Heat wygrywają w Orlando
Po bardzo zaciętym meczu w Orlando miejscowi Magic ulegli ekipie Maimi Heat 99-98. Obie drużyny bardzo często zmieniały się na prowadzeniu a o końcowym wyniku zadecydowała ostatnia akcja.
Punkty przesądzające o zwycięstwie zdobył Michael Beasley, a aż 16 oczek w ostatniej kwarcie zdobył słabo spisujący się wcześniej Dwyane Wade. W ekipie Magic rewelacyjnie spisał się Jason Williams, który zdobył w sumie 25 punktów. Spudłował jednak 2 najważniejsze wolne w samej końcówce i tym samym pozwolił drużynie z Miami na odniesienie zwycięstwa. Bardzo dobrze w drużynie Magic zagrał także Dwight Howard, który zdobył 16 zbiórek i bardzo dobrze spisywał się w defensywie. Marcin Gortat tego spotkania nie zaliczy do udanych, był bardzo łatwo ogrywany przez środkowych Heat i gdy tylko był na parkiecie od razu przewagę uzyskiwali koszykarze z Miami.
Początek meczu należał do drużyny Heat, którzy byli skuteczni na dystansie a w obronie bardzo dobrze odcinali od podań Dwighta Howarda. Później jednak rzuty za 3 punkty zaczęli trafiać gracze Orlando, a w szczególności Jason Williams i dzięki temu na pierwszy time-out obie drużyny schodziły przy stanie 15:15. Po tym czasie w Miami obudził się Michael Beasley, który zaczął wreszcie trafiać. Koszykarze z Miami dalej świetnie bronili strefę podkoszową i nie pozwalali graczom Orlando na łatwe punkty. Wyjątkowo nieskuteczny był Rashard Lewis, który długo nie potrafił w żaden sposób zdobyć choćby punktu. W samej końcówce gracze Maimi znowu zaczęli jednak pudłować i po pierwszej kwarcie prowadzili jedynie 26-24.
W drugiej kwarcie na ławce rezerwowych usiedli liderzy swoich drużyn, a w ich miejsce pojawili się zmiennicy, między innymi Marcin Gortat. Gra od razu stała się dużo szybsza a co za tym idzie bardziej chaotyczna. Koszykarze obu drużyn oddawali rzuty, gdy tylko nadarzała się ku temu okazja. Zespół Miami zebrał w tym okresie kilka piłek na atakowanej tablicy, co można po części zaliczyć na konto złego ustawiania się Marcina Gortata. Polak nie radził sobie w defensywie, spudłował jeden rzut w ataku i został szybko z powrotem zmieniony przez Dwighta Howarda. Goście z Miami imponowali w obronie, bardzo dobrze zagęszczali strefę podkoszową, ale dzięki dobremu przekazywaniu nie skutkowało to otwartymi pozycjami dla Orlando na obwodzie. Dzięki tak twardej defensywie drużyna Magic do połowy drugiej kwarty popełniła aż 7 strat i na 5:34 przed końcem tej części gry schodziła na time-out prowadząc 38-31. Po przerwie w drużynie Heat ponownie pojawił się Dwyane Wade. Niestety gwiazdor Miami nie potrafił znaleźć swojego rytmu w grze, spudłował kolejny rzut a dwie szybkie trójki trafili kolejno Barnes i Lewis, dzięki czemu zmniejszyli straty Magic do zaledwie 1 punktu. W końcówce kwarty doszło do spięcia między Jermainem O’Nealem a Dwightem Howardem, po którym gracz Heat został ukarany przewinieniem technicznym. Udało mu się jednak sprowokować centra Magic, który w dwóch następnych akcjach popełnił dwa faule i na swoim koncie miał już 3 przewinienia. To pozwoliło wrócić do gry Marcinowi Gortatowi w końcówce drugiej kwarty. Z Polakiem znowu łatwo poradził sobie Joel Anthony, który zdobył kolejne punkty po rzucie z dystansu. Dzięki punktom z wolnych Vincea Cartera do przerwy Orlando Magic prowadziło 44-43.
W pierwszej połowie dużo poniżej swoich możliwości spisywał się Dwyane Wade. Gwiazdor Miami trafił zaledwie 1 z 8 rzutów z gry, a jako że dołożył do tego jedynie 2 osobiste, to do przerwy zdobył on tylko 4 punkty. Z przebiegu gry wydawało się, że zespół Heat ma delikatną przewagę i jeśli Wade zdoła złapać swój normalny rytm to Miami mogą pokuścić się o zwycięstwo na trudnym terenie. Drużyna Magic za to dużo lepiej spisywała się, gdy na parkiecie był Dwight Howard niż Marcin Gortat i kluczem dla Stana van Gundyego było ostudzenie emocji „Supermana” aby przestał on popełniać niepotrzebne faule.
Pierwsze punkty w trzeciej kwarcie zdobył Dwyane Wade. Gdy dorzucił on kolejne 2 oczka wydawało się, że wszystko wraca na właściwe tory. W kolejnej akcji jednak Dwyane spudłował swój rzut i tak bardzo narzekał na brak gwizdka, że został ukarany przewinieniem technicznym. Frustracja Wadea wynikała przede wszystkim ze świetnej obrony, którą prowadził przeciwko niemu Micheal Pietrus. Na 4 minuty przed końcem trzeciej kwarty czwarty faul popełnił Dwight Howard i na parkiecie natychmiast zameldował się Marcin Gortat. Wejście Polaka było już nieco lepsze, udało mu się zdobyć punkty z rzutów wolnych, zebrał także parę piłek. O obrazie gry decydował jednak Jason Williams, który trafiał z każdego niemal miejsca i wyprowadził swój zespół na prowadzenie 71-66 po trzeciej kwarcie.
Czwartą kwartę mocno rozpoczęli gracze Magic. Twarda obrona i dobra skuteczność pozwoliła im odskoczyć na 9 punktów. Miami w grze trzymały jedynie punkty zdobywane przez Carolosa Arroyo. Heat nie potrafili znaleźć odpowiedzi na świetną grę Williamsa i Andersona, w ataku desperacko potrzebowali punktów Dwyanea Wadea. I gwiazdor Maimi stanął na wysokości zadania. Zdobył 4 punkty z rzutów wolnych, przechwycił piłkę w akcji obronnej, zaliczył asystę i trafił za 3 punkty. Dzięki temu na 6:15 przed końcem meczu Orlando prowadziło zaledwie 2 punktami. W dodatku Wade w jednym ze swoich wejść wymusił 5 faul Dwighta Howarda, za którego momentalnie pojawił się Marcin Gortat. Dwyane kontynuował swój show i kiedy dorzucił kolejne 4 punkty, na parkiet szybciutko wrócił Dwight Howard. Nic to jednak nie zmieniało, Miami świetnie broniło a Wade wymuszał w bardzo inteligentny sposób kolejne faule Pietrusa. Publiczność w hali w Orlando wrzała, ale sędziowie odgwizdując kolejne przewinienia nie popełniali błędów. Orlando pomocy szukali u Cartera, który jednak nie mógł się wstrzelić. Na 3:30 przed końcem meczu Miami prowadziło 5 punktami. Wreszcie trafiać przestał Wade, a dzięki punktom Cartera i ofensywnym zbiórkom Howarda na minutę przed końcem Magic przegrywali już tylko dwoma punktami.
Na 52 sekundy do końca meczu dwa wolne trafił „Superman” i na tablicy był remis. Rzut z dystansu spudłował O’Neal i akcję mięli Magic. Carter wchodził pod kosz ale został potężnie zablokowany przez Wadea. Magic do końca akcji mięli 8 sekund, a do końca meczu zostało ich 19. Świetnie bronili jednak Heat i pierwsze wznowienie gry zakończyło się wzięciem czasu przez Pietrusa. Drugie wybicie było już skuteczne, piłkę dostał Lewis, podał d stojącego metr od linii rzutów za 3 punkty Cartera a ten bez namysłu oddał rzut i w nieprawdopodobny sposób trafił. Na 14 sekund przed końcem meczu Magic prowadzili trzema punktami. Bardzo szybką akcję wykonali Heat – piłka trafiła do Wadea, ten momentalnie rzucił za 3 punkty, nie trafił ale piłkę dobił Haslem. Miami popełnili następnie szybki faul i na lini rzutów wolnych stanął Jason Williams. Nie pudłujący do tej pory z wolnych J-Will tym razem dwa razy spudłował. Na 8,6 sekundy do końca Heat przegrywali 97-98 ale mieli do rozegrania ostatnią akcję. Piłkę dostał Jermain O’Neal, starał się ją odegrać do Wadea, który był bardzo dobrze pilnowany. Na tym manewrze Heat stracili kilka sekund ale gdy tylko Wade dostał piłkę, pognał z nią w kierunku kosza i rzucił z dystansu. Tak jak to czynił przez większość meczu tak i tym razem rzut okazał się niecelny, jednak fantastyczną dobitką popisał się Michael Beasley. Magic próbowali jeszcze rozegrać akcję, jednak nie udało im się nawet oddać rzutu i ostatecznie to Heat wygrywają w Orlando 99-98.