Pierwsza porażka Celtów
Steve Nash i Jason Richardson okazali się duetem obrońców nie do zatrzymania dzisiejszej nocy. Zatrzymać nie potrafili ich nawet mistrzowie sprzed roku, Boston Celtics. Podopieczni Doca Riversa przegrali ze Słońcami z Arizony 103:110 i była to dla nich pierwsza porażka w rozgrywkach.
Po porażce z Orlando Magic ambicje zawodników z Phoenix wyraźnie zostały mocno podrażnione. W owym meczu za łatwo dali się ograć Howardowi i spółce. Tym razem nie przestraszyli się jednak mocniejszego kadrowo rywala i już od pierwszych minut toczyli zacięty bój z faworytem do tytułu.
Już pierwsza kwarta była bardzo wyrównana. Duża zasługa w tym Jasona Richardsona, który obok Steva Nasha nadawał tempo grze swojej drużyny. To po jego celnej trójce w szóstej minucie Suns prowadzili 22:18. Nie bez znaczenia była również gra wspomnianego Nasha, który nie przestraszył się najlepszego rozgrywającego na wschodzie, mocniejszego fizycznie Rajona Rondo. To był ten Nash z dawnych lat.
To po jego efektywnym podaniu, Jason Richardson popisał się efektownym wsadem i Phoenix prowadzili już ponad dziesięcioma punktami (wynik 48:37).
Zmniejszyć straty prawie w pełni udało się Celtom z Bostonu dopiero w trzeciej kwarcie. Dobra gra liderów zespołu mistrzów z 2008 roku, a przede wszystkim Kevina Garnetta (w całym meczu 26 punktów, 8 zbiórek, 4 asysty) doprowadziła do zniwelowania strat do zaledwie dwóch oczek. Jak się jednak z biegiem czasu okazało, na więcej nie było ich w meczu przeciwko Phoenix stać.
Co więcej w połowie ostatniej kwarty straty Celtów ponownie znacznie wzrosły. Po punktach zaliczającego bardzo dobry występ rezerwowego Słońc, Jareda Dudley'a Phoenix ponownie odskoczyło na około 10 punktów. Taka strata w połowie czwartej kwarty to sporo nawet dla takiego zespołu jakim są Celci.
Co prawda Boston ponownie dał radę zmniejszyć różnicę punktową, jednak zabrakło tego decydującego ciosu. Trudno przypuszczać co by było gdyby Rasheed Wallace trafił jedną z dwóch kluczowych trójek w samej końcówce meczu. Richardson celnym osobistym ustalił wynik spotkania na 110:103 dla gości i pierwsza porażka podopiecznych Doca Riversa stała się faktem.