Słońca świecą w Waszyngtonie

Dodano: 8 listopada 2009 21:18
Słońca świecą w Waszyngtonie
Mateusz Zielinski, Informacja własna
WikiMedia
Do Waszyngtonu na mecz z Wizzards przyjechała drużyna Phoenix Suns. Obie ekipy znajdowały się w zupełnie innych nastrojach.  Suns są jak na razie rewelacją rozgrywek, pokonali niedawno samych Boston Celtics, natomiast graczą Wizzards wiedzie się dużo gorzej, przegrali oni wszystkie 3 listopadowe spotkania.Spotkanie znakomicie rozpoczął Jason Richardson. Gracze Suns bardzo często dogrywali do niego piłki i pozwalali mu rozgrywać indywidualne akcje tyłem do kosza. Richardson był w tym elemencie bezbłędny. Po jego punktach Phoenix prowadzili 11-5. Do roboty jednak wziął się Caron Butler z Gilbertem Arenasem, a parę ładnych zagrań w obronie pokazał Stevenson i po pierwszej kwarcie na 3-punktowym prowadzeniu znaleźli się gracze Wizzards. Na początku drugiej kwarty miejsce miała niespotykana sytuacja. W kontrze sam na sam z koszem znalazł się Caron Butler, jednak nie udało mu się trafić prostego rzutu z dwutaktu. Tuż za nim podąrzał jednak Andray Blatch, który zbierając piłkę od razu próbował wsadzić ją do kosza i również był nieskuteczny. Zmarnowanie tak prostej sytuacji wywołało frustrację u trenera Saundersa, który od razu wziął przerwę na żądanie. W drugiej kwarcie także na boisku pojawił się Goran Dragic. Słoweniec ma w barwach Suns bardzo udany początek sezonu. Również w tym meczu pokazał się z niezłej strony szybko zdobywając 7 punktów. Niestety dużo gorzej spisywał się w defensywie i po 3 szybkich faulach usiadł powrotem na ławce. Druga kwarta była bardzo chaotyczna, rezerwowi Suns popełniali sporo strat a gracze Wizzards byli bardzo nieskuteczni na dystansie. Dzięki celnym rzutom za 3 punkty Jason Richardsona to Phoenix na przerwę schodzili z 5 punktowym prowadzeniem. Początek 3 kwarty to popisy wysokich Suns czyli Fryea i Stoudemirea. Ich skuteczne akcje pozwoliły drużynie z Phoenix wyjść na 11 punktowe prowadzenie. Ciężar gry na siebie próbował brać Butler i za sprawą jego celnych rzutów oraz punktów Andraya Blatcha, Wizzards dalej pozostawali w grze. Wyraźnie jednak brakowało punktów Gilberta Arensa, który wykonywał sporo rzutów, z czego większość była jednak niecelna. Przed czwartą kwartą Suns prowadzili róznicą 9 punktów. Czwartą kwartę gracze z Waszyngtonu rozpoczęli wyjątkowo zmobilizowani. Podkręcili trochę tempo oraz wzmocnili obronę, dzięki czemu na 6 minut przed końcem meczu przegrywali różnicą 6 punktów. Wtedy jednak bardzo ważny rzut za 3 punkty trafił Frye, a zaraz potem klasycznego pick-and-rolla zagrali Nash ze Stoudemirem. Kiedy kolejne 2 punkty dla Suns zdobył Steve Nash, wynik wydawał się być już przesądzony. Caron Butler bardzo się starał i próbował jeszcze zdobywać punkty, jednak jego koledzy byli bardzo nieskuteczni. Ostatecznie Phoenix wygrało spotkanie 102-90, a ich najskuteczniejszym zawodnikiem był zdobywca 22 punktów Jason Richardson. Choć pod względem wyniku obie drużyny były cały czas w swoim zasięgu, to przez większość spotkania można było odczuć, że drużyna Suns ma nad Wizzards dużą przewagę i spokojnie kontroluje grę. Gdy tylko Czarodzieje podchodzili na niebezpiecznie bliską odległość, Nash i spółka przeprowadzali kilka szybszych akcji i z powrotem powiększali swoją przewagę. Kolejny świetny mecz rozegrał Steve Nash, który powraca chyba do wielkiej formy. Znakomicie kontrolował on tempo gry a jego 17 asyst musi robić wrażenie. Świetnie w ekipę Suns wpasował się również Channig Frye. Center, który ma 50% skuteczność rzutów za 3 punkty to zdecydowanie lepszy pomysł niż grający wolno i siłowo Shaq. Pochwalić należy również Richardsona, który perfekcyjnie wykorzystywał swoje przewagi and obrońcami. Jeśli chodzi o drużynę Wizzards to zdecydowanie więcej oczekują oni od Gilberta Arensa. 7 trafionych rzutów na 22 oddane z gry to zdecydowanie za mało i jeśli Agent „0” nie poprawi skuteczności, to Waszyngton o play-off może zapomnieć. Pamiętać trzeba jednak, że kontuzjowani byli Mike Miller, Antawn Jamison i paru innych graczy, przez co Wizzards w tym meczu skorzystali jedynie z 3 rezerwowych. Kiedy ławka Waszyngtonu stanie się pełniejsza, jest szansa że ich wyniki również się poprawią.
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp