Pierwsza porażka Lakers
Drużyna Los Angeles Lakers nie należy już do grona niepokonanych drużyn w NBA. "Zawdzięcza" to Dirkowi Nowtizkiemu i jego Dallas Mavericks, które dzisiejszej nocy pokonało Jeziorowców 94:80.
Pierwsza kwarta była jednak wyrównana. To efekt tego, że Lakersom jeszcze coś wychodziło w tym spotkaniu. Bryantowi i spółce udawało się na razie zatrzeć nieobecność Pau Gasola pod koszem. Ale tylko na razie.
Przez drugą i trzecią kwartę, było bowiem można zauważyć koszmarną grę Lakers, słaby mecz w wykonaniu Artesta, słaby mecz w wykonaniu Bynuma w defensywie. W drużynie przeciwnej było wręcz odwrotnie. Jason Kidd pokazywał, że mimo wieku nadal wiec jak się rozgrywa, a Shawn Marion wprawiał w ekstaze kibiców Mavs oglądających to spotkanie.
To po jego wsadzie po alley-oopie, Mavericks odskoczyli na dwanaście oczek (wynik 64:52). Mimo, że nie była to ogromna przewaga można było mieć pewność, że jeżeli Lakers nie zmienią w znacznym w stopniu swojej gry, to już takiej straty nie odrobią.
Brak odrabiania strat ze strony Lakers to nie był jednak tylko i wyłącznie skutek ich słabej gry. Mavericks naprawdę grali bardzo dobrze, a co najważniejsze efektywnie w obronie. Znakomita postawa Dirka Nowitzkiego nie powinna być chyba dla nikogo zaskoczenie. Gdy na koniec trzeciej kwarty po punktach Powella było 78:60 powoli stawało się jasne, że Los Angeles nie wygra tego meczu.
Phil Jackson nie zmieniał jednak podstawowych zawodników wierząc, żesą oni w stanie odwrócić losy meczu. Ci zawiedli jednak Jacksona. Nie dali rady nawet znacząco zmniejszyć strat, a co najważniejsze nie dali rady zatrzeć słabego wrażenia jakie zostawili po sobie. Ostatecznie zespół z zachodniego wybrzeża przegrał z Dallas 80:94.