Celne trójki kluczem do zwycięstwa Sieny
Czy można wygrać mecz, rzucając na skuteczności gorszej od rywala aż o 20 procent? Jak się okazuje można i to nawet w Eurolidze. Pokazała to dzisiaj druzyna Monthapschi Siena, która dzięki dużej ilości celnych rzutów za trzy pokonała Fenerbahce Ulker Stambuł 87:83.
Początek meczu nie wskazywał jednak, że to Montepaschi odniesie zwycięstwo. Bardzo dobra gra w ataku oraz na bronionej desce gospodarzy doprowadziła ich do szybkiego osiągnięcia prowadzenia, które oscylowało w okolicach dziesięciu punktów.
Tuż przed końcem pierwszej kwarty nie trafił po penetracji Omer Asik, punkty po zbiórce ofensywnej zdobył jednak Emir Preldzic i Fenerbahce prowadziło już 30:19.
Gra drużyny z Turcji była tak efektywna, że ciężko było się spodziewać, iż przewaga przestanie rosnąć. Stało się jednak dla miejscowych kibiców jeszcze gorzej. Dzięki fenomenalnej postawie w ataku drużyny ze Sieny, a szczególnie Terrella McIntyre'a przewaga Fenerbahce zaczęła topnieć w oczach. Pod koniec drugiej kwarty po punktach nikogo innego jak McIntyr'a wynosiła już ona zaledwie jeden punkt.
Goście fenomenalne rzucali z dystansu, co było głównym czynnikiem jaki wpływał na przebieg meczu. Gospodarze natomiast zatracili swobodę ofensywną z pierwszej kwarty, często popełniali bezmyślne błędy w ataku.
Z biegiem czasu lekką przewagę zaczęli uzyskiwać zawodnicy ze Sieny. Nie była ona jednak tak duża, aby ich szkoleniowiec mógł zacząć wprowadzać rezerwowych. Oscylowała ona w okolicach pięciu-sześciu punktów, brakowała tego ostatecznego ciosu, na który też nie pozwalali gospodarze, grający bardzo skutecznie szczególnie z półdystansu i z "pomalowanego".
Brakowało im jednak takiej ilości trójek jaką mieli goście. Na początku czwartej kwarty po punktach Domercanta było 68:61. Takiej przewagi nie dało się już zniwelować aż do samego końca spotkania. Nie wystarczyła dobra gra Lynna Greera czy Tarence'a Kinsey'a. Fenerbahce przegrało na własnym parkiecie z Montepaschi Sieną 83:87.