Fenomenalna druga połowa kluczem do zwycięstwa Magic
Wszyscy zawodnicy Orlando Magic mogą już spokojnie zapomnieć o pierwszej połowie, po której znacznie przgrywali. Przez ostatnie dwie kwarty podopieczni Stana Van Gundy'ego dali sobie rzucić zaledwie 25 punktów, Dwight Howard niesamowicie zdominował strefę podkoszową, Vince Carter dorzucił swoje i zespół z Florydy pokonał mocną Atlantę Hawks 93:76.
O ile pierwsza kwarta była jeszcze dosyć wyrównana, tak w drugiej połowie Jasrzębie w pewnym momencie znacznie odskoczyli gościom z Florydy. Najważniejsze było to, że atak gospodarzy był niezwykle zróżnicowany, punktowali zarówno obwodowi, jak i podkoszowi, punktował zarówno Josh Smith jak i Joe Jonson czy powracający po kontuzji Mike Bibby.
Od połowy drugiej kwarty, aż do jej końca Hawka zanotowali run 16:3 i to właśnie ta sytuacja odpowiada za przewaga, jaką mieli on po pierwszej połowie.
W przerwie w szatni Magic doszło jednak do ostrej rozmowy co przyznają zawodnicy z Orlando i aktualni wicemistrzowie ligi szybko wzięli się za odrabianie strat.
- W drugiej połowie chyba zapomnieliśmy o tym, jak ciężko przyszło nam uzyskanie takiej przewagi. Trzecia i czwarta kwarta w naszym wykonaniu była katastrofalna - powiedział szkoleniowiec Jastrzębi, Mike Woodson.
Zawodnicy Stana Van Gundy'ego zagrali w owej drugiej połowie prawdopodobnie najlepszy mecz w tym sezonie w obronie. Co więcej Dwight Howard zanotował takie statystyki w samej drugiej połowie, o jakich 90% centrów może tylko pomarzyć o ich zdobyciu mając nawet na nie pełne 48 minut.
Howard przez ostatnie dwie kwarty zdobył 16 punktów, 10 zbiórek i 3 bloki.
- Wyszedłem na parkiet w drugiej połowie wyłącznie z wiarą w moich partnerów z drużyny. Oni starali się oddawać rzuty z czystych pozycji, ja próbowałem zdominować strefę podkoszową. Nie miał dla nas żadnego znaczenia aktualny wynik spotkania. Dalej walczyliśmy - powiedział Howard.
Jego słowa bardzo dobrze obrazują nie to, jak starali się grać Magic, ale poprostu jak im się udawało grać. Czyste pozycje często mieli i Carter i Lewis, a także grający świetne zawody rezerwowoy Anthony Carter.
Czasami obrona była jeszcze lepsza niż atak, chociaż trzeba przyznać, że gospodarze często na trafiali nawet z czystych, dobrze przygotowanych pozycji. Kompletnie wyłączony z gry został wspomniany wcześniej lider drużyny, Joe Johnson, a w takiej sytuacji wygranie spotkania stało się praktycznie niemożliwe.
Ostatecznie Magicy z Orlando pokonali na wyjeździe Atlantę Hawks 93:76. Jednoczośnie było to dla nich czwarte zwycięstwo z rzędu w Philips Arena.