Włocławianie bez porażki
Dodano: 31 października 2009 21:04
Autor: Mariusz Zieliński, Informacja własna
Zdjęcie: MediaWiki
To już 5 zwycięstwo Anwilu Włocławek w tym sezonie. Tym razem, zawodnicy z Kujaw okazali się lepsi od AZS-u Koszalin zwyciężając 76-73. Tylko na początku spotkania na prowadzenie wyszli gospodarze. Po 3 punktach Navickasa, akcją 2+1 popisał się Kuebler i gospodarze prowadzili 9-6. Wtedy jednak coś się zacięło w grze Akademików, a do głosu doszli zawodnicy z Włocławka. Jovanovic oraz Tuljković zdobyli 9 punktów z rzędu i szybko wyszli na 9 punktowe prowadzenie 19-10. Dobra zmiana Ticy oraz rzut za 3 równo z syreną Kueblera pozwolił odrobić częściowo straty i kwarta skończyła się wynikiem 18-22W drugiej części spotkania również minimalnie lepsi okazali się gracze Anwilu. Głupie straty Kueblera pozwalały kontrolować grę i utrzymywać prowadzenie podopiecznym Igora Griszczuka. Przy stanie 28-32 dobrą zmianę dał Rashard Sullivan, który popisywał się ładnymi wsadami i ustalił wynik na 33-40. Rezultat do przerwy mógł ulec jeszcze zmianie, ale spod kosza nie trafił Navickas. W 3 kwarcie zobaczyliśmy fatalną grę AZS-u. Najpierw 5 niecelnych rzutów za 3 z rzędu, a następnie głupie straty Reese i przewaga Anwilu wzrosła do 16 punktów. W zespole z Włocławka z kolei rządził i dzielił na tablicach Sullivan. Ten silny i skoczny zawodnik radził sobie bez problemu z Reese, czy Metelskim i zdobywał łatwe punkty z pola 3 sekund. Po 30 minutach gry koszalińscy kibice nie mieli przyczyn do radości, bo Akademicy przegrywali już 47-60. Ostatni kwarta to metamorfoza Koszalinian. Trener Rade Mijanović rozkazał zawodnikom bronić strefą, a to od razu dało efekty. W tym dniu słabo dysponowani zza linii 6,25 zawodnicy Anwilu nie mogli przedrzeć się pod kosz, co pozwoliło ruszyć w pogoń AZS-owi. Obrona strefowa Koszalina wymusiła na nas głupie straty, przez co daliśmy się dogonić – kwituje Igor Griszczuk, trener Anwilu. Przy stanie 71-74 dwóch osobistych nie trafił Chanas i szanse na zwycięstwo mieli jeszcze gracze AZS-u. Wtedy jednak Reese zamiast rzucać za 3, wszedł pod kosz. Dało to tylko 2 punkty, a zawodnicy Anwilu szybko wybili piłkę i nie dali się sfaulować graczom z Koszalina. Spotkanie skończyło się wynikiem 76-73, bo równo z syreną trafił jeszcze za dwa punkty Kamil Chanas.