Magic wygrywają w Bostonie
Orlando Magic po zaciętym meczu zdołało pokonać na wyjeżdzie Boston Celtics 83-78. W ten sposób drużyna z Florydy potwierdziła swoje aspiracje do mistrzowskiego tytułu i udowodniła, że potrafić wygrywać z każdym i wszędzie.
Największy wkład w ostateczne zwycięstwo Magic miał zdobywca 26 punktów Vince Carter, 15 zbiórek dołożył Dwight Howard. Marcin Gortat rozegrał 11 minut, w przeciągu których zdobył 4 punkty i 3 zbiórki.
Magic spotkanie rozpoczęli znakomicie, trafiali niemal każdy rzut i nie pozwolali przeciwnikom zdobywać punktów. Stan van Gundy nakazał swoim graczom zagęszczanie strefy podkoszowej i zostawianie Celtom miejsca na obwodzie. W ogóle niewidoczny był Rajon Rondo, któremu mnogość rąk pod koszem całkowicie uniemożliwiała penetracje, a nad rzutem dystansowym ten zawodnik musi jeszcze popracować. Dzięki znakomitej selekcji rzutów Pietrusa i Lewisa Orlando po pierwszej kwarcie prowadziło 29-13
Druga kwarta to dużo lepsza obrona Celtów. Gracze Orlando przestali trafiać już tak regularnie, a Boston konsekwentnie grał swoje akcje pod kosz rywali. Obie drużyny popełniały sporo prostych błędów, Celtowie mylili się z łatwych pozycji, gracze Magic popełniali głupie straty. Głównie dzięki punktom Raya Allena i Paula Pierca Boston zdołał zbliżyć się do Magic i po pierwszej połowie przegrywał już tylko 43-40.
Trzecia kwarta to głównie popis indolencji strzeleckiej na dystansie graczy Bostonu. Celtowie mieli mnóstwo otwartych pozycji do rzutu za 3 punkty, ale nic nie chciało im wpaść. Szczególnie sfrustrowany był Rasheed Wallace, który kilkakrotnie znalazł się bez asysty jakiegokolwiek obrońcy na obwodzie i w żadnej z tych sytuacji nie udało mu się zdobyć punktu. Gracze Orlando po 3 kwarcie prowadzili różnicą 7 punktów.
W czwartej kwarcie dalszy popis nieskuteczności na dystansie dawali gracze Bostonu. Rasheed Wallace w dalszym ciągu bezskutecznie próbował zdobyć swoją pierwszą trójkę w meczu. Nieskuteczność na dystansie Wallace odrabiał walką na tablicach, niezłą grą w obronie, a gdy w defensywie przeciwko niemu był Marcin Gortat, parę razy z łatwością oszukał Polaka na pick-and-rollu i zdobywał punkty spod kosza. Zawodnicy Magic swoje akcje w ofensywie rozgrywali głównie przez Vinca Cartera, który jednak wykańczał je z różnym skutkiem. Na 2:54 przed końcem meczu graczom Bostonu udało się doprowadzić do remisu. To jednak wszystko na co było stać w ofensywie Celtów, którzy do końca spotkania nie rzucili już ani jednego oczka. Rzuty wolne skutecznie wykonywali Lewis i Williams, a Orlando wygrało w konsekwencji 83-78.
Celtowie mecz ten przegrali tylko i wyłącznie przez swoją nieskuteczność na dystansie. W całym meczu trafili jedynie 2 na 19 rzutów za 3 punkty. Dzięki temu zawodnicy Orlando zagęszczali strefę podkoszową i nie pozwalali graczom z Bostonu zdobywać łatwych punktów spod kosza. W ofensywie fenomenalną selekcją rzutów popisał się Pietrus, skuteczność na przyzwoitym poziomie wykazał Lewis, a w najważniejszych momentach nie mylił się Carter. W końcówce meczu to właśnie temu ostatniemu zaufał trener van Gundy i większość akcji nakazał rozgrywać właśnie jemu. Vince odwdzięczył się punktami zdobywanymi po rzutach z bardzo trudnych pozycji i tym samym udowodnił, że jeszcze na wiele go stać i Orlando może mieć z niego wiele pożytku.