Tony Parker znakomicie w debiucie
Dziś w nocy na parkiety NBA wrócił jeden z najlpeszych rozgrywających NBA Tony Parker. Można powiedzieć, że powrót jednego z liderów Spurs nastąpił w najbardziej odpowiednim czasie, gdyż w trzech ostatnich meczach Ostrogi schodziły z parkietu pokonane.
Tym razem dzięki znakomitemu debiutowi Parkera, który wrócił do gry po kontuzji, czterokrotni mistrzowie NBA wreszcie wygrali. Parker błyszczał jak na MVP finałów NBA przystało, rzucając 17 punktów i notując 8 asyst i 6 zbiórek.
Spurs, którzy notują najgorszy start w rozgrywkach w tak zwanej "erze Duncana" wreszcie zagrali zbilansowany atak i to dało im łatwe zwycięstwo. Warto zaznaczyć także, że przeciwnik nie był zbyt wymagający, gdyż Wizards, mimo iż do ich składu po prawie dwóch sezonach nieobecności dołączył Gilbert Arenas, do tytanów ligi nie należą.
Nie umniejsza to jednak w niczym gry Parkera i spółki, którzy zagrali naprawdę dobre spotkanie i być może ten mecz będzie zwrotem w grze tej wciąż znakomitej i liczącej się w NBA drużyny.
Oprócz Parkera podwójne zdobycze punktowe zanotowali także Tim Duncan, który oprócz 16 punktów zaliczył także 9 zbiórek i 7 asyst, Richard Jefferson, który popisał się 15 punktami, Matt Bonner zdobywca 12 punktów (3/4 za trzy) i Roger Mason zdobywca 11 punktów.
Po stronie Wizards dobrze zagrała znana para Gilbert Arenas i Antawn Jamison. Pierwszy z nich zdobył 18 a drugi 15 punktów. Gra tych dwóch zawodników to było jednak zdecydowanie za mało, aby przeciwstawić się San Antonio, którzy kontrolowali to spotkanie od pierwszego do ostatniego gwizdka.
Ostatecznie mecz zakończy się wynikiem 106:84 i kibice Spurs po trzech kolejnych porażkach wreszcie mogli cieszyć się ze zwycięstwa ich drużyny. Teraz do pełni szczęścia potrzeba im jeszcze powrotu do zdrowia i na parkiet Manu Ginobilliego.