Dru Joyce załatwił Czarnych

Dodano: 22 listopada 2009 17:01
Dru Joyce załatwił Czarnych
Paweł Łakomski, Informacja własna
MediaWiki
Anwil Włocławek po emocjonującym spotkaniu, pokonał w Słupsku Energe Czarnych i odniósł swoje ósme zwycięstwo w lidze. Katem słupszczan okazał się ich były zawodnik – Dru Joyce III – który efektownym wejściem pod kosz zapewnił triumf swojemu zespołowi. Pierwsze punkty w spotkaniu, efektownym wejściem pod kosz zdobył Alex Harris. Natychmiast z drugiej strony rzutem za trzy próbował odpowiedzieć, zastępujący na pozycji rozgrywającego Krzysztofa Szubargę, Kamil Chanas, jednak piłka nie znalazła odpowiedniej drogi do kosza i Czarni prowadzili 2:0. Wychowanek Śląska Wrocław, po celnym trafieniu swojego starszego kolegi Andrzeja Pluty, zdobył 4 punkty pod rząd, wyprowadzając swój zespół na 5 oczek różnicy. W dalszej części pierwszej kwarty obydwie drużyny punktowały głównie z linii rzutów wolnych. Bezbłędni w tym elemencie gry byli słupszczanie, którzy za sprawą Ronalda Clarka i wcześniej wspomnianego Harrisa, wyprowadzili swój zespół na kilku punktową przewagę. Pierwsze dziesięć minut efektownie zakończył zza łukuDalibor Djapa i tym samym Energa Czarni Słupsk prowadziła 15:13. Drugą kwartę od mocnego uderzenia rozpoczęli gospodarze. Powracający do formy Marcin Sroka i skuteczny dziś Harris, wyprowadzili swój zespół na sześć punktów przewagi – 24:18. Dobrą zmianę dał nowy zawodnik słupskiego zespołu Tyrone Brazelton. Były koszykarz Asseco Prokomu Gdynia bardzo szybko wprowadził się do nowej drużyny. Grał odważnie, kilka razy samowolnie decydował się złamać zagrywkę, co zresztą przynosiło efekt. Jednak po drugiej stronie szalał Rashard Sullivan. Amerykanin w pojedynkę doprowadził do remisu po 28 i w ostatniej akcji rzutem za dwa punkty zniwelował straty do dwóch oczek – 32:30.  Początek drugiej kwarty należał do Marcina Sroki. Kapitan Energi Czarnych najpierw rzutem za trzy, a potem za dwa, powiększył przewagę swojego zespołu do 7 oczek. Wówczas sprawy w swoje ręce wziął Kamil Chanas. Były koszykarz PGE Turowa Zgorzelec doskonale radził sobie z bardziej doświadczonymi przeciwnikami i w rezultacie doprowadził do remisu po 41. Po udanej akcji 2+1 Alexa Harrisa na tablicy wyników zrobiło się 44:41 i wydawało się, że ,,Czarne Pantery” wreszcie złapały wiatr w żagle. Jednak w odpowiednim momencie do głosu doszli koszykarze Anwilu Włocławek. Za sprawą Nikoli Jovanovicia i powracającego do Słupska Alexa Dunn'a, wyszli na prowadzenie -  44:45. Jednak dość niespodziewanie końcówka trzeciej kwarty należała do Dalibora Djapy. Nielubiany w Słupsku koszykarz najpierw asystował przy celnym rzucie Marcina Sroki, a chwilę potem sam zdobył trzy punkty zza linii 6,25. Ostatni cios w tej kwarcie zadał Dru Joyce III, zaznaczając, że to jeszcze nie koniec.  I rzeczywiście. Anwil grał dobrze, agresywnie i z akcji na akcję zmniejszał straty do słupszczan. W najważniejszym momencie w drużynie Igorsa Miglinieksa, przebudził się Ronald Clark. Amerykanin w ostatniej kwarcie meczu zdobył 9 punktów, ale jak się później okazało, to nie wystarczyło. Znów o swoich strzeleckich umiejętnościach przypomniał Andrzej Pluta. Były reprezentant Polski w ostatniej minucie meczu pokazał, że ma naprawdę stalowe nerwy. Gdy przy stanie 71:68, pojawił się na linii rzutów wolnych, cała hala Gryfia gwizdami, okrzykami, a nawet tańcem, próbowała zdekoncentrować kapitana Anwilu Włocławek. Jednak doświadczony Pluta nie pomylił się ani razu i doprowadził do stanu 71:70. Wówczas do zakończenia spotkania pozostało kilkadziesiąt sekund. Zawodnicy Czarnych byli faulowani, ale nie było to przewinienie popełnione przy rzucie, więc piłka była dogrywana z boku. Na trzy sekundy przed upływem akcji, piłkę w ręku miał Ronald Clark, który chciał podać do Marcina Sroki, ale w międzyczasie upłynęły dłużące się 24 sekundy.  Anwil miał tylko 21 sekund na to, aby przeprowadzić skuteczną akcję. Igor Griszczuk nie miał czasu, więc jego podopieczni musieli ,,improwizować”. Ostateczny cios miał zadać Andrzej Pluta, jednak ten został doskonale ,,odcięty” od akcji, przez Alexa Harrisa i niechciany w Słupsku Dru Joyce sam zdecydował się zakończyć mecz. Amerykanin na 6 sekund przed końcem, podjął próbę o wejścia pod kosz i co najważniejsze była to doskonała decyzja. Na dodatek przy swoim efektownym dwutakcie był faulowany i musiał stanąć na linii rzutów wolnych. Po celnym rzucie na tablicy widniał wynik 71:73. Słupszczanie mieli jeszcze trzy sekundy na oddanie rzutu. Jednak w najważniejszym momencie pomylił się Alex Harris i Anwil mógł rozpocząć fetę.  Tym samym Anwil Włocławek odniósł swoje ósme zwycięstwo w tym sezonie i jak na razie tylko Asseco Prokom Gdynia może pochwalić się lepszym bilansem. Natomiast drużyna Igorsa Miglinieksa w obecnych rozgrywkach spisuje się tragicznie. Na swoim koncie mają tylko dwa zwycięstwa i aż pięć porażek. Kolejne, zaległe spotkanie ,,Czarne Pantery” rozegrają już w najbliższą środę. Przeciwnikiem, jak na razie najsłabszej drużyny w PLK, będzie Kotwica Kołobrzeg. Trener kołobrzeżan Paweł Blechacz wraz z małżonką, byli dziś widzami spotkania Czarni-Anwil. Początek środowego spotkania o godzinie 18.15. Energa Czarni Słupsk – Anwil Włocławek 71:73 (15:13, 17:17, 22:23, 17:20) 
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp