Niespodzianka w Chicago
Tej nocy w NBA rozegrano zaledwie dwa spotkania, w Chicago miejscowe Byki podejmowały San Antonio Spurs, w drugim meczu zmierzyły się dwa zespoły, które swoje pierwsze mecze wygrały : Denver Nuggets i Portalnd Trail Blazers
Pierwszy z meczów przyniósł niemałą niespodziankę, gospodarze wygrali mecz 92:85. San Antonio Spurs w pierwszej kolejce spisali się świetnie, wysoko pokonując zaliczane do potentatów ligi New Orleans Hornets, w meczu z Bulls zapewne fani zespołu z Teksasu spodziewali się podtrzymania dobrej passy.
Pierwsza połowa była wyrównana i Bulls prowadzili 1 punktem. O zwycięstwie Chicago zadecydowała zdecydowanie wygranatrzecia kwarta, po której gospodarze prowadzili już 74:64. Wpływ na to mogła mieć kontuzja Tony'ego Parkera, który po ciężkim upadku w trzeciej kwarcie już nie powrócił na boisko
W ostaniej części spotkania prowadzenie Chicago nie było zagrożone ani przez chwilę, chwilami nawet wzrastało, dopiero w końcówce meczu rezerwowi San Antonio zmniejszyli rozmiary porażki. W drużynie Bulls ciężarem zdobywania punktów podzieliło się kilku zawodników, aż 6 z nich zdobyło 10 lub więcej punktów ( najwięcej miał Luol Deng z 17 ), świetnie grał Derrick Rose. Numer jeden zeszłorocznego draftu zdobył 13 pkt, 7 zb i 7 as, wracając po kontuzji kostki, która zmusiła go do opuszczenia znacznej części rozgrywek przedsezonowych.
W zespole San Antonio jedynym pewnym punktem był Tim Duncan, skrzydłowy Spurs uzyskał 28 punktów grając na świetnej skuteczności 13/19 z gry, dodał do tego 16 zbiórek, jednak było to za mało na wyrównany zespół Bulls. Po raz kolejny w San Antonio zawiódł Richard Jefferson. Zawodnik, który miał być wielkim hitem transferowym, po zdobyciu 5 punktów przeciwko Hornets, tym razem uzyskał 9 punktów, po raz kolejny na słabej skuteczności. Drużyna Chicago pokazała, że nawet po odejściu Bena Gordona nie powinna byc lekceważona przez nikogo.