85:77 zapowiadali walkę o niespodziankę. Ambicje gości potwierdził początek spotkania. Już w 2. min po trafieniu z dystansu Marcina Sroki przyjezdni prowadzili 7:2. „Czarno-zieloni” szybko opanowali jednak nerwy i po „trójce” Roberta Witki był remis. Przez większą część pierwszej ćwiartki obie drużyny szły „łeb w łeb”, ale w końcówce PGE Turów głównie za sprawą dwóch trójek Williego Deanea wygrał pierwszą kwartę 23:20. Na początku drugiej ćwiartki punkty zdobyli Adam Wójcik i Michał Chyliński PGE Turów prowadził już 27:20 i wydawało się, że jest po zawodach. Gospodarze zaczęli seryjnie zdobywać punkty spod kosza, w czym brylował rewelacyjny Michael Wright. Po jego punktach miejscowi prowadzili 32:25. Wówczas w grze drużyny trenera Sasy Obradovicia coś się zacięło. Momentalnie swoją szansę zwietrzyli goście, którzy w 16. min po akcji 2+1 Marcina Sroki wyszli na prowadzenie 33:32. Kilka chwil później sytuacja wróciła do normy, bo podrażniony PGE Turów odbudował prowadzenie i do szatni schodził przy wyniku 43:36 na swoją korzyść.To nie złamało ekipy ze Słupska. Grą gości kierował rewelacyjny Tyrone Brazelton (w całym meczu 10 asyst), a jego koledzy seryjnie zaczęli trafiać z dystansu. Gracze Energii Czarnych w całym meczu zza linii 6,25m trafili aż 14 razy, w czym brylowali wspomniany Brazelton i rozgrywający kapitalny mecz Sroka. W połowie trzeciej kwarty PGE Turów prowadził tylko 49:48. Mogło być jeszcze gorzej, gdyby w trudnych momentach ważnych zbiórek w ataku nie zanotowali Wright i Wysocki.  Gospodarze przed ostatnią ćwiartką zawodów prowadzili tylko 63:60 co zwiastowało ogromne emocje. Te były do samego końca zawodów. Jeszcze na początku „czarno-zieloni” po akcji Wrighta 2+1 prowadzili 68:60, ale potem przez większą część finałowej odsłony trwał festiwal strzelecki z dystansu. W 33. min do remisu 68:68 doprowadził Brazelton. Następnie na rzuty z dystansu Harrisa, Ronalda Clarka i Sroki odpowiadali Chyliński i Sroka. Na 4 sek. Przed końcem to słupszczanie prowadzili jednak 83:86. Gospodarze ratowali się szybkim faulem, ale Brazelton nie pomylił się z linii rzutów wolnych i to Energa Czarni zwyciężyła 88:83. - Rywale postawili przed nami twarde warunki w obronie. Trafiali przy tym szczęśliwe rzuty. W końcówce straciliśmy kontrolę i nie upilnowaliśmy czołowych strzelców, którzy trafiali z dystansu - powiedział po meczu trener PGE Turowa Sasa Obradović. - To było dla mnie specjalne wydarzenie. Tutaj zaczęła się moja kariera i do Zgorzelca zawsze będę wracał z sentymentem. Jestem niezwykle szczęśliwy ze zwycięstwa - cieszył się z kolei zawodnik Energii Czarnych Alex Harris. -  - Przegraliśmy na własne życzenie. Kiedy bezpiecznie prowadziliśmy zamiast spokojnie dowieźć wynik do końca straciliśmy kontrole nad wydarzeniami na parkiecie. Zostaliśmy za to boleśnie ukarani - upatrywał przyczyn porażki koszykarz PGE Turowa Paweł Leończyk.
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp