Czarni wreszcie wygrywają
Kapitan Energi Czarnych (bardzo) powoli wraca do formy z końca poprzedniego sezonu, jednak jak na razie spisuje się kiepsko. Po dwupunktowej akcji Mantasa Cesnauskisa ,,Czarne Pantery” wyszły na prowadzenie 3:2. Po efektownym bloku Ronalda Clarka na Darrelu Harrisie, wydawało się, że słupszczanie przejmą kontrolę nad meczem i zdetronizują o wiele słabszą Kotwicę. Tym bardziej, że dość niespodziewanie zza linii 6,25 trafił Jacek Sulowski. Niestety na niekorzyść gospodarzy z obwodu zaczęli trafiać zawodnicy Pawła Blechacza. Po celnych ,,trójkach” Łukasza Wichniarza i wcześniej wspomnianego Harrisa, Kotwica wyszła na 6 pkt przewagi. W końcowych minutach pierwszej kwarty swoje punkty dołożyli także Omni Smith, Bartosz Diduszko oraz młody Szymon Rduch. Tym samym – dość nieoczekiwanie – kołobrzeżanie po pierwszych dziesięciu minutach gry, prowadzili 12:20.
Po przerwie od razu do odrabiania strat zabrali się gospodarze. Czarni w bardzo szybkim tempie zdobyli 9 oczek, przez co tracili do przyjezdnych tylko trzy punkty. Wówczas znów o swoich strzeleckich umiejętnościach przypomniał Majewski, który rzutem z dystansu powiększył przewagę swojego zespołu. Kolejny sygnał do ataku dał były koszykarz Turowa Zgorzelec, Alex Harris. Amerykanin celną ,,trójką” pobudził swoich kolegów do lepszej gry, a także zebranych dziś w hali Gryfia kibiców. Z tego samego miejsca chwilę później trafił Sroka i powoli Czarni ,,dobierali” się do Kotwicy. Na nieszczęście słupszczan niezwykle skuteczny w całym spotkaniu był Bartosz Diduszko. To właśnie były zawodnik Śląska Wrocław w pojedynkę – można powiedzieć – walczył z ,,Czarnymi Panterami”. Po dobrej grze młodego koszykarza Kotwicy Kołobrzeg, swoje ,,pięć minut” miał Ronald Clark, a później Tyrone Brazelton. Ten pierwszy najpierw po skutecznej akcji 2+1 przybliżył Czarnych do swojego rywala na 2 oczka, by później, po rzucie z półdystansu wyprowadzić swój zespół na prowadzenie. W następnej kolejności próbkę swoich umiejętności pokazał Tyrone Brazelton. Rozgrywający, który dopiero poznaje się ze swoimi nowymi kolegami, gra bardzo odważnie i to przyniosło efekt. Po jego skutecznych penetracjach, czwarta drużyna poprzedniego sezonu, wyszła na 4 punkty przewagi, a po celnym rzucie (równo z syreną) za dwa Wojciecha Żurawskiego różnica wzrosła do 6 oczek.
W trzeciej kwarcie słupszczanie próbowali narzucić swój styl. Na odrobinę szaleństwa pozwolił sobie Brazelton. Były rozgrywający Asseco Prokomu Gdynia, gdy tylko decydował się wejść pod kosz, był nie do zatrzymania. Pod koniec trzeciej kwarty nagle do głosu doszli kołobrzeżanie. Po celnej ,,trójce” Brazeltona, pozostali jego koledzy, jakby zamarli. W zupełnie innej dyspozycji byli gracze Kotwicy. Za sprawą Smith'a, Diduszko i Rducha, zespół prowadzony przez Pawła Blechacza, zdobył 14 punktów pod rząd! (wliczając także ostatnią kwartę).
W odpowiednim momencie – na przełamanie – trafił Alex Harris. Jego śladem podążył Brazelton oraz Sroka, przywracając tym samym prowadzenie Czarnym. Końcówka spotkania należała jednak do wcześniej wspomnianego Harrisa. Amerykanin swoimi celnymi rzutami zza linii 6,25, powiększył przewagę słupszczan do 6 oczek i tym samym Energa Czarni mogła rozpocząć świętowanie trzeciego zwycięstwa w tym sezonie.
Na wielkie brawa zasługuje postawa Tyrona Brazeltona. Amerykanin zdobył dziś najwięcej punktów – 25 – i był zdecydowanym liderem słupskiego zespołu. Na pochwałę zasługuje także Alex Harris, który powoli udowadnia, że jest jednym z lepszych snajperów w PLK.
W następnej kolejce Energa Czarni udaje się do Zgorzelca, gdzie zmierzy się z tamtejszym Turowem. Natomiast Kotwica czeka arcytrudne spotkanie z niepokonanym, jak dotąd Asseco Prokomem Gdynia.
Energa Czarni Słupsk – Kotwica Kołobrzeg 85:77 (12:20, 28:14, 20:24, 25:19)
Energa Czarni: Żurawski 8, Clark 11, Djapa 2, Brazelton 25 (2), Sroka 11 (1), Sulowski 3 (1), Przybyszewski 4, Harris 17 (3), Cesnauskis 4.
Kotwica: Rduch 10 (2), Smith 15, Diduszko 16 (3), Bręk 0, Stelmach 3, Freeman 0, McFarlin 2, Wichniarz 11, Harris 20 (1)