Kolejne zwycięstwo Lakers
W niedzielę New York Knicks byli bardzo bliscy sprawienia ogromnej niespodzianki, gdy dopiero po dogrywce przegrali z mistrzami NBA z 2008 roku. Dzisiejszej nocy okazało się, że aktualni mistrzowie są dla nich zdecydowanie za mocni. Kobe i spółka od pierwszych do ostatnich sekund kontrolowali przebieg spotkania i ostatecznie zwyciężyli w Staples Center 100:90.
To co pokazał w dzisiejszym spotkaniu Bryant to prawdziwy majstersztyk. Aż 34 punkty zdobyte na wprost fenomenalnej, bo 70% skuteczności, a do tego pięć zbiórek, cztery asysty i trzy przechwyty.
Gwiazdor Lakers robił co chciał z kryjącymi go obrońcami gości i to głównie wskutek jego świetnej gry gospodarze odnieśli bardzo łatwe zwycięstwo.
Nie można nie wspomnnieć o bardzo dobrej postawie Pau Gasol, który zdobył 11 punktów i zebrał 16 piłek na tablicach oraz Andrew Bynuma, który z obolałym stawem skokowym zapisał na swoim koncie 17 oczek i 8 zbiórek. To po jego punktach było 60:36.
- Jeśli nie masz odpowiedniego planu na zwycięstwo i odpowiedniej koncepcji, nawet bardzo dobrzy zawodnicy nie pomogą. My mamy jednak zarówno jedno i drugie i dlatego ostatnimi czasy tak łątwo wygrywamy - powiedział po spotkaniu Bryant.
W końcówce spotkania głównie za sprawą celnych trójek gości i słabej postawy rezerwowych Jeziorowców przewaga Lakers dosyć znacznie stopniała. Taka sytuacja bardzo zdenerwowała szkoleniowca gospodarzy, Phila Jacksona.
- To jeden z tych meczy, gdzie w ostatnich sześć, ośmiu minutach twój zespół nie grał kompletnie nic. W takiej sytuacji nie jesteś aż tak zadowolony ze zwycięstwa jak mogłoby się wydawać - oznajmił Jackson.
Jackson miał na myśli z pewnością straty, których jego podopieczni zanotowali aż 25!
NIe przeszkodziło to jednak jak widać aż tak bardzo w zwycięstwie, dzięki któremu Lakers na ostatnie 29 spotkań u siebie wygrali aż 25.