Blow-out w Zgorzelcu!
Przez pierwsze dwie kwarty zawodnicy AZSu Koszalin w spotkaniu z wicemistrzem Polski zanotowali zaledwie pięć zbiórek, pozwolili rzucać rywalom na 76% skuteczności i do przerwy przegrywali 48:24. Tak doświadczony zespół jak Turów nie pozwolił sobie na zniwelowaniej takiej przewagi. W meczu VI kolejki PLK koszalinianie przegrali w Zgorzelcu 88:69.
Sam początek spotkania należał jednak do gości z Koszalina. W dużej mierze wynikało to ze słabej gry ofensywnej Turowa. Zgorzelczanie nie mieli przez prawie trzy minuty kompletnie żadnego pomysłu na podziurawienie obrony AZSu.
Zupełnie co innego w ataku grali koszalinianie. Poukładana, a co najważniejsze zróżnicowana gra w ataku. Dobrze grał głównie Navickas Gediminas, który bardzo efektywnie kreował pozycje dla swoich partnerów. Po trójce Diduszki było już 9:5 dla gości. Z biegiem czasu spotkanie bardzo się jednak wyrównało.Mający problemy z faulami zawodnicy AZSu nie kryli już tak agresywnie w obronie, co miało znamienny wpływ na coraz to lepszą skuteczność Turowa. Wskutek takiej gry wicemistrz Polski, po punktach Krzysztofa Roszyka wyszedł na prowadzenie 13:11. Jak się okazało to był tylko początek bardzo dobrej gry gospodarzy. Podopieczni Sasy Obradovića całkowicie zdominowali grę na deskach, w drugiej części kwarty nie pozwalali rywalom na rzuty z czystych pozycji, rzucali na fenomenalnej skuteczności i dzięki takiej grze prowadzili po pierwszy 10. minutach 20:13. Goście mogą się tylko i wyłącznie cieszyć, że PGE Turów popełniał w ataku aż tak dużo strat.To uległo zmianie w drugiej "ćwiartce" meczu. Gospodarze rzucali na coraz lepszym procencie, grali rozważniej, mądrzej, skutecznie wykorzystując wszystkie swoje atuty w ataku. Trafiały wszystkie najważniejsze ogniwa Turowa. Po punktach Chylińskiego, Deane'a, Wrighta i Gray'a przewaga gospodarzy wzrosła aż do 24. punktów! Goście nie grali kompletnie nic. W ich ataku nie było absolutnie żadnego ruchu, George Reese grał w tej części meczu zbyt arogancko, a co najważniejsze szwankowała skuteczność z dystansu. Przez pierwsze 20. minut AZS trafił zaledwie dwa z trzynastu rzutów za trzy punktów. Jak duża była przewaga Turowa niech dowiedzie statystyka zbiórek, którą gospodarze wygrywali do przerwy aż 24-5. Nie mogło to nie mieć odzwierciedlenia w wyniku. Na przerwę Wójcik i spółka schodzili prowadząc 48:24.Trzecie kwarta swoim przebiegiem prawie niczym nie odbiegała od poprzedniej. Turowa nadal powiększał swoją przewagę, spokojnie kontrolując przebieg spotkania. Po dwóch celnych rzutach osobistych Adama Wójcika na tablicy świetlnej widniał wynik 61:35.
Do połowy czwartej kwarty Turów dobitnie udowadnił, że z taką grą spokojnie może awansować do dalszej fazy rozgrywek w europejskich pucharach. Gdy w 34. minucie Robert Witka trafił za dwa punkty Turów prowadził aż 81:46. Zgromadzeni w hali w Zgorzelcu kibice byli wprost wniebowzięci. Gospodarze byli lepsi praktycznie w każdym elemencie gry. Ważne jest również to, że wicemistrzowie Polski grali o wiele bardziej zespołowo, szczególnie w ataku. Wspomniany wcześniej Navickas z nerwów aż zniszczył jedno z krzesełek na ławce rezerwowych, gdy jego zespół za żadne skarby nie mógł zniwelować strat.
W ostatnich pięciu minutach meczu Turów zaczął jednak popełniać błędy, które były widoczne dla przykładu w ostatniej kolejce PLK. Tym razem można to jednak zganić na dużą przewagę, która mogła prowadzić do rozluźnienia w końcówce. Trzeba również przyznać, że grali w niej głównie rezerwowi zawodnicy zespołu z Zgorzelca.
Ostatecznie Turów Zgorzelec pokonał we własnej hali AZS Koszalin 88:69.
Powiedzieli po meczu:
Rade Mijanović, szkoleniowiec AZSu Koszalin:
- Mimo wysokiej porażki muszę przyznać, że bardzo dobrze rozpoczęliśmy mecz. Pierwsze sześć minut graliśy naprawdę na dobrym poziomie. Niestety, w dalszej części spotkania zatraciliśmy skuteczność. Kluczowym momentem meczu była druga kwarta, gdy Turów odskoczył nam na dwadzieścia punktów. Muszę przyznać, że gospodarze zagrali bardzo pukładaną koszykówkę. przez co niezwykle trudno było nam zniwelowaćstraty. W przygotowaniach przedmeczowych zauważyliśmy, że nasi dzisiejsi rywale zwykle w drugich połowach grają słbaiej. Moi zawodnicy pokazali w końcówce, że potrafią walczyć, pokazali zacięcie, charakter, jednak strata była zbyt duża.
Sasa Obradovic, trener PGE Turowa Zgorzelec:
- Na początku chciałbym pogratulować wszystkim swoim zawodnikom. Nadal jednak poszukujemy jeszcze większego zgrania, tej zespołowej chemii. W drugiej połowie wyczuliśy, że nadchodzi lekki kryzys, ale zagraliśmy mądrze, przetrzymaliśy to i utrzymaliśy prowadzenie. Teraz tylko to się liczy.
Kolejne zwycięstwo Znicza!
Zaskakująco trudne zwycięstwo Trefla Sopot w Warszawie
Asseco Prokom wciąż niepokonany
Świetne występy naszych rodaków w Lega Basket