AZS dalej w dołku
Druga kwarta rozpoczęła się mocnym uderzeniem „zielono- czarnych”. Dobrze ustawione akcje pozwalały trafić dwa razy za 3 Michałowi Wołoszynowi. Dobre wejście z ławki zaliczył Maciej Klima. Pełen chęci do gry poderwał zespół do jeszcze większej walki. AZS stać było tylko na pojedyncze, indywidualne akcje w wykonaniu Vladmira Ticy i Gedimasa Navickasa. Ostatnia akcja pierwszej połowy to majstersztyk w wykonaniu gospodarzy. Na 1,4 sekundy przed końcem piłka z boku dla Stali. Trener Pamuła prosi o czas. Szybkie przemieszczenie się całej piątki, wyjście Malczyka po zasłonie i rzut z 10 metrów równo z syreną, trafiony!
Do przerwy 47-30.
Trzecia kwarta była jak dotąd piętą achillesową zawodników Stali. Nie tym razem. Gracze z Podkarpacia pewnie kontrolowali przebieg meczu. Duża w tym zasługa „Stalowowolskich” Amerykanów, którzy jak przystało na prawdziwych liderów, przeprowadzali ważne, zakończone punktami akcje. Na koniec kwarty kolejny raz popisał się Marcin Malczyk znów trafiając równo z syreną! Tym razem niemalże z linii bocznej 8-9m od kosza, przy ostrym kryciu Michaela Kuelbera.
W ostatniej części meczu na hali w Stalowej Woli, nastąpiła pewna nerwówka z dwudziestu trzech punktów przewagi na początku kwarty, na 3 minuty przed końcem zostało tylko siedem. Jednak gospodarze nie poddali się presji i przeprowadzając dwie trzypunktowe akcje uspokoili kibiców gorąco dopingujących swój zespół.
AZS zagrał najsłabszy mecz w tym sezonie. Gracze trenera Milianowića zaprezentowali wielką nieporadność w ataku. Stal zmuszała do rzutów z nieczystych pozycji, co zaowocowało słabą skutecznością . Koszalinianie nie pokazali przez pierwsze trzy kwarty niczego co pozwoliłoby im choć zmniejszyć prowadzenie Stalówki.
Stal po raz kolejny pokonuje wyżej notowanego rywala. Zawodnicy trenera Pamuły wyglądają na ułożony, dojrzały i co najważniejsze potrafiący wygrywać zespół.