Thunder gromią Magików
Po raz drugi w tym sezonie okazało się, że zatrzymanie obwodowych Orlando Magic jest kluczem do zwycięstwa nad ekipą Stana Van Gundy'ego. Tym razem, Oklahoma City Thunder nie dała kompletnie żadnych szans drużynie Marcina Gortata, gromiąc zespół z Florydy aż 102:74.
Co prawda można usprawiedliwiać zespół z Orlando tym, że wystąpił bez Cartera, Lewisa i Andersona, jednak ich zmiennicy - bądź co bądź wicemistrzowie NBA - nie powinni dać się ograć prawie trzydziestoma punktami tak młodej drużynie.
Trzeba jednak od razu zaznaczyć, że zespół z Oklahoma City rozegrał kapitalne spotkanie. Kevin Durant po raz kolejny był mentalnym i statystycznym liderem drużyny, gracze obwodowi znakomicie zamykali wszystkie opcje w ataku Jameerowi Nelsonowi czy J.J. Redickowi, a Nend Krstić kilkukrotnie uprzedził Howarda.
- Nie jesteśmy na dzień dzisiejszy klasowym zespołem. Mówiłem to w szatni, jednak nikt mnie nie słuchał - powiedział po meczu szkoleniowiec Magic, Stan Van Gundy.
Samo spotkanie do połowy drugiej kwarty było bardzo wyrównane. Po wsadzie Marcina Gortata w 18. minucie na tablicy świetlnej było 37:37. Wszystko co najgorsze dla Magic rozpoczęło się właśnie w tym momencie.
Nened Krstić chyba wziął sobie za motto słowa ekspertów, którzy przed sezonem zastanawiali się, jak Howard poradzi sobie przeciwko podkoszowym Boston Cletics w najważniejszej fazie sezonu, gdy ci często będą wychodzić na daleki pół-dystans. Krstić niezwykle często wychodził po pick&rollach właśnie na czwarty, piąty czy nawet szósty metr i szybko oddawał rzuty, których za żadne skarby nie mógł zablokowa Howard.
To po jednym z takich rzutów Thunder prowadzili już 65:49. Magicy potrzebowali natychmiastowo zmienić styl gry. Nadal jednak próbowali tego, co nie wychodziło już od połowy drugiej kwarty. Rzuty z dystansu, często z nieprzygotowanych pozycji, które niezwykle rzadko znajdywały drogę do celu. Jameer Nelson zbyt mało również wykorzystywał w ataku Dwighta Howarda i taka gra musiał się odbić czkawką Magikom.
Do końca spotkania gospodarze nieustannie powiększali przewagę, która na koniec meczu wyniosła 28. punktów. Ostatecznie Thunder pokonali Magic 102:74.