W pogoni za MVP 2009/10- część 1
A zatem jedziemy do przodu z podsumowaniem dokonań naszych ulubionych grajków w pierwszym ich zestawieniu. Jest ono dość zaskakujące ale i trochę subiektywne (takie też będzie cały czas, dlatego spodziewam się krytyki, którą przyjmę ze spokojem "na klatę").Słowem wstępu chcę od razu podkreślić, że w rankingu tym nie znajdą się zawodnicy, którzy występują w zespołach z ujemnym bilansem, a nawet takim który jest dodatni ale jedynie minimalnie. Wiadomo nie od dziś z resztą, że i tak nagrody nie zdobędzie tego typu zawodnik, co widać od wielu sezonów, więc po co zaprzątać sobie kimś takim głowę. Nie pytajcie więc na razie, gdzie jest Paul, Jefferson czy Arenas...
A więc zaczynamy!
1. Steve Nash 17.6pkt, 11.5as (9:2)
Kanadyjczyk prowadzi od zwycięstwa do zwycięstwa rozpędzone "Słońca", a on sam gra jak przed 3-4 sezonami, gdy sięgał po nagrodę najwartościowszego zawodnika ligi. Biorąc pod uwagę fakt, iż za trzy miesiące ten playmaker skończy 36 lat daje nam jeszcze większy obraz jego "niesamowitości".
2. Dwayne Wade 29.7pkt, 4.6zb, 5.0as, 2.1 prz (7:2)
"Flash" rozpoczął sezon z ogromnym impetem, pokazał kilka fantastycznych akcji, po których nawet MJ się uśmiechał z niedowierzaniem, popisał się buzzerem i co najważniejsze - jego zespół wygrywa i chyba nie poprzestanie na tym w obecnych rozgrywkach.
3. LeBron James 27.5pkt, 7.2zb, 7.6as (7:3)
Obrońca trofeum indywidualnego z przed roku nadal w czołówce, jednak pozycja nie może być wyższa ze względu na porażki z Toronto i Bulls. James jednak powinien wkrótce się obudzić i zaatakować ostrzej. Pamiętajmy o tym, że jest to gość o potencjale tak wielkim, że śmiało można stwierdzić iż może być pierwszym od czasów Oscara Robertsona, który zakończy sezon z triple-double w średniej z całych rozgrywek.
4. Carmelo Anthony 29.7pkt, 6.3zb (7:3)
Powszechnie uznawany za talent skali LeBrona, ale w trochę leniwszej wersji. Mnie osobiście jednak zaczyna przekonywać powoli do siebie i zły obraz stopniowo zaciera. Czy jest w stanie walczyć o MVP? Być może, wiem jedynie, że o tytuł króla strzelców z pewnością będzie się bił do końca.
5. Kobe Bryant 30.1pkt, 4.8zb, 2.2 prz (7:3)
Korona mistrza NBA zobowiązuje, Lakers Kobego na razie grają w kratkę i w dziwnych okolicznościach łapią porażki. O ile przegrana z Houston mogła być przypadkowa, to porażki z Dallas i w szczególności z Denver były zdecydowane. Ale czym dalej tym będzie lepiej, tym bardziej, że nie muszą się już chyba martwić obciążeniem, jakim byłaby chęć wyrównania bądź pobicia rekordu Bulls. A Kobe? Przypomni jeszcze o sobie, ma na to 70 spotkań...
6. Joe Johnson 23.0pkt, 5.6zb, 4.8as (9:2)
Zastanawiałem się, kogo wystawić z Hawks - Johnsona czy Josha Smitha. Zadecydowały jednak walory ofenswyne obu graczy, a w tych lepszy jest Johnson. Hawks prezentują się świetnie, mają wyrównany skład i są na najlepszej drodze ku temu, by pokrzyżować plany faworytom konferencji wschodniej.
7. Dirk Nowitzki 26.3pkt, 9.0zb (8:3)
Niemiecki skrzydłowy po tym, jak odsapnął sobie tego lata nie biorąc udziału w Eurobaskecie jest zdecydowanie świeższy i jeszcze bardziej głodny gry niż zazwyczaj. Mavs wrócili na właściwy tor, a jestto też duża zasługa Dirka.
8. Paul Pierce 18.4pkt, 4.8zb, 4.1as (8:3)
Celtics mają to do siebie, że kogoś wyróżnić z tego świetnego teamu trzeba. Jest to trudne ze względu na zbilansowanie tej ekipy, jednak sam KG wielokrotnie podkreślał, że to właśnie PP jest prawdziwym liderem zespołu, a co za tym idzie - należy się mu miejsce i tutaj...
9. Chris Bosh 27.7pkt, 11.6zb (5:5)
Ilekroć na niego patrzę tym bardziej przypomina mi Kevina Garnetta z lat młodości. Niesamowita siła ofensywna, o której przekonał się już nawet Dwight Howard, poza tym Raptors prezentują się dużo lepiej niż w beznadziejnym ubiegłym sezonie, chociaż wyniki nie są jeszcze imponujące. Ale z pewnością będą lepsze z czasem.
10. Brandon Jennings 25.5pkt, 4.8zb, 5.5as (5:3) & Brandon Roy 20.3pkt, 4.9zb, 5.1as (8:4)
Pierwszy z nich przechodzi samego siebie. Nikt nie przypuszczał, że po sezonie w Europie, kiedy to statystyki miał średnio cztery razy (!) mniejsze (tak w Lega Basket jak i Eurolidze) wybuchnie nam taki talent. Drugi potwierdza jedynie swoje walory prawdziwego przywódcy, który z roku na rok staje się coraz pewniejszym ogniwem swojego teamu.
Rozczarowanie:
1. Dwight Howard - jego miejsce jest w górnej części zestawienia, jednak patrząc na to co wyczynia w tym sezonie ręce się załamują po prostu. Zaistniały stan rzeczy (dużo mniejsze staty w porównaniu do sezonu poprzedniego) można obarczyć winą mniejszą ilość minut spędzanych na parkiecie, jednak nie usprawiedliwia go to w żaden sposób do tego by grać tak jak z Toronto (niemiłosiernie ogrywany przez Bosha) czy skandalicznie wręcz z Cavs, kiedy oddał 3 - słownie TRZY rzuty z gry...
2. Kontuzje - Tim Duncan, Yao Ming, Tony Parker, Tracy McGrady, Deron Williams, Chris Paul, Rip Hamilton, Tay Prince, Pau Gasol - można by jeszcze tak długo wymieniać...