Wizzards wygrywają dla Pollina

Dodano: 25 listopada 2009 04:01
Wizzards wygrywają dla Pollina
Mateusz Zielinski, Informacja własna
Obraz własny

Washington Wizzards po zaciętym meczu we własnej hali pokonali Philadelphia 76ers 107-108. Najlepszym graczem czarodziei był zdobywca 32 punktów Antawn Jamison. Wśród gości najlepszym strzelcem był zdobywca 26 oczek Lou Williams.

Drużyna Wizards mecz zagrała bez swoich dwóch podstawowych zawodników Mikea Millera i Carona Butlera. 76ers nie mogli skorzystać ze swojego super-rezerwowego Mareesea Speightsea. Spotkanie rozgrywane było zaledwie kilka godzin po śmierci właściciela drużyny z Washingtonu Abe Pollina. Antawn Jamison swój świetny występ zadedykował właśnie jemu.

Pierwsza połowa to bardzo wyrównana walka i granie kosz za kosz. Żadnej z drużyn nie udało się w tym czasie uzyskać przewagi większej niż 4 punkty. Oba zespoły nie grzeszyły skutecznością i popełniały proste straty. Bardzo dobrze w defensywie Wizards spisywał się Javalee McGee, który do przerwy miał już 4 bloki. W drużynie 76ers na tablicach dzielnie walczył Samuel Dalambert, który w tej części gry uzyskał aż 12 punktów. Na uwagę zasługuje niezła i bardzo czysta obrona zawodników z Washingtonu w pierwszej części gry. Na lini rzutów wolnych zawodnicy z Philadelphi stanęli po raz pierwszy dopiero na 5 minut przed końcem drugiej kwarty. Do przerwy na tablicy wyników widniał rezultat 46-45 dla drużyny gości.

Na trzecią kwartę wyjątkowo skoncentrowani wyszli zawodnicy z Washingtonu. Ograniczyli oni swoje starty i zaczęli trafiać z dużo wyższą skutecznością. Było to spowodowane znakomitą grą Antawna Jamisona w tej części meczu, który nie dość, że trafiał niemal wszystko, zbierał piłki na obu tablicach to jeszcze wymuszał kolejne faule Eltona Branda. Oprócz Jamisona punkty zdobywał jeszcze Nick Young. Zastępujący Carona Butlera zawodnik rozgrywał wyśmienite zawody i cały mecz zakończył z dorobkiem 20 punktów. Po trzeciej kwarcie „Czarodzieje” prowadzili 75-85.

W ostatniej części meczu do roboty zabrali się gracze 76ers. Mozolne odrabianie strat umożliwiła im dużo lepsza skuteczność rzutów za 3 punkty. Na szczególną uwagę zasługuje występ Jrue Holidaya, który po raz pierwszy na parkiecie pojawił się właśnie w 4 kwarcie i zdobył 11 punktów trafiając 3 z 5 rzutów za 3 punkty. Dzięki 5 punktom z rzędu Lou Williamsa na 40,7 do końca meczu 76ers przegrywali zaledwie jednym punktem. Bardzo dobra obrona w kolejnej akcji spowodowała, że stratę popełnił Gilbert Arenas i na 27,8 sekundy do końca piłkę mieli zawodnicy z Philadelphi. NA 11 sekund przed końcem faul popełnił Haywood. To przewinienie nie skutkowało jeszcze rzutami wolnymi, ale sprawiło, że do końca grać mogli koszykarze 76ers. Lou Williams długo kozłował znajdując się daleko od kosza i w końcu zdecydował się na rzut z dystansu. Piłka odbiła się jednak od obręczy i ostatecznie Washington Wizzards pokonali Philadelphię 76ers 107-108. 

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp