Magic ponownie lepsi od Raps
Po raz kolejny w tym sezonie koszykarze Toronto Raptors nie sprostali Magikom z Orlando. Mimo fatalnej skuteczności z dystansu, podopieczni Stana Van Gundy'ego wygrali na obcym parkiecie 104:96 i odnieśli swoje jedenaste zwycięstwo w tegorocznych rozgrywkach.
Już od samego początku spotkania podopieczni Stana Van Gundy'ego mieli problemy ze skutecznością rzutową. W pewnym stopniu wynikało to z bardzo dobrej jak na Toronto Raptors defensywy na obwodzie, co w przypadku Bosha i spółki jest niezwykle zaskakujące. Co więcej, w przeciągu pierwszych dwunastu minut absolutnie żadnych punktów nie zdobył lider Magików, Dwight Howard. Był to po części skutek tego, iż już po sześciu minutach z powodu fauli musiał zastąić go Marcin Gortat. Polak grał dobrze, co w bieżących rozgrywkach zdarzało się nie za często, jednak mimo tego, Orlando straciło swoją najsilniejszą broń ofensywną, jaką był Howard. Na słabej skuteczności rzucał sprowadzony latem Vince Carter i taką sytuację Raptorsi musieli poprostu wykorzystać.Swoje grał Turkoglu, swoje grał Calderon, swoje grał Bosh, który jednak w pierwszej połowie trafił zalediwe trzy rzuty z gry (w czym duża zasługa Gortata), o dziwo bardzo dobrze grał Amir Johnson i gracze z Toronto po pierwszej kwarcie wygrywali 28:22.Cała ta przewaga została jendak szybko zniwelowana. Howard po chwili wrócił na parkiet i po jego efektownym wsadzie Magicy wyszli na prowadzenie 43:42. Prawdziwa walka cios za cios zaczęła się dopiero w tym momencie.Gospodarze starali się grać wysoko w ataku, podkoszowi Raptors często wychodzili na dystans starając się grać pick&rolle czy pick&popy, jednak Magicy nie robili sobie z tego absolutnie nic. Sami starali się grać zróżnicowanie w ofenysiwe, raz za razem zmieniając tempo gry w ataku, jednak taka gra (po części wskutek słabych kontrataków gości) nie miała odzwierciedlenia w wyniku. Na dziesięć minut przed końcem na tablicy świetlnej nadal widniał remis.Kilka chwil później rzutami za trzy popisali się odpowiednio Redick i Williams, w kolejnej akcji Bargnani popełnił faul ofensywny i wydawało się, że jest to moment, w którym zawodnicy z Florydy odskoczą. Zagrożenie zaistniałą sytuacją widać było po twarzach gospodarzy, którzy byli spięci i zakłopotani jak nigdy wcześniej w tym spotkaniu. Sytuacja zaczynała wymykać się spod kontroli, a gdy Dwight Howard na nieco ponad cztery minuty przed końcem trafił dwa wolne wyprowadzając Magic na 13. punktowe prowadzenie wydawało się, że nic złego nie może się już stać Magikom.
Za odrabianie strać wziął się jednak... wspomniany wcześniej Amir Johnson i po jego punktach gospodarze przegrywali na dwie minuty przed końcem zaledwie sześcioma punktami. Jak się okazało, było to jednak zbyt dużo dla Raptors dzisiejszego wieczoru. Orlando Magic po raz kolejny będą wracać z Toronto ze zwycięstwem, tym razem 104:96.