'W pogoni za MVP ' - prolog
Wraz z inauguracją sezonu rozpoczęła się walka o coroczne miano najwartościowszego zawodnika ligi NBA.
Na początek wyjaśnijmy sobie jednak pewną zawiłość, jaka potem prowadzi do wielu sporów w kwestii poprawnego nazewnictwa MVP i jego interpretacji. Fani swoich ulubieńców z najlepszej ligi świata często bowiem mylą pojęcia " Najwartościowszego" z pokrewnymi mu "Najwszechstronniejszy" i "Najlepszy". Czy słusznie?
Każde z tych wymienionych nazewnictw może być na swój sposób poprawne, jednak tylko z pozoru.
No bo jak to zmierzyć? Bycie najlepszym jest jak najbardziej na miejscu ale tylko w kontekście MVP już zdobytego czyli określonego jako najwartościowszym. Będąc jednak najwszechstronniejszym wcale nie musi się być ani najlepszym ani najwartościowszym. Mówi się powszechnie, że jeśli się jest "od wszystkiego" to w gruncie rzeczy jest się "do niczego", więc to ostatnie określenie nie bardzo pasuje do MVP. Tym bardziej, że psuło by nam całą zabawę na kilka lat, gdyż statystycznie nie do doścignięcia są Dwight Howard i LeBron James, którzy pod względem współczynnika EVAL nie mają sobie równych.
Przechodząc jednak do meritum tekstu - komu więc może być przyznana nagroda Maurice'a Podoloffa na wiosnę przyszłego roku?
1. LeBron James - zwycięzca i obecny posiadacz tego tytułu musi mieć pierwszeństwo w wyborze, tym bardziej ze względu na transfery, jakie pozwalają mu wierzyć w to, że nie będzie zdany jedynie sam na siebie i będziemy świadkami jego spektakularnych popisów częściej niż dotychczas.
2. Kobe Bryant - drugim nie lubiał być nigdy i jest to poniekąd plama na honorze, którą będzie chciał zmazać natychmiast odbierając Jamesowi nagrodę już na koniec sezonu. Po przyjściu Artesta do Lakers ma ułatwone zadanie. Mistrzostwo NBA zobowiązuje...
3. Chris Paul - trochę w cieniu w.w dwójki, jednak dojrzał już do tego aby móc rywalizować z nimi na dobre o miano najwartościowszego.
4. Dwight Howard - jedynym jego drażniącym nie tylko mnie mankamentem jest to, że nie w pełni wykorzystuje swój potencjał. Jest to jeden z nielicznych graczy, który swobodnie potrafi grać na poziomie 20 punktów i zbiórek w każdym meczu, jednak zdarzają mu się takie mecze, w których oddaje po 6-7 rzutów z gry, co jak na wicemistrza NBA i powszechnie uznawanego za najlepszego centra na świecie po prostu nie przystoi.
5. Dwayne Wade - realne szanse, by przy lepszym bilansie Heat zagroził rywalom, bo potencjał indywidualny jest w jego przypadku nieograniczony.
6. Carmelo Anthony - przy Billupsie stał się dużo lepszym graczem, postrachem ligi, jeśli jeszcze poprawi obronę to może w końcu wyjdzie przed "The Kinga".
7. Ktoś z Boston Celtics - Rondo, Pierce, Garnett - zadecycują statystyki w ich przypadku, ale musi być spełniony jeden warunek - Celtics muszą mieć zbliżony bilans do Bulls z lat 96/97.
8. Ktoś inny? Chris Bosh, Kevin Durant, Al Jefferson, Gilbert Arenas - oni grają w zbyt słabych klubach by się liczyć, czarnym koniem mogą być ewentualnie jeszcze Brandon Roy, Tony Parker albo zawsze obecny Dirk Nowitzki.