Sacramento pokonuje Oklahomę

Dodano: 11 listopada 2009 06:35
Sacramento pokonuje Oklahomę
Jacek Kołosowski, Informacja własna
Obraz własny

Do niespodzianki doszło w Sacramento, gdzie miejscowi Kings pokonali Oklahoma Thunder 101:98.

Zaskoczenie jest tym większe, że Kings wystąpili bez swojego lidera, Kevina Martina, a Oklahoma w swoim ostatnim meczu rozgromiła ubiegłorocznych finalistów, Orlando Magic.

Początek pierwszej kwarty należał do Kings, którzy objęli minimalne prowadzenie, nie byli jednak w stanie uciec na większą liczbę punktów. Rezerwowi Thunder byli w stanie wywalczyć dla gości prowadzenie po pierwszej kwarcie.

Druga kwarta to przewaga Kings, którzy w pewnym momencie prowadzili nawet 10 punktami. Do Thunder należała końcówka drugiej kwarty, gracze z Oklahomy zdobyli 7 punktów z rzędu i dwucyfrowe prowadzenie Kings stopniało do 3 punktów. Wynik pierwszej połowy ustalił ładnym rzutem za 3 równo z końcową syreną James Harden.

Po przerwie gracze Kings byli w stanie powiększyć prowadzenie do 7 punktów, korzystając z błędów graczy z Oklahomy w ofensywie. Thunder zdobyło ledwie 4 punkty w ciągu ponad 4 pierwszych minut drugiej połowy. Czynnikiem, który pozwolił Thunder wrócić do gry były rzuty wolne. Sam Kevin Durant stawał na linii rzutów osobistych aż 9 razy w ciągu trzeciej kwarty. Po trzeciej kwarcie wynik brzmiał 83-77.

Na początku 4 kwarty po faulu technicznym Nicka Collisona, Omri Casspi powiększył prowadzenie do 9 pkt. Thunder za sprawą Duranta szybko odrobili straty. Po akcji 3 + 1 Andresa Nocioniego Kings odzyskali prowadzenie. Końcowe fragmenty czwartej kwarty to festiwal rzutów wolnych z obu stron. Kings prowadzili, jednak przewaga oscylowała na granicy 3-4 punktów. Kiedy na minutę przed końcem Casspi wykonał wsad po stracie Duranta i Kings prowadziło 99:93, mogło się wydawać, że jest po meczu. Tak się jednak nie stało. Po stracie Jasona Thompsona, Jeff Green trafił za dwa, następnie Casspi zmarnował najpierw rzut za 3, a potem dwa osobiste. To dało szansę Thunder. Za 3 trafił Kevin Durant, faulowany taktycznie Tyreke Evans trafił dwa osobiste. Gracze Thunder mieli 3 sekundy na wykonanie jeszcze jednej celnej ,, trójki ''. Rzut z trudnej pozycji Duranta nie doszedł celu i wygrana Kings stała się faktem.

Sukces Sacramento zawdzięcza w dużej mierze duetowi Tyreke Evans i Jason Thompson. Fantastycznie spisujący się w ostatnich meczach rookie zdobył 20 pkt, 8 zb i 8 asyst, a Thompson miał 21 pkt i 14 zb ( aż 7 w ofensywie ). W Thunder można wyróżnić Duranta z 37 punktami ( 18/18 z rzutów wolnych ) i Jeffa Greena z 19 pkt.

Jest to już trzecia wygra z rzędu Kings bez Kevina Martina. Sacramento, mające chyba najsłabszy personalnie zespół NBA ma w tym momencie bilans 4-4.  To co zwracało w tym meczu uwagę, jest śmiesznie mała liczba kibiców na trybunach. Wydaje się, że w Sacramento więcej ludzi przychodzi na mecze drużyny Monarchs grającej w WNBA.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp