Eksperyment Shaq

Dodano: 5 listopada 2009 09:29
Eksperyment Shaq
Mateusz Zieliński, Informacja własna
Obraz własny

Po poprzednim, mimo znakomitej postawy w sezonie regularnym, nieudanym roku drużyny Cavaliers, zespół ten dokonał w tym sezonie kilku transferów, z których najgłośniejszym było przejście na dwór "Króla Jamesa" Shaquilla O’Neala.

Ten olbrzymi center ma pomóc Cavsom w walce o mistrzostwo. Początek sezonu pokazuje jednak, że zadanie to będzie bardzo trudne.

Co Cavs zyskają na pewno

Pomijając sportowe aspekty przejścia Shaqa do Cleveland jednego kibice Cavaliers mogą być pewni: w ich drużynie pojawił się wielki showman. Znany ze swoich niekonwencjonalnych wypowiedzi i zachowań O’Neal zdejmie choć część presji z ramion LeBrona. Skupiając uwagę mediów na swojej osobie pozwoli Jamesowi w większej mierze skoncentrować się na graniu. Zaryzykować można stwierdzenie, że na dwór dołączył wybitny błazen, który zapewni gawiedzi rozrywki, a królowi pozwoli w spokoju rządzić.

Jednak traktowanie Shaqa jedynie jako nadwornego błazna byłoby ogromnym nieporozumieniem. Jest on bowiem zawodnikiem, którego osiągnięcia na zawodowych parkietach budzą ogromny szacunek u wszystkich, zarówno u przeciwników jak i u kolegów z drużyny. Shaq jest autorytetem nawet dla „Króla Jamesa”. W poprzednim sezonie widać było, że LeBronowi uwagi nie potrafił zwrócić nikt, nawet trener Brown. Król robił co chciał i jak chciał, a jego dworzanie mogli mu jedynie winszować. O ile w sezonie zasadniczym sprawdziło się to świetnie, o tyle w play-off odbiło się dla Cavsów czkawką. Shaq jest wielką osobowością i nie będzie miał problemów ze sprowadzeniem na ziemię choćby i samego Króla. LeBron James zyskał mentora, który pomoże mu kontrolować emocje na boisku i poza nim.

Tak właściwie to po co?

Shaq ma wielki autorytet, jest wielkim showmanem ale sprowadzono go przede wszystkim po to aby grał w koszykówkę. O’Neal ma w play-off stawić czoła Dwightowi Howardowi i odsunąć go jak najdalej od obręczy. Varejao jest do tego celu zbyt drobny, a Ilgauskas zbyt delikatny. Shaq nadaje się znakomicie i na pewno jest w stanie sobie z tym zadaniem poradzić.

Tyle, że najpierw trzeba do tych play-off awansować, a następnie oprócz Orlando (jeśli w ogóle się na nich trafi) pokonać także inne zespoły. Początek sezonu zasadniczego pokazuje, że rywalizacja na wschodzie będzie w tym roku wyjątkowo zażarta i Cavsom o 1 miejsce będzie niezwykle ciężko. Shaqa ściągnięto aby pomógł wygrać z Orlando, a teraz trener Brown musi wykombinować, jak wykorzystywać go w meczach z innymi drużynami.

Początki bywają trudne

Pierwszy mecz sezonu od razu był ogromnym sprawdzianem. Do Cleveland przyjechali bowiem zdrowi i dodatkowo wzmocnieni Celtowie. Spotkanie to pokazało jak wiele pracy czeka teraz trenera Browna. Cavsi na tle Bostonu wyglądali na wyjątkowo zagubionych i bezradnych. Sytuacje, w których James rzucał z nieprzygotowanych pozycji na dystansie bądź siłowo wbijał się pod kosz mogły frustrować nawet wtedy, gdy kończyły się zdobyciem punktów. Przez cały mecz (może z wyjątkiem początku pierwszej kwarty) widać było bowiem, że Celtowie to spotkanie wygrają. Ich drużynowość triumfowała nad indywidualizmem Cavsów zarówno w ofensywie jak i defensywie. Trener Brown próbował grać na dwie wieże, wystawiając obok siebie O’Neala i Ilgauskasa, jednak to rozwiązanie kompletnie zawodziło. W ataku nie było żadnej koncepcji jak wykorzystać efektywnie warunki fizyczne tych zawodników. Big Z uciekał na półdystans i notorycznie pudłował, a gdy zbliżał się do obręczy to tak zagęszczał pole 3 sekund, że nawet James w swoich słynnych wejściach nie był w stanie się przebić. Shaq na początku meczu wygrał parę pojedynków jeden na jeden, jednak w samej końcówce pudłował i nie był w stanie odmienić losów meczu.

Co poprawić

Jednym słowem przed trenerem Brownem stoi teraz nie lada wyzwaniem. Jeżeli pozostanie on wierny koncepcji „podanie do Jamesa, on kozłuje i albo wchodzi pod kosz albo rzuca z dystansu” to takie niespodzianki jak choćby ta w Toronto zdarzać się będą częściej. Brown musi namówić Jamesa do wykonywania częstszego ruchu bez piłki. Współpraca Króla z Shaqiem nie może ograniczać się jedynie do ról: Ja rzucam, Ty zbierasz. O’Neal musi pomóc Jamesowi zbudować drużynę. I nie chodzi tutaj o żarty w szatni czy wygłupy na meczu. Chodzi o drużynę, która będzie ze sobą grała, wykorzystywała wszystkie mocne strony swoich zawodników a jak najlepiej ukrywała te słabe. Nie chodzi o to, aby ograniczać rolę czy ilość rzutów wykonywanych przez Króla. Mając takiego zawodnika należy z niego jak najczęściej korzystać. Ważne jest jednak aby pozostali gracze, swoim poruszaniem się po boisku i ustawianiem brali w akcjach Cleveland czynny udział, a nie jedynie przyglądali się temu co zrobi LeBron James. Nawet sam „Król” nie jest w dzisiejszej koszykówce w stanie zdobyć mistrzostwa polegając jedynie na sobie. Dobrym znakiem dla Cavs może być mecz z Wizzards, w którym łatwo odrobili 18 punktową stratę z pierwszej kwarty. Shaq mając przed sobą jednego obrońcę był nie do zatrzymania, a gdy go podwajano oddawał piłkę do wolnego gracza na obwodzie. Jednak na drużyny, które w swoich składach mają dużych, silnych dobrze broniących centrów taka gra nie wystarczy. Cavs muszą mieć w swoim obwodzie co najmniej kilka scenariuszy, które pozwolą na wygrywanie z różnie grającymi drużynami.

Na koniec spekulacje

Wyobraźmy sobie, że w zimie Cavs wymieniają schodzący kontrakt Zydrunasa Ilgauskasa na przykład na Barona Davisa z Clippers. Wtedy pod koszem Cleveland zostaje O’Neal wraz z Varejao, a Cavsi zyskują zawodnika, który mógłby pokierować grą i wspomóc Króla w zdobywaniu punktów. Wtedy sprowadzenie Shaqa nabrałoby zupełnie innego światła. Ale czy taki scenariusz w ogóle jest możliwy?

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp