Hedo Turkoglu vs Orlando Magic 0:1

Dodano: 1 listopada 2009 20:49
Hedo Turkoglu vs Orlando Magic 0:1
Dawid Rudolf, Informacja własna
Obraz własny

Gdy Dwight Howard trafia 14/16 rzutów wolnych, a trójka Nelson-Redick-Anderson trafia łącznie 15 razy za trzy punkty, wydawać by się mogło, że Orlando Magic mają zwycięstwo w kieszeni. Nic bardziej mylnego. Mimo 21-punktowej przewagi w drugiej kwarcie Toronto Raptors zdołało doprowadzić do emocjonującej końcówki spotkania.

Już od samego początku meczu koszykarze z Florydy grali swoje. Schematyczne 4-1 w ataku z Howardem często grającym jeden na jeden, kreującym pozycje dla obwodowych. Po jednej z takich akcji za trzy trafił Redick.

Chwilę później z tego samego miejsca trafił Ryan Anderson i wydawało się, że podopiecznych Stana Van Gundy'ego stać na uzyskanie kilkupunktowej przewagi. Jak się okazało, nie był to jeszcze ten moment. Tak stało się "dopiero" pod koniec pierwszej ćwiartki. Wtedy to bowiem Raptors stracili osiem punktów z rzędu. Gospodarze po raz kolejny dobitnie pokazywali, że są jednym z najgorzej broniących zespołów na obwodzie. Po stronie Magic punktowali głównie Redick i Anderson.W pierwszej kwarcie wskutek takiej gry Raptors dali sobie rzucić aż 36 punktów, a początek drugiej wskazywał na to, że może być jeszcze gorzej.W 14. minucie spotkania dwa punkty zdobył dla Toronto Chris Bosh - chyba jedyny do tej pory pozytyw jeśli chodzi o gospodarzy - i na tablicy świetlnej było 41:32 dla Magic. Kolejne trzynaście punktów z rzędu zdobyli jednak  podopieczni Stana Van Gundy'ego i blow-out w pierwszej połowie stawał się faktem. Kilka akcji później w końcu nadszedł powrót Raps, który mógł dać jeszcze nadzieję na wyrównany pojedynek.Gospodarze w końcu zaczęli dochodzić do rzutów, co do połowy drugiej kwarty było problemem. Najważniejsze jednak dla podopiecznych Jay'a Triano było to, że ich rywale w końcu przestali trafiać tak szaleńczo z dystansu. Wskutek owego zrywu przewaga Orlando na przerwę wynosiła już "zaledwie" 11 punktów. 

Do tej pory ciągnący wynik ze strony Raptors Chris Bosh, w trzeciej kwarcie w końcu dostał pomoc od partnerów z drużyny, którzy wzięli na swoje barki zdobywanie punktów. Ku ich niezadowoleniu, nie odbijało się to na wyniku. Być może sytuacja byłaby inna, gdyby Dwight Howard nie rzucał osobistych na fenomenalnej jak na siebie skuteczności. 

Ważne dla gospodarzy były również problemy z faulami Ryana Andersona, który (podobnie jak Redick i Jameer Nelson) niemiłosiernie ranił Toronto z dystansu. To właśnie on uciszył publiczność celną trójką, gdy na osiem minut przed końcem Andrea Bargnani dwukrotnie trafił za trzy zmniejszając tym samym straty do zaledwie sześciu oczek. Jednak nawet pomimo tego, gospodarze doprowadzili do emocjonującej końcówki spotkania.

Po kolejnych punktach Bargnaniego goście na cztery minuty przed końcem prowadzili już tylko czteroma oczkami. W samej końcówce kluczowa okazała się jednak gra na atakowanej desce Magików, a szczególnie Dwighta Howarda. To dzięki niemu w samiutkiej końcówce gospodarze nie doprowadzili do jakiejkolwiek możliwości zmniejszenia strat. Redick trafił dwa wolne na 30. sekund przed końcem i wygrana Magic powoli stawała się faktem. Ostatecznie goście z Florydy pokonali jedyny zespół NBA z Kanady 125:116.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp